Manipulacja na bieżący użytek

Dzień Wolności i Praw Obywatelskich, ustanowiony przez Sejm na pamiątkę zmieniających ustrój wyborów z 4 czerwca 1989 r., potwierdził głębokie pęknięcie sceny nie tylko politycznej, lecz także społecznej.

Obchody 25. rocznicy wyborów 4 czerwca FOT. Marek Wiśniewski

Zwłaszcza drugi człon nazwy okazał się dla obecnych władców kraju tak niewygodny, że PiS ze świętowania wykluczył. Charakterystyczna zmiana nastąpiła również po stronie opozycji, w porównaniu np. z gigantyczną manifestacją proeuropejską 7 maja — z obywatelskich pochodów 4 czerwca zniknęła wizerunkowo PO. Notabene gdy tak niedawno, konkretnie 24 maja 2013 r., Sejm święto ustanawiał, to uchwała przeszła rzadkim stosunkiem 405:0, przy 25 posłach wstrzymujących się (SLD) oraz 30 niegłosujących pojedynczych reprezentantach PiS. Bo klub generalnie, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, był jak najbardziej za.

Od tamtej niewiarygodnej wręcz zgody sytuacja w Polsce bardzo się zaostrzyła. Dzisiaj prezes, który w 1989 r. jako świeżo upieczony senator na zlecenie Lecha Wałęsy sprytnie wysadził PRL-owską koalicję PZPR z ZSL i SD, doprowadzając do powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego — poleca zapomnienie własnego, jakże pożytecznego dla Polski osiągnięcia. Dyrektywa zagłuszania 4 czerwca 1989 r. nakazuje zarazem czczenie złotego cielca — rządu Jana Olszewskiego, usuniętego przez Sejm 4 czerwca 1992 r. (dosłownie — o pierwszej w nocy już 5 czerwca). Ów półroczny gabinet jest politycznie kanonizowany w kontekście tzw. teczek Antoniego Macierewicza.

Wstydliwie pomijana jest natomiast jego wyjątkowa nieudolność. Mecenas premier od początku dołował własny wizerunek, oznajmiając w telewizji, że gdyby znał stan gospodarki, to… nigdy by się premierostwa nie podjął! W rozdrobnionym Sejmie gabinet dysponował zaledwie 114 głosami — to nie pomyłka, nie chodzi o 214.

Dlatego nawet trudno się dziwić, że nie był w stanie ogarnąć budżetu — wtedy jedyny raz w dziejach III RP została awaryjnie uchwalona na I kwartał 1992 r. ustawa o prowizorium budżetowym. Po szybkim odejściu Karola Lutkowskiego gabinet istniał w ogóle bez ministra finansów, a ustawa budżetowa na 1992 r. została uchwalona z rekordowym spóźnieniem dopiero… 5 czerwca, kilkanaście godzin po usunięciu rządu.

Na drugim biegunie ocen nieuczciwe są kpiny z częściowo tylko wolnych wyborów 4 czerwca.

Faktycznie, strona społeczna na podstawie kontraktu Okrągłego Stołu otrzymała możliwość wybierania w Sejmie tylko 161 mandatów, a 299 zagwarantowały sobie siły PRL. Ale zdobycie przez drużynę Lecha Wałęsy aż 99 ze 100 mandatów w Senacie oraz wyrzucenie przez wyborców 33 najwyższych dygnitarzy PRL z tzw. listy krajowej radykalnie zmieniło sytuację.

Efekt był taki, że posłowie PZPR bardzo aktywnie włączyli się do przemian. W samej końcówce 1989 r. obie izby umiały w pełnej zgodzie pracować zarówno nad pakietem ustaw gospodarczych Leszka Balcerowicza, jak i przywróceniem nazwy państwa Rzeczpospolita Polska oraz korony na głowie orła. W życie weszło to wspólnie 1 stycznia 1990 r. Dlatego tak wykpiwany przez dzisiejszych władców Sejm kontraktowy swoją kreatywnością, a także atmosferą może być wzorcem dla wszystkich składów wybieranych od 1991 r. już w pełni demokratycznie.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski