Igrzyska wyborcze 2019 zostały oficjalnie otwarte

Prezydent w poniedziałek wreszcie podpisał postanowienie, uruchamiające w Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego (PE).

Jarosław Kaczyński wystawia do PE pierwszy partyjny garnitur, m.in. Beatę Mazurek i Joachima Brudzińskiego.

Czystą formalność przetrzymał do ostatniego możliwego terminu, chyba na przekór przebierającym już nogami partiom i koalicjom, na czele z PiS. Jego macierzysta partia nie mogła wytrzymać i liderów list do PE ogłosiła przed sobotnim konwentyklem. W postanowieniu prezydenta znajdują się proceduralne formuły „zarządzam wybory” oraz „dzień wyborów wyznaczam na niedzielę 26 maja 2019 r.”, chociaż akurat w tej sprawie Andrzej Duda był wyłącznie notariuszem, z decyzyjnością zerową. Termin oraz przydział 52 euromandatów dla Polski ustaliły instytucje unijne, zaś kalendarz wyborczy — krajowy kodeks.

Wyborcze igrzyska roztrząsane są na wszystkie strony, w najbliższym czasie jeszcze się to wzmoże. W pierwszym komentarzu po ich oficjalnym otwarciu zwracam uwagę na nadchodzące zawirowanie personalne na szczytach władzy. PiS ogłosiło kandydowanie do PE wielu członków Rady Ministrów oraz prezydiów Sejmu i Senatu. Od razu zaczęły się naturalne kalkulacje, czy oni tak naprawdę, czy tylko na niby, wyłącznie dla pociągnięcia okręgowych list. W tym kontekście niedorzeczność wygłosiła Beata Mazurek, kandydująca do PE wicemarszałek Sejmu i zarazem rzeczniczka PiS. Otóż stwierdziła, że „Jak zdobędziemy mandat, to będziemy decydować, czy będziemy go obejmować”. Naprawdę szokuje, że tak wysoka funkcjonariuszka ekipy tzw. dobrej zmiany dowiodła aż takiej nieznajomości prawa.

Kodeks wyborczy już od lat przyjął prostą i logiczną zasadę, że każdy mandat nowszy unieważnia z automatu starszy. Art. 247 § 1 rozstrzyga, że mandat krajowego posła (i analogicznie senatora) wygaszany jest z powodu wyboru jego posiadacza do PE. Głosowanie odbywa się 26 maja, Państwowa Komisja Wyborcza oficjalne wyniki obwieści zapewne 27 maja wieczorem — i szczęśliwi europosłowie elekci natychmiast znikają z Wiejskiej. Całkowicie odrębnym tematem jest odejście członków rządu — kadencja PE zaczyna się dopiero 2 lipca, zatem zanim złożą w Strasburgu ślubowanie — czyli teoretycznie aż do 30 czerwca — mogą być ministrami. Notabene Jarosław Kaczyński już dawno zapowiadał, że wszyscy ubiegający się z listy PiS o mandat w PE powinni stanowiska rządowe złożyć natychmiast — ciekawa będzie realizacja tej obietnicy prezesa…

Wybiegając myślą ku jesieni przypominam, że zasada nadrzędności mandatu nowszego nad starszym działa w obie strony. Art. 364 § 1 kodeksu rozstrzyga, że mandat posła do PE wygaszany jest z powodu wyboru jego posiadacza do Sejmu lub Senatu. Być może zatem niektóre sztandarowe postaci tzw. dobrej zmiany wyemigrują do Brukseli i Strasburga zaledwie na… trzy miesiące, obejmujące wakacyjny sierpień. Wybory krajowe odbędą się przypuszczalnie 20 października 2019 r. (to termin najbardziej prawdopodobny z kodeksowych wariantów) i prezes nakaże niektórym delegatom do PE zaśpiewanie zwrotki hymnu — dla partii ratowania rzucim się przez morze… Zarysowałem tylko czubek proceduralnej góry lodowej zbliżających się podwójnych igrzysk. Naprawdę będzie się działo.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski