Gorący kartofel parzy wszystkich

Precedensowy wniosek dyscyplinarny KE, pierwszy taki w dziejach Unii Europejskiej, jest dla wszystkich stron niewygodny.

Jacek Czaputowicz nie doczekał się od Ekateriny Zachariewej obietnicy, że Bułgaria znajdzie się w grupie państw, które już na poziomie Rady UE stworzą mniejszość blokującą wniosek KE.. Fot. Reuters- Forum

Rozpoczęta za premierostwa Beaty Szydło, odziedziczona zaś przez Mateusza Morawieckiego konfrontacja rządu PiS z Komisją Europejską ma niejeden wątek. Najgrubsze politycznie jest oczywiście starcie o postawiony 20 grudnia 2017 r. przez KE, na podstawie art. 7 unijnego traktatu, zarzut „istnienia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” przez obecnych władców Polski traktatowych zasad praworządności przez uchwalenie w latach 2016-17 pakietu ustaw sądowniczych.

W poniedziałek Jacek Czaputowicz, nowy minister spraw zagranicznych, pierwsze kroki naturalnie skierował do Sofii. W pierwszym półroczu 2018 r. to Bułgaria sprawuje przewodnictwo ministerialnej Rady Unii Europejskiej. Ma zatem pewien wpływ np. na kolejność przedstawiania spraw, opóźnianie czy przyspieszanie procedur. Precedensowy wniosek dyscyplinarny KE, pierwszy taki w dziejach Unii Europejskiej, jest dla wszystkich stron niewygodny. Ekaterina Zachariewa, szefowa bułgarskiego MSZ, zadeklarowała, że Polska może liczyć na „obiektywizm i przyjazne podejście” ze strony prezydencji, dążącej do „zbliżenia stanowisk w tej bardzo nieprzyjemnej sytuacji”. Absolutnie jednak nie złożyła obietnicy, na którą nasz minister tak bardzo liczył — że Bułgaria śladem Węgier znajdzie się w grupie co najmniej sześciu państw, które już na poziomie Rady UE stworzą mniejszość blokującą i wniosek KE poślą do kosza. Bułgarzy najchętniej przeciągnęliby procedurę i 1 lipca podrzucili parzący wszystkich gorący kartofel następnej prezydencji — Austrii.

Znacznie mniejszą wagę formalną ma inna reakcja Brukseli. Oto KE wszczęła dochodzenie w sprawie wpisanych do ustawy z 2016 r. zachęt podatkowych dla polskich stoczni. Chodzi o zryczałtowany podatek w wysokości 1 proc. od sprzedaży statków zamiast powszechnie obowiązującego CIT lub PIT. Ustawa została zgłoszona do notyfikacji wkrótce po wejściu w życie, zatem analizowanie jej przez eurokrację trwało… ponad rok. Szczegóły — w tekście na stronie obok. Branża spodziewała się unijnego dochodzenia i firmy w dobrze pojętym własnym interesie mądrze… wstrzymywały się z korzystaniem z podejrzanego przepisu.

Wybiegając w przyszłość, przewiduję zdecydowaną reakcję KE na najnowszą ustawę sklepową. Ograniczenie handlu w niedziele i święta oraz niektóre inne dni (Wigilię i Wielką Sobotę) otrzymało w Sejmie ostateczny kształt 10 stycznia. Ustawę lada dzień podpisze prezydent i szybko znajdzie się ona w Dzienniku Ustaw, mając anormalnie krótkie vacatio legis — wchodzi w życie już 1 marca. Dla aktu tak znaczącego dla obrotu gospodarczego minimum przyzwoitości to kwartał. Abstrahując jednak od tempa, ustawa ma nieukrywany cel społeczno-ideologiczny, wobec którego wolny rynek musi ustąpić. Po wprowadzeniu aż 32 wyłączeń od niedzielnego zakazu ustawa stała się podręcznikowym przykładem regulacji stwarzającej nierówne warunki działalności handlowej. Bezwzględnie obowiązuje ją notyfikacja w KE. PiS i związkowcy z Solidarności naiwnie liczą, że wycofanie się — zgodnie z krytyczną opinią MSZ — z zakazu niedzielnego handlu internetowego załatwiło problem. Tymczasem wiele wskazuje, że ustawę może spotkać los selektywnego, szybko zawieszonego podatku handlowego — i tym razem bezduszna KE nie będzie zwlekała aż rok… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski