Brexit nadzieją Europy

Brexit? Jeszcze poczekajmy, jeszcze nie czas na szampana. 

Może się wciąż okazać że trzeba przeliczyć głosy nadesłane pocztą, jak ostatnio w bantustanie austriackim.  Albo że Bruksela pomoże zwyciężyć demokracji desantując do Londynu swój „rząd ekspertów”, tak jak to zrobiła w Rzymie.

Faktem jest jednak że establishment prowadził gorzką kampanię strachu przeciwko Brexitowi  i  ją sromotnie przegrał.  Mamy teraz nadzieję że kultura polityczna społeczeństwa brytyjskiego przeważy i że demokratyczna decyzja społeczeństwa będzie honorowana. W każdym innym państwie unijnym szanse na to byłyby znikome,  ale takież również byłyby na podanie się premiera do dymisji.  A jednak…  Jak usłużni eksperci przypominają na każdym kroku, referendum brytyjskie jest „niewiążące”.  You bet it is.  Aby w antydemokratycznych  dyktaturach unijnych referendum było „wiążące” konieczny jest chyba pucz armii i internowanie całej klasy politycznej…
Brexit nadzieja Europy
Establishment i kontrolowane przezeń media stawiały na strach przed tym co będzie, co okazało się ich błędem. Co dzień niemal pojawiały się sondy z których nieodmiennie wynikało że obóz za pozostaniem ma przewagę.  Jeśli ją tracił to gwałtownie wzrastała wówczas  zagadkowo liczba „niezdecydowanych”. Niemal codziennie pojawiały się też sążniste epistoły opisujące z detalami koniec świata do którego dojdzie we wszystkich dziedzinach po kolei jeśli tylko doszłoby do Brexitu. Nie pojawiła się natomiast jedna opisująca niebagatelne korzyści  jakie gospodarka brytyjska odniesie uwalniając się z okowów unijnych.

Nowa młodość czeka londyńskie City na przykład, centrum finansowe świata   zagrożone choćby europejskim zakazem sprzedaży short i masą innych nonsensów promulgowanych przez aparatczyków w Brukseli. Strasząc końcem świata establishment unikał nazwania rzeczy po imieniu – że jedyne co naprawdę grozi UK po opuszczeniu raju unijnego to najwyżej „piekło” statusu szwajcarskiego.  Wynegocjowanie po prostu układu stowarzyszeniowego pozwalającego wybrać z unijnego menu tylko to co ma sens dla narodu, a odrzucić całą resztę nonsensów. Owszem, układ stowarzyszeniowy nie jest wolnym lunchem i przychodzi z pewną metką z ceną. Ale jest to cena niewielka z porównaniu z  ryzykiem pójścia pod wodę wraz z tonącym kadłubem euro Titanica odchodzącym na szrot historii.

Mimo medialnie nagłaśnianych i rzekomo rosnących szans obozu „anty-Brexit” w szeregi aparatczyków od pewnego momentu zaczęła wkradać się panika. Mający najwyraźniej słabe nerwy Cameron przyznał się  do udziału w off-szorowej korporacji swojego ojca i  ujawnił swoje zeznania podatkowe.  Zapomniał nawet podać czemu się przyznaje do czegoś co przestępstwem jeszcze nie jest.  Ale niechby UK pozostało w EU to kto wie czy przestępstwem nie będzie wkrótce oddychanie.  Z paragrafu carbon footprint, oczywiście.  Zakładanie się short przestępstwem stanie się na pewno – brak wiary w lepszą przyszłość pod wodzą biura politycznego w Brukseli musi być karalny. W charakterze czarnego luda do straszenia niezdecydowanych establishment sprowadził nawet Obamę.  Agitka spalonego prezydenta na odchodnym musiała przekonać wielu wahających się iż Brexit jest istotnie ostatnią szansą. Gwoździem do trumny zaś obozu za pozostaniem okazały się kasandryczne prognozy armageddonu przez Sorosa. Wielki filantrop powinien się lepiej zamknąć i siedzieć cicho. Negatywna percepcja jego machinacji jest już tak duża że samo nazwisko intuicyjnie skłania do głosowania w kierunku dokładnie przeciwnym.

Brexit jest nie tylko wyzwoleniem dla UK i początkiem wychodzenia z antydemokratycznych struktur unijnych. Oznaczać  także może początek wyzwolenia  dla reszty narodów Europy,  wciągniętych w bagno „euro-integracji”  i narzucania  reszcie dyktatu marksistów kulturowych w Brukseli.  Zorganizowana ewakuacja Brytyjczyków może i powinna być zachętą i przykładem dla innych że niemożliwe jest jednak osiągalne, i to bez armageddonu którym Tusk i reszta samozwańczego, anty-demokratycznego establishmentu straszyli od dawna. Dla nich rozpad EU będzie rzeczywiście armageddonem. Ale dla społeczeństw EU może być wyzwoleniem i powiewem wolności.  Jeżeli  skorzystają z przykładu brytyjskiego i  powielą szwajcarski model luźnego powiązania z unią to po EU w kształcie w jakim ją znamy może być szybko pozamiatane. Będzie to przede wszystkim ostatnia szansa na zachowanie własnej tożsamości narodowej, zanim Tusk i spółka rozpuszczą ją w morzu Islamistów, obłędu multi-kulti i szatańskich eksperymentów z eliminacją gotówki.

.

cynik9