Kompromis z Komisją Europejską wykluczony

Rząd PiS idzie na bój spotkaniowy z KE, licząc na zebranie w ministerialnej Radzie UE tzw. mniejszości blokującej.

Jean-Claude Juncker premierów generalnie kocha, ale po 20 marca w unijnej klasie spróbuje postawić Mateusza Morawieckiego do kąta.: fot REUTERS_Yves Herman_Forum

Licznik tyka nieubłaganie — 20 marca upływają trzy miesiące, które Komisja Europejska (KE) dała 20 grudnia 2017 r. rządowi PiS na „rozwiązanie wskazanych w jej zaleceniu problemów i poinformowanie o podjętych krokach”. Władcy Polski zostali wezwani m.in. do: zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym, by sędziowie nie byli przymusowo odsyłani emerytalnie (w stan spoczynku) według uznania prezydenta oraz by nie wzruszano prawomocnych wyroków; nieprzerywania kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) oraz zapewnienia, by nowych jej członków wybierało środowisko sędziowskie; usunięcia z ustawy o ustroju sądów powszechnych dowolności ministra sprawiedliwości w odsyłaniu emerytalnym (w stan spoczynku) sędziów oraz usuwaniu/obsadzaniu prezesów sądów; przywrócenia niezależności i legitymacji Trybunału Konstytucyjnego oraz publikowania i wykonywania jego wyroków. Wszystkie ustawy weszły jednak w życie i absolutnie nie ma mowy o jakichkolwiek zmianach.

W odpowiedzi na zalecenia KE premier Mateusz Morawiecki zawiózł wczoraj do Brukseli liczącą 92 strony (bez tytułowych) tzw. białą księgę.

Przedstawia ona uzasadnienie „reform polskiego wymiaru sprawiedliwości”. Najważniejsza konkluzja obszernego opracowania brzmi: „użycie przez KE procedury z art. 7 traktatu o UE jest całkowicie bezzasadne”. Polityczny sens twardego stanowiska zapisany został w tytule. Zgodnie

z klasyczną definicją, kompromis polega na pewnych ustępstwach każdej ze stron, powodujących ich częściowe niezadowolenie. PiS postanowiło jednak postępować zgodnie z dewizą „non possumus” („nie możemy”) i wykluczyło choćby symboliczne wycofanie się z któregoś z przepisów. Rząd idzie na bój spotkaniowy z KE, licząc na zebranie tzw. mniejszości blokującej, czyli przynajmniej sześciu państw, które na poziomie ministerialnej Rady UE zastopują KE. W tej m.in. sprawie premier udał się z Brukseli do Wilna na spotkanie z szefami rządów państw bałtyckich.

Szczytne konkluzje tzw. białej księgi zderzają się z realiami zmian w sądowych ustawach.

Przedstawię ten kontrast na jednym przykładzie. Konkluzje w pkt. 204 podkreślają, że „przepisy o KRS zapewniają w niej decydujący głos środowisku sędziowskiemu — sędziowie stanowią 2/3 jej członków, wybierani są spośród kandydatów popieranychprzez innych sędziów, a po dokonaniu wyboru sa nieodwoływalni”.

Po wybraniu przez Sejm 15-osobowej części sędziowskiej nowej KRS do instytucji UE już dotarło, że minister Zbigniew Ziobro bez ustawowej podstawy broni tajności list sędziów, którzy poparli zgłoszenia kandydatów (każde wymagało 25 podpisów). Wśród eurokracji już krąży teza, że poparcia dla poszczególnych kandydatów z dyspozycyjnej wobec ministra grupy sędziów, głównie ze szczebla rejonowego, podpisała ta sama grupka sędziów, głównie spośród oddelegowanych do ministerstwa, a nawet… sami kandydaci! Ustawa o KRS nie wykluczyła przecież występowania tych samych osób w podwójnej roli — jako kandydatów oraz sygnatariuszy zgłoszeń. Jeśli taka, niewątpliwie wraża wobec tzw. dobrej zmiany, wersja trybu zgłaszania kandydatów byłaby prawdziwa, to naturalne pytanie retoryczne powinno brzmieć: jaka jest wiarygodność i reprezentatywność nowej KRS?

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski