Konfrontacyjne rozporządzenie na finisz kadencji

Trudno sobie wyobrazić radę, która podejmie uchwałę o „dobrej zmianie”, czyli obniżeniu od 1 lipca pensji wójtowi czy staroście. 

Prezydent Andrzej Duda z okazji Dnia Samorządu Terytorialnego odznaczył działaczy głównie związanych z PiS.Autor: Fot. Krzysztof Sitkowski

 

 

 

Uczestnicząc aktywnie w prekampanii samorządowej, premier Mateusz Morawiecki wciąż milczy na temat daty wyborów. Kodeksowo ma do wyboru trzy niedziele (21 i 28 października, 4 listopada), rozporządzenie może wydać dopiero 16 lipca. Absolutnie nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by już ogłosił datę, którą potem do formalnego aktu wpisze. Zamiast ujawnienia terminu wyborów, premier wykonał nakaz prezesa Jarosława Kaczyńskiego (potwierdzony przez biuro polityczne PiS) i podpisał rozporządzenie Rady Ministrów z 15 maja, uderzające finansowo w wybieralne władze samorządowe, a także zastępców wójtów/burmistrzów/prezydentów. Innych pracowników samorządowych obniżka nie tyka. Konfrontacyjne rozporządzenie stało się lejtmotywem Dnia Samorządu Terytorialnego. Został on ustanowiony 27 maja na pamiątkę pierwszych wyborów z 1990 r. do rad odrodzonych samorządowych gmin. Sesje rad i sejmików, odbywające się w okolicach tej daty, tradycyjnie mają jakiś chwalebny akcent. Nad tegorocznym świętem jednak ciężko zawisła rządowa prowokacja — bo tak rozporządzenie zwane jest przez władze gmin/miast, powiatów i województw. Notabene identyczną opinię wyrażają samorządowcy z PiS, chociaż ze strachu (boją się nierekomendowania ich w wyborach) rozeźlenie na prezesa za uderzenie ich po kieszeni ujawniają wyłącznie w zaufanym gronie.

Ustawa o pracownikach samorządowych w art. 37 zleca Radzie Ministrów wydawanie rozporządzenia z widełkami płacowymi. Rząd musi uwzględniać „rodzaj realizowanych zadań i charakter wykonywanych czynności”, a także „liczbę mieszkańców jednostki samorządu terytorialnego” (stąd podział stawek na trzy kategorie wielkościowe). Delegacja ustawowa absolutnie jednak nie obejmuje „wykonywania nakazu politbiura PiS”. Rozporządzenie celowo uderzające w wybieralnych szefów oraz ich zastępców, prowadzi do absurdów — przewiduje na stanowiskach np. skarbnika i sekretarza gminy/miasta płace wyższe niż wójta/burmistrza. Z punktu widzenia teorii zarządzania taka sytuacja jest szkodliwa.

Nieszczęsny jest także termin wejścia obniżonych tabelek w życie. Nawet po zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wydawało się oczywiste, że chodzi o obniżenie płac od kolejnej kadencji. Wtedy stosunek pracy z wyboru nawiązywany jest od nowa, na pierwszych sesjach rady i sejmiki uchwalają pensje od zera i nawet, jeśli wójt czy starosta uzyskuje reelekcję — jego poprzednie wynagrodzenie nie jest punktem odniesienia. Rozporządzenie obniża jednak stawki od… 1 lipca, czyli na sam finisz kadencji. Trudno sobie wyobrazić radę, która podejmie uchwałę o „dobrej zmianie” i obniżce pensji. Rządowi wojewodowie w lipcu będą hurtowo wzywali rady i sejmiki do „usunięcia naruszenia prawa”, wobec braku odzewu również hurtowo wydadzą tzw. zarządzenia zastępcze, od których rady/sejmiki hurtowo odwołają się do wojewódzkich sądów administracyjnych, etc. Realia kalendarzowe wskazują zatem, że włodarze gmin/miast, powiatów i województw oraz ich zastępcy dociągną do listopada z dotychczasowymi pensjami. Do końca kadencji rozporządzenie okaże się więc, w części obniżkowej, aktem niewykonalnym. Proceduralna przepychanka z wynagrodzeniami samorządowców zostanie natomiast silnie nagłośniona i wykorzystana przez PiS w kampanii wyborczej. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski