Drzewo terroryzmu niejedną ma gałąź

Tegoroczny Wielki Tydzień oraz świąteczna niedziela zapisały się tragicznymi uderzeniami muzułmańskich fanatyków w Brukseli i Lahore.

Fot. JERZY DUDEK-FORUM

W pierwszych godzinach po Wielkanocy kolejna bomba na szczęście nie wybuchła, natomiast przypomniała o sobie inna gałąź tego samego drzewa — uprowadzanie samolotów. Upowszechniło się w latach 60. XX wieku między USA a Kubą. Ruch odbywał się tam… w obie strony — najpierw dysydenci kubańscy porywali maszyny, uciekając spod reżimu Fidela Castro, a potem amerykańscy przestępcy i lewaccy radykałowie w taki sposób oddawali się właśnie pod jego opiekę.

Ekstremiści od lat 70.

Od początku lat 70. w uprowadzeniach wyspecjalizowali się ekstremiści palestyńscy, przy czym ich spektakularne ataki nie miały podłoża religijnego, lecz konkretne cele polityczne związane z konfliktem zbrojnym Izraela i jego arabskich sąsiadów. Punktem zwrotnym stał się 11 września 2001 r. atak uprowadzonymi samolotami na World Trade Center i Pentagon. Po poprawieniu lotniczych procedur bezpieczeństwa międzynarodówka terrorystyczna przestawiła się na samobójcze zamachy bombowe, a epizodyczne porwania stały się domeną „samotnych wilków”, często z zaburzeniami psychicznymi.

Właśnie takie podłoże miało wtorkowe uprowadzenie Airbusa 320 linii EgyptAir. Pojedynczy porywacz po postoju w cypryjskiej Larnace zrezygnował z żądań, wypuścił pasażerów i się poddał. Jego bombowy pas okazał się zaś atrapą, co całkowicie tłumaczy przedostanie się zdeterminowanego, groźnego pasażera przez kontrolę pirotechniczną na lotnisku w Aleksandrii. Mimo bezbolesnego finału egipski porywacz zadał kolejny cios turystycznemu biznesowi w jego kraju. Świat znowu odebrał sygnał, że zmilitaryzowany Egipt nie zapewnia pełnego bezpieczeństwa cywilnemu transportowi lotniczemu. Tym razem to ocena zdecydowanie pochopna i niesprawiedliwa — ale do potencjalnych klientów biur turystycznych poszła. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski