Nasza chata już nie z kraja

Pierwotnym celem terrorystów w Barcelonie miała być budowana już 135 lat kultowa świątynia Sagrada Familia.

Upamiętniający ofiary zamachu na Rambli wyciągnęli w górę setki rąk nie w geście solidarności, lecz fotografując hiszpańską parę królewską – Filipa VI i Letycję.

Zamachy islamskich terrorystów w Europie tworzą tragiczny ciąg i już przestały zaskakiwać. Niewiadomą zmienną pozostaje jedynie miejsce, czas oraz liczba ofiar. Tym razem grupa młodych fanatyków uderzyła w Barcelonie, a konkretnie na deptaku La Rambla, gdzie rozjechanych przez furgonetkę na śmierć zostało 13 osób (i jedna w innej miejscowości), a kilkadziesiąt ranionych. Z punktu widzenia celów tzw. państwa islamskiego kultowa Rambla to miejsce wręcz wymarzone. Dlatego szokuje, że po doświadczeniach z zabijaniem pieszych samochodami w Nicei, Berlinie, Londynie czy Sztokholmie deptak barceloński nie został zabezpieczony wypuszczanymi/chowanymi słupkami.

Ustalenie odpowiedzialnych za ten brak wyobraźni odbije się mocnym echem politycznym. Tragedia jedynie przygasiła nabrzmiewający konflikt między autonomicznymi władzami Katalonii a centralnym rządem Hiszpanii. Na 1 października zaplanowane zostało kolejne już referendum z pytaniem „Czy chcesz, aby Katalonia została niepodległym państwem w formie republiki?”. Królewski Madryt z założenia traktuje je jako nielegalne, zakazał więc wykorzystania publicznych lokali i pieniędzy. Jeśli do głosowania dojdzie, to z góry można zakładać zbyt niską frekwencję, podobnie jak było w 2014 r. Zamach sam w sobie oczywiście nie miał związku z dążeniami Katalonii, ale jego poboczne następstwa wpisują się w konflikt. Nawet śledztwo potwierdza rozbieżności — centralne MSW szybko oznajmiło, że zbrodnicza grupa dżihadystów już została rozbita, podczas gdy policja katalońska wcale tak nie uważa.

Reakcja w Polsce naturalnie koncentruje się wokół pytania, czy islamski terroryzm realnie zagraża także nam. Rekordową brednią weekendu była teza, że celem głęboko religijnych fanatyków stała się właśnie Rambla, albowiem ten znarkotyzowany i rozpasany deptak to jeden z globalnych symboli… bezbożności. Tymczasem pierwotnym celem terrorystów w Barcelonie miała być budowana już 135 lat kultowa świątynia Sagrada Familia, zaprojektowana przez Antonio Gaudiego. Planowali uderzenie z wykorzystaniem butli gazowych i acetonu, ale konstruktorzy diabelskiej bomby przypadkiem sami się wysadzili i licząca się z aresztowaniami grupa postanowiła natychmiast uderzyć zastępczo furgonetką na Rambli.

W TVP przez weekend obrazki pozamachowe przeplatały się z radosną reklamą Booking.com, zapraszającą do… Barcelony na Ramblę. Zatem życie toczy się dalej, zwłaszcza gdy kampania została już opłacona. Tytuł tego komentarza nie jest jednak abstrakcyjnym czarnowidztwem. W opublikowanym przez MON dokumencie „Koncepcja obronna Rzeczypospolitej Polskiej”, czyli konkluzjach tzw. strategicznego przeglądu obronnego, znajduje się teza: „Potencjalny atak terrorystyczny w Polsce — państwie członkowskim NATO i UE, utożsamianym z chrześcijaństwem — może zostać wykorzystany przez tzw. państwo islamskie nie tylko do rozszerzenia tzw. wojny z niewiernymi, ale też dla zastraszenia członków koalicji walczącej ze wspomnianą organizacją”. Na szczęście nie istnieje u nas zaplecze społeczne islamskiego terroryzmu. Jednak przyjazd bez kontroli granicznej potencjalnych zamachowców, będących obywatelami państw strefy Schengen, ba, w nich urodzonych — jest jak najbardziej realny.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski