Katowice piszą dodatek do Paryża

Katowicka 24. Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (COP24), połączona z 14. Spotkaniem Stron Protokołu z Kioto (CMP14) oraz kontynuowaną 1. Konferencją Sygnatariuszy Porozumienia Paryskiego (CMA1) jest przedsięwzięciem rzeczywiście ogromnym. 

Nastawieni antywęglowo delegaci ze świata nie wiedzą, jaką branżę reprezentuje orkiestra, która tak efektownie komponuje się na zdjęciach.Autor: Fot. Daniel Dmitriew

ONZ spodziewa się nawet 30 tys. uczestników i gości, rzecz jasna nie przebywających w takiej masie jednocześnie. Międzynarodowe Centrum Kongresowe (MCK), dla którego próbą wytrzymałości był w maju ponad 11-tysięczny X Europejski Kongres Gospodarczy, zostało rozbudowane o zespół pawilonów tymczasowych. Notabene stanowiący integralną część kompleksu MCK legendarny Spodek na froncie walki o klimat zaliczony został do… taborów — w ogromnej hali zlokalizowano stołówkę.

Organizowane przez ONZ coroczne COP (Conferences of the Parties) nie są eventami, po które ustawiają się kolejki chętnych. To nie prestiżowe igrzyska olimpijskie czy choćby wystawy EXPO. Jest dokładnie odwrotnie — ONZ oddycha z wielką ulgą, gdy zgłosi się jakiś chętny do poniesienia niemałych wydatków budżetowych, zaliczanych przez niego do kosztów przyszłego przychodu wizerunkowego. W takich okolicznościach nawet trudno się dziwić, że światowa zbiórka przyjaciół klimatu (przynajmniej tak się pozycjonujących) trafiła do Polski już trzeci raz, w odstępach pięcioletnich. Premierowy COP14 w 2008 r. odbył się w halach Międzynarodowych Targów Poznańskich, COP19 w 2013 r. przyjął Stadion Narodowy w Warszawie. Po otrzymaniu w 2016 r. przez rząd, a konkretnie przez ministra Jana Szyszkę, organizacji COP24 — o lokalizację szczytu starał się także Gdańsk, ale oferta Katowic była zdecydowanie lepsza (wszystkie obiekty tworzą zwarty obszar).

Do historii klimatycznych szczytów przechodzą tylko niektóre, większość to równie górnolotne, co nieefektywne słowotoki. Ważnymi dla świata konkretami zakończył się COP3 w 1997 r. w Kioto oraz dopiero COP21 w 2015 r. w Paryżu. Konferencja w Katowicach traktowana jest jako uzupełnienie paryskiej. W uproszczeniu, przekładając na nasze procedury legislacyjne — w Paryżu uchwalono kompromisowy akt rangi ustawowej, ale brakuje do niego rozporządzeń wykonawczych. Dlatego mimo ratyfikowania porozumienia COP21 przez wymaganą liczbę sygnatariuszy (w tym takich trucicieli atmosfery, jak Chiny oraz USA, oczywiście jeszcze za kadencji Baracka Obamy), już trzy lata jest ono tylko chciejstwem. Dlatego np. ograniczenie do 2100 r. wzrostu temperatury na Ziemi — w porównaniu z czasami przedprzemysłowymi — o najwyżej 2 st. C to abstrakcja. Podobnie jak jeszcze bardziej ambitna wersja, by limit wzrostu ograniczyć do 1,5 st. C (każde pół stopnia ma ogromne następstwa), wymagająca zerowej emisji netto dwutlenku węgla do 2050 r. W ostatecznej wersji paryskiego porozumienia nie określono żadnego kalendarzowego harmonogramu czy szczegółowych celów emisyjnych dla poszczególnych państw, dlatego jest ono znacznie mniej skuteczne od wcześniejszego protokołu z Kioto.

Właśnie taki drobny brak z COP21 miałby zostać uzupełniony przez COP24 w Katowicach. Czy są na to szanse? Oby na zakończenie szczytu 14 grudnia to pytanie nie okazało sie czysto retoryczne…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski