K2: trzeba będzie tam powrócić

Szczyt K2 stanowi północną basztę zamczyska Karakorum/Himalaje, w którą zimą uderzają kontynentalne, syberyjskie wichry.

Upamiętniające setną rocznicę odzyskania niepodległości pierwsze zimowe zdobycie najstraszniejszej góry świata K2 wywindowałoby markę Polska pod niebiosa, konkretnie na 8611 m n.p.m. Jednak narodowa wyprawa pod kierunkiem Krzysztofa Wielickiego (zimowego zdobywcy Mount Everestu z 17 lutego 1980 r.) podjęła jedyną słuszną decyzję — o odwrocie. Przepiękny K2, porównywalny ze szwajcarskim Matterhornem, kolejny raz okazał się zimą ponad ludzkie możliwości. Ponieważ jednak główna przyczyna drapania się ludzi w góry od pokoleń się nie zmienia: „bo są” — za rok czy dwa kolejna ekipa zrealizuje obietnicę przytoczoną w tytule i spróbuje wygrać na K2 od losu pogodowe okno. Naszym himalaistom pozostaje zbiorowy tytuł światowych herosów, jako że spośród dotychczasowych 43. zimowych wejść na ośmiotysięczniki (10 leży w Himalajach, 4 w Karakorum — człowiekowi poddało się 13) aż 22., czyli ponad połowę dokonali Polacy.

Wypada wyjaśnić, dlaczego druga góra świata tak bije w skali trudności najwyższą.

Mount Everest (8848 m n.p.m.) wystaje z większego zespołu himalajskich sąsiadów, leży na 28. stopniu szerokości północnej i jest osłonięty od północy Tybetem. K2 mierzy o 237 m mniej, ale stoi samotnie, jego ściany spadają po 3 km w każdą stronę, zaś największe trudności techniczne zaczynają się na poziomie 8000 m, czyli w tzw. strefie śmierci. Mimo to szczyt zdobyło już ponad 300 wspinaczy, prawie 80 zginęło — wszystko to latem. Zimą decydujące znaczenie ma północne położenie K2, aż na 36. stopniu, i nieosłonięcie od przestrzeni Chin, czyli także od… Syberii. Szczyt stanowi północną basztę zamczyska Karakorum/Himalaje, w którą uderzają kontynentalne, syberyjskie wichry o prędkości średniej 180 km/h, szacowane przez klimatologów w porywach nawet do… 500 km/h. I na tym wypada zakończyć nizinne filozofowanie, czemu zimą się na K2 nie daje. O kilka dni wymarzonej ciszy chętnym do zdobycia pozostaje tylko się modlić.

Będący polską specjalnością himalaizm zimowy ma jedną ogromną zaletę w stosunku do letniego.

Ze względu na niezrównanie większe trudności nie został jeszcze skażony komercyjnie i ogranicza się do udziału wspinaczy wykwalifikowanych. Latem organizowane są już hurtowo wycieczki na najwyższe szczyty, w tym również na Mount Everest. Biedny Nepal w XXI wieku uczynił z opłat za zezwolenia na wejścia znaczącą pozycję budżetową, niezależnie od dochodów ze zwyczajnego trekingu. Dlatego nie dziwią podejmowane przez Nepalczyków wysiłki, by Union Internationale des Associations d’Alpinisme (UIAA) awansowała sześć bocznych, niższych wierzchołków ośmiotysięczników do rangi szczytów samodzielnych. Wtedy korona Himalajów/Karakorum rozrosłaby się z 14 do 20 wyzwań — pasmo większe (głównie nepalskie) miałoby 15, a mniejsze (pakistańskie) 5. Chodzi oczywiście o rozładowanie komercyjnych kolejek i zwiększenie dochodów. UIAA na razie trzyma się zasady, że o uznaniu wierzchołka za samodzielny decyduje tzw. wybitność — musi wyrastać co najmniej 500 m od najniższego wcięcia dzielącego kandydata od ośmiotysięcznika już uznanego. Żadna z nowych propozycji tego warunku nie spełnia, jednak można się spodziewać, że władze Nepalu kiedyś… samodzielnie mianują nowe ośmiotysięczniki. Wobec potencjalnych podróbek tak nieprzyjazny człowiekowi pakistański K2 zyskuje wartość dodaną — jest samodzielny i niepodrabialny… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski