Dyrektor Mastalerek – na piernatach, czy na rozgrzanym dachu?

Powrót Marcina Mastalerka do gry jest komentowany najczęściej jako przykład partyjnej nominacji w państwowej domenie. Ja bym jednak zawistnikom i strażnikom czystości korporacyjnych zasad sugerował, by w trosce o swoje wątroby dostrzegli nie tylko brzydotę sytuacji.

fot. Adam Chelstowski / FORUM

Nominacja Marcina Mastalerka na szefa komunikacji w PKN Orlen jest komentowana najczęściej jako przykład partyjnej nominacji w państwowej domenie. Mógł być kandydatem prezesa Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta RP, ale wybór padł na Andrzeja Dudę. Mógł być posłem, ale go prezes Jarosław Kaczyński wykreślił z listy wyborczej. Mógł pozostać w ostateczności baronem partii PiS gdzieś w Polsce, ale i tych godności go pozbawiono. Posadę jednak dostał.

Dzięki niej podreperuje domowy budżet sto razy wydajniej niż płodząc dzieci w nadziei na 500 złotych za każde. Oto zawodowy polityk dostaje synekurę w spółce, która teoretycznie powinna działać według reguł rynkowych, zatrudniać najlepszych dostępnych na rynku fachowców. Partyjniactwo, nepotyzm, który sam bezwzględnie piętnował jeszcze niedawno – teraz pozwalają mu chochlami wyjadać konfitury. Nawet partyjni koledzy patrząc na apanaże Marcina Mastalerka, Mariusza A. Kamińskiego czy Jacka Kurskiego zaczęli się zastanawiać, czy warto było walczyć o numerek na liście kandydatów do parlamentu.

Ja bym jednak zawistnikom i strażnikom czystości korporacyjnych zasad sugerował, by w trosce o swoje wątroby dostrzegli nie tylko brzydotę sytuacji. Były partyjny baron Łodzi musi sprawdzić się w tylko pozornie łatwej roli i w tylko w pozornie łatwym biznesie. Wyściełany piernatem dyrektorski fotel może się okazać gorący jak blaszany dach w lipcowe południe. Siedzenie w nim ze słojem konfitur w dłoni – nie musi być tylko przyjemne.

Zacznijmy od biznesu

Przychodzi do wielkiego, międzynarodowego koncernu. Na miejsce jednego z najsprawniejszych dyrektorów komunikacji korporacyjnej, doświadczonego w wielu dużych spółkach, Tomasza Filla, co samo w sobie jest już wyzwaniem. Musi, jak poprzednik, umiejętnie komunikować, że wysokie marże rafineryjne i dyferencjał (niższa cena ropy rosyjskiej w porównaniu ze „słodką” ropą z innych światowych złóż) nie muszą trwać wiecznie. Mają sens też inwestycje w wydobycie węglowodorów. I to zwłaszcza za granicą. PKN Orlen zainwestował przed rokiem w kanadyjskie firmy wydobywcze 1,5 mld złotych. Ropa teraz jest tania, ale właśnie dzięki temu mogą pojawić się okazje inwestycyjne, które trzeba rozważyć i może z nich skorzystać. W swej czeskiej spółce, Unipetrolu, inwestycje wyniosły już 1 mld euro, a właśnie rozpoczyna się tam budowa instalacji wytwórczej polietylenu o wartości 314 mln euro, co po stronie jednostki dominującej, PKN Orlen może oznaczać wydatek rzędu 600 mln zł już w 2016 r. Mogą się trafić okazje inwestycyjne w postaci wystawianych na sprzedaż sieci stacji benzynowych w Niemczech czy na Węgrzech.

Międzynarodowa pozycja i bezpieczeństwo koncernu wymaga zagranicznej ekspansji. Tymczasem w kraju ojczystym PKN będzie musiał nie tylko sprostać oczekiwaniom polityków pragnących korzystać z jego funduszy marketingowych, ale też rządu, który będzie potrzebował coraz większej dywidendy. Każda inwestycja za granicą będzie bacznie obserwowana. Jako wyprowadzanie kapitału, zmniejszanie zdolności do wypłaty dywidendy i podatków. Już tylko zawarcie kontraktu terminowego na dostawy ropy z Rosji wywołało kilka tygodni temu podszytą nieznajomością rynku i sektora naftowego krytykę.

Czy dyrektor Mastalerek zdoła wyjaśnić swemu partyjnemu zapleczu zasady działania i przetrwania międzynarodowego koncernu? Jak rozmontuje krytykę utrzymywania teraz zyskownej, ale przez ostatnie lata niechcianej, zdołowanej przez konkurentów z Rosji i Litwinów inwestycji w rafinerię Możejki? Jak przekona opinię rynkową, że ewentualne fuzje z innymi firmami z sektora energetycznego w Polsce czy z Węgier będą korzystne dla akcjonariuszy i klientów Orlenu? Jak tłumaczyć zwykłym ludziom, że nie oni płacą ten bezbolesny podatek od sprzedaży paliw, który właśnie rząd jego partii chce wprowadzić? Pytania można mnożyć, a każde z nich musi być dla dyrektora ds. komunikacji pewną nowością. Jeszcze większą niż sposoby uszczelnienia systemu podatkowego, o których dyrektor Mastalerek mówił Karolinie Hytrek-Prosieckiej

Rola szefa komunikacji wydaje się prostsza do odegrania w przypadku doświadczonego polityka, jakim bez wątpienia Marin Mastalerek jest. Reprezentował partię i jej liderów przez lata. Teraz jednak będzie komunikował program, strategię i osiągnięcia może mniej znanego sobie polityka – Wojciecha Jasińskiego. Dobrze wspominam poprzedniego delegata partii PiS na fotel prezesa PKN Orlen, Piotra Kownackiego. Ten były urzędnik zdawał sobie sprawę ze swoich menedżerskich braków. Przed dziesięcioma laty najpierw dołączył do zarządu kierowanego przez jedną z gwiazd menedżerskich, Igora Chalupca i uczył się swej roli w biznesie. Kiedy partia zażądała zmiany, był już zorientowany w sprawach firmy. Przyjął strategię kooperacji ze swoją firmą, korzystał z wiedzy rynku, stawiał na bardziej doświadczonych w Orlenie kolegów.

Wojciech Jasiński wszedł w swą nową rolę po latach trwania w cieniu swego kolegi ze studiów, prezesa partii PiS Jarosława Kaczyńskiego. Czasy urzędowania w partii PZPR i administracji dawno ma już za sobą. Kontaktów a już tym bardziej doświadczeń w twardym, realnym biznesie ma zapewne mało. Krótki epizod pełnienia funkcji minista skarbu w roku 2007 został zapamiętany jako ten, kiedy realną władzę w resorcie trzymali Paweł Szałamacha i Michał Krupiński, czyli obecny minister finansów i prezes PZU.

Przygotowanie Wojciecha Jasińskiego do nowej funkcji odbyło się dość pospiesznie. Prezes partii PiS pokazał go światu dwukrotnie – jako wnoszącego ustawę o ograniczeniu uposażeń szefów spółek skarbu państwa  oraz jako bohatera konferencji prasowej, na której partia przedstawiła zasady podatku od aktywów banków, zakładów ubezpieczeń i innych instytucji finansowych.

Oczywiście, także niektórzy poprzednicy na funkcji prezesa PKN Orlen widzieli swą rolę jako milczącego obserwatora korporacyjnych narad, przekaźnika decyzji rządowych do spółki. Sprawność w moderowaniu interesu firmy z interesami partii jest zresztą na takim stanowisku pożądana. Przynajmniej równie jednak pożądana jest umiejętność przedstawienia, ba, nawet obrony interesów spółki wobec władz partyjnych. Taka elementarna wiedza, o co w tym biznesie chodzi.

W końcu – prezes wielkiej korporacji to rola publiczna. Komunikowanie swoich osiągnięć i planów firmy należy do jego obowiązków. Do obowiązków dyrektora ds. komunikacji, czyli Marcina Mastalerka należy przygotowanie i wypromowanie Wojciecha Jasińskiego jako osobowości, menedżera rzutkiego, dzierżącego uważną ręką stery jednego z czempionów narodowego przemysłu, stratega i wizjonera, międzynarodowego gracza downstreamu, upstreamu, petrochemii, detalu, hurtu, innowacji technologicznych, lidera społeczności biznesowej. Może to się okazać wyzwanie trudniejsze od tego, jakim była praca na rzecz Andrzeja Dudy czy Beaty Szydło.

Wielu zawistnych kolegów partyjnych liczyło raczej na widok Mastalerka za kierownicą lichej taksówki niż na dachu kariery. Parafrazując jedno z epokowych polskich dzieł filmowych, przypomnę, że nowa praca Marcina Mastalerka „ma być może nawet tam i swoje… plusy, rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów”. Pomogło?

Grzegorz Cydejko
Grzegorz Cydejko