Korzystajcie z banków, my je zbankrutujemy

Działania nowego rządu w sprawie sektora bankowego do tej pory wydawały się jednokierunkowe: banki są złe, trzeba z nich wyssać pieniądze. Ostatni ruch przeczy jednak tej zasadzie. Doszło nawet do paradoksu, którego ofiarą może stać się obywatel.

Firmy, które płatności powyżej 15 tys. zł będą dokonywać gotówką, a nie przelewem bankowym, będą karane – przewiduje projekt przygotowany przez resort finansów. Pomysł ten stanowi rysę na dotychczasowej polityce Prawa i Sprawiedliwości. Do tej pory kieszenie banków traktowano jako worki bez dna, z których można bez końca pobierać pieniądze na realizowanie „programów społecznych”. Na banki nałożono podatek, wciąż żywa jest dyskusja o przewalutowaniu kredytów frankowych, a na horyzoncie pojawił się problem przerzucenia problemów JSW na obligatariuszy.

Banki to wdzięczny do drenowania sektor. Polacy narzekają nie tylko na zbyt niskie oprocentowanie lokat i zbyt wysokie koszty kredytu. Po drodze pojawiły się jeszcze tematy polisolokat, agresywnej i często nietrafionej sprzedaży oraz kredytów frankowych. Ciosy wymierzane bankom trafiły na podatny grunt, pomysł sfinansowania obietnic pieniędzmi tych instytucji wydawał się więc z tej perspektywy znakomity.

Naiwne wydawało się jednak założenie, że banki nie przerzucą kosztów na klientów. Minister Szałamacha może tupać nogami, z prawami ekonomii ciężko jednak walczyć. Każdy stara się maksymalizować swoje zyski, na tym polega biznes.

Droga do problemów

Naiwnym wydaje się także założenie, że branża jest kieszenią bez dna. Fakt, zyski sektora są wysokie, kondycja poszczególnych jego składowych jest jednak różna. Zbyt mocne dokręcenie śruby lub ewentualne wprowadzenie mechanizmów ograniczających podwyżki (jakkolwiek by one miały wyglądać) kondycji większości banków raczej nie zaszkodzi, te najsłabsze mogą się jednak znaleźć w trudnej sytuacji.

Warto spojrzeć choćby na Getin Noble, który już ma problemy ze spełnieniem wymogów KNF-u. Bank, aby łatać dziury przeprowadzi najprawdopodobniej wielką emisję akcji, oferuje też zdecydowanie wyższe oprocentowanie lokat niż konkurencja. Podatek bankowy w połączeniu z ewentualnym przewalutowaniem kredytów może jednak sprawić, że firma Leszka Czarneckiego znajdzie się nad krawędzią. A warto mieć świadomość, że w porównaniu do niedawnych problemów SK Banku, ewentualna niewypłacalność Getinu byłaby niczym słoń do muchy. W konsekwencji problem może się rozlać na cały sektor.

W tym samym czasie, ten sam rząd pomysłem ograniczenia firmom płatności gotówkowych do poziomu 15 tys. zł wysyła do obywateli sygnał: „obrót gotówkowy jest zły”. Sama chęć władzy dotycząca kontroli przepływów pieniężnych raczej nie dziwi, problem polega na tym, że przy okazji narodził się paradoks. Rząd piętnuje sektor, jego pomysły i obecna stopa oprocentowania sprawiają, że  logika podpowiada trzymanie pieniędzy z dala od banków. Z drugiej jednak strony resort finansów naciska na korzystanie w obrocie z kont bankowych (obrót bezgotówkowy). Politykę tę, popadając w niewielką tylko przesadę, można podsumować jednym zdaniem: „Korzystajcie z banków, my je zbankrutujemy”. Otwartym pozostaje pytanie, czy działanie to jest celowe, czy po prostu paradoksu tego wcześniej nie dostrzeżono.

Adam Torchała
Adam Torchała