Na tym placu stał już niejeden pomnik

Umieszczenie zamiast „katastrofa” słowa „tragedia” nie było przypadkowe, ponieważ taka wersja jest znacznie bardziej pojemna.

Najważniejszy plac Rzeczypospolitej Polskiej — od uformowania go w XIX-wiecznej Warszawie noszący kolejne nazwy: Saski, Józefa Piłsudskiego, za okupacji Saski i Adolfa Hitlera, potem Saski, Zwycięstwa i znowu Józefa Piłsudskiego — wzbogacił się o nowy pomnik. Na środku pustej przestrzeni odsłonięty został granitowy trap do Tupolewa 154M, poświęcony „Pamięci ofiar tragedii smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r.”, z alfabetyczną listą 96 ofiar bez żadnych funkcji. W konkursowym projekcie Jerzego Kaliny napis upamiętniał ofiary „katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem”. Oczywisty termin „katastrofa” występuje w dziesiątkach innych tablic i pomników, wczoraj używany był m.in. przez Andrzeja Dudę, Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, kard. Kazimierza Nycza etc., przez media, w oficjalnym „Programie obchodów państwowych VIII rocznicy katastrofy smoleńskiej”, na identyfikatorach etc. Zmiana pierwotnego zamysłu projektanta i umieszczenie słowa „tragedia” oczywiście nie było przypadkowe, ponieważ taka wersja jest znacznie bardziej pojemna — pomnik kiedyś może pasować także do wyimaginowanego przez Antoniego Macierewicza zamachu.

Na placu dumy każdej władzy przez dwa wieki wznoszono różne pomniki. Rosyjski zaborca w 1841 r. postawił obelisk, upamiętniający polskich generałów wiernych carowi, zabitych przez podchorążych nocą 29/30 listopada 1830 r. Poniżał warszawiaków przez pół wieku, gdy w 1894 r. musiał ustąpić miejsca większemu symbolowi zniewolenia — soborowi Aleksandra Newskiego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości prawosławna świątynia została rozebrana, trwało to do 1926 r. Jeszcze podczas rozbiórki, w 1923 r. stanął w centrum placu pomnik księcia Józefa Poniatowskiego. Został wysadzony przez Niemców po Powstaniu Warszawskim, odtworzony po wojnie błąkał się w Łazienkach, aż wreszcie w 1965 r. PRL-owski premier Józef Cyrankiewicz przeniósł imiennika przed pałac przy Krakowskim Przedmieściu. Wychodzi zatem na to, że na świętym placu naprawdę opoką jest tylko łączący Polaków ponad podziałami Grób Nieznanego Żołnierza, urządzony w 1925 r. w pałacowej kolumnadzie. Wszystko inne okazuje się płynne, chociaż zawsze stawiane jest z założeniem, że po wiek wieków…

Przypominam historyczne meandry placu nieprzypadkowo. Wczorajsza uroczystość była przesycona wielowątkową symboliką — humanistyczną, patriotyczną, społeczną, ale niestety także polityczną. Z medialnego podestu zwróciłem uwagę na element mało zauważalny, lecz dla mnie zdumiewający. Oto na gmachu Dowództwa Garnizonu Warszawa wywieszone zostały od strony placu wielkie portrety wszystkich ofiar katastrofy. Wojskowi zostali jednak podpisani stopniami… w jakich zginęli 10 kwietnia 2010 r., bez uwzględnienia pośmiertnych awansów. A przecież na ich grobach, okolicznościowych pomnikach i tablicach zawsze i wszędzie podawani są wyłącznie w stopniach wyższych — także na obu tablicach w siedzibie MON, a nawet w tekście apelu smoleńskiego, narzuconego organizatorom wszelkich uroczystości z asystą wojskową. Tym razem jednak skopiowano bez zastanowienia materiały z jakiejś dawniejszej wystawy. Przyzwyczajone do oficjalnych, chociaż nadanych pośmiertnie stopni ich bliskich rodziny odsłaniające pomnik dostrzegły afront, którego nie mogły pojąć.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski