Efekty dalekie od przewidywań

Skupiająca 85 proc. światowej gospodarki grupa G20 to nie organizacja, lecz klub państw najbardziej znaczących w ich regionach. 

Wielcy tego świata bez kanclerz Angeli Merkel, która z powodu awarii samolotu pierwszego dnia w G20 nie uczestniczyła.Autor: Fot. Tass

Ma format państwowy G19+1, owym plusem jest Unia Europejska. Samodzielną przynależność przeniosła z elitarnej G7 czwórka potentatów: Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy. Reprezentowanie w G20 jedynie pośrednio, ustami szefów unijnych instytucji, wywołuje krytyczne uwagi państw UE, które mają PKB na mieszkańca wyższe niż wiele obecnych na szczycie w Buenos Aires. Mocarstwowe pobrzękiwanie szabelką słychać również w Polsce. Ekipa tzw. dobrej zmiany nie ma jednak szans na załatwienie choćby statusu stałego gościa, jaki ma np. Hiszpania czy Holandia. Takie quasiczłonkostwo Polski, jako delegata Europy Środkowej i Wschodniej, na razie realizowałoby wygórowane ambicje obecnych władców. O awansie hipotetycznie można byłoby pomyśleć dopiero, gdyby globalny klub postanowił się rozszerzyć, ale to nie wchodzi w grę. Dlatego mrzonki o członkostwie Polski można wiązać tylko ze… skreśleniem któregoś z państw. Najbliższa byłaby ogarnięta wiecznym kryzysem Argentyna, ale to wykluczone, ze względu na parytety kontynentalne.

Zadęcie elitarnej G20 jest odwrotnie proporcjonalne do pożyteczności jej zbiórek. Szczyt w Buenos Aires przyjął końcowe konkluzje, bo po prostu coś musiał. Uzgodniona z wielkim trudem 31-punktowa deklaracja to zbiór komunałów, których lejtmotywem jest nieurażenie żadnego z sygnatariuszy. Ogólnikowo wyrażono poparcie dla rozwijania globalnego handlu oraz „międzynarodowego ładu opartego na prawie” — cokolwiek to znaczy. Szefowie Światowej Organizacji Handlu i Międzynarodowego Funduszu Walutowego dowiedzieli się jednak, że oba systemy są ułomne i wymagają udoskonalenia. To wrzutka Donalda Trumpa, który z założenia odrzuca pojęcie multilateralizmu.

Największym konkretem szczytu G20 miało być zajęcie się epidemią kryptowalut. Deklaracja poświęca temu problemowi jeden punkt, w stylu „trzeba podjąć starania, żeby wyjść naprzeciw”. Wyrażono także poparcie dla realizacji klimatycznego porozumienia z Paryża — to tani gest G20 wobec katowickiego COP24, na który nikt z Buenos Aires oczywiście nie zajrzy. Obrady G20 generalnie zdominowały nieobjęte agendą wydarzenia, w których „umoczeni” zostali niektórzy uczestnicy. Donald Trump i Władimir Putin mieli odbyć spotkanie dwustronne, ale po ataku rosyjskiej floty na ukraińską kontakt obu prezydentów ograniczył się do zdawkowej wymiany kilku zdań na stojąco. Nawet taki gest był niemożliwy między tureckim prezydentem Tayyipem Erdoganem a saudyjskim następcą tronu Muhammadem ibn Salmanem, po morderstwie dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Niektórzy uczestnicy obrad G20 byli myślami daleko. Theresa May liczy dni do rozstrzygnięcia losów umowy brexitowej i zarazem jej premierostwa. Prezydentura Emmanuela Macrona chwieje się z powodu eskalacji protestów społecznych. Symboliczne niepowodzenie dotknęło także Angelę Merkel, która oddaje przewodnictwo CDU, ale fotela kanclerskiego nie zamierza. Airbus w służbie Luftwaffe miał awarię i szefowa rządu doleciała na G20 dopiero na sobotę, stąd nie ma jej na oficjalnym zdjęciu familijnym uczestników. Od 2005 r. czegoś podobnego nie zaznała… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski