Odwet prezydenta za referendum

Tuż przed odlotem do Australii prezydent postawił kropkę nad „i”, zwracając do Sejmu nowelizację Kodeksu wyborczego.

Autor: Fot. Andrzej Hulimka

 

 

Weto tym razem nie było żadnym zaskoczeniem, Andrzej Duda sygnalizował je od wielu dni. Nie zmienia to okoliczności, że Jarosław Kaczyński kolejny raz musiał gorzko przełknąć niesubordynację niewdzięcznika. Prezydent odegrał się na swoim politycznym mentorze za wyrzucenie w lipcu do kosza jego sztandarowego projektu referendum konstytucyjnego. Notabene opozycja postawiła tezę, że wyborcza nowelizacja przeforsowana błyskawicznie przez PiS z rozkazu Jarosława Kaczyńskiego została zawetowana… również na jego zlecenie! No nie, taka konstrukcja podwójnej agenturalności sypie się logicznie…

Nowelizacja obejmowała wiele doprecyzowań proceduralnych, które trafiają do kosza z powodu… jednego przepisu. Chodzi o radykalną zmianę sposobu rozliczenia głosów, które oddamy 26 maja 2019 r. w wyborach do Parlamentu Europejskiego (PE). Sens skoku PiS na Kodeks wyborczy wytłumaczę na konkretach. Jako podstawę obliczeń przyjąłem ostatnie liczby stwierdzone w urnach — wyniki wyborów do Sejmu z 25 października 2015 r. Rzecz jasna założyłem potwierdzone już zsumowanie list Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Zwracam także uwagę, że w wyborach do PE obowiązuje jednolity próg wyborczy 5 proc., bez podwyższania go do 8 proc. dla koalicji, zatem wynik Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie trafiłby do kosza. Przetworzenie sejmowego głosowania z 2015 r. na podział 52 polskich mandatów do PE dałoby następujący wynik: PiS — 22, PO z Nowoczesną — 18, Kukiz’15 — 5, SLD — 4, PSL — 3. Zawetowana nowelizacja wyrzuciłaby trzy mniejsze listy do kosza — razem z tymi, które w ogóle nie przekroczyłyby 5 proc. — i przydzieliłaby euromandaty następująco: PiS — 29, PO z Nowoczesną — 23. Zestawienie obu urobków PiS obnaża zachłanność rządzącej partii — bez kiwnięcia palcem, bez zdobycia choćby jednego dodatkowego głosu w urnach tzw. dobra zmiana wyrwałaby dodatkowo aż 7 euromandatów! Przy okazji 5 foteli spadłoby z nieba także wspólnej liście PO z Nowoczesną. Obie partie opozycyjne zdecydowanie głosowały jednak przeciwko nowelizacji i absolutnie nie dołożą się do hipotetycznego odbijania przez PiS prezydenckiego weta (potrzeba w Sejmie trzech piątych głosów).

Wśród powodów zwrócenia ustawy Andrzej Duda podał m.in. obawy o frekwencję. Wybory do PE i tak cieszą się u nas bardzo małym zainteresowaniem, w 2014 r. frekwencja wyniosła zaledwie 23,82 proc. Gdyby zwolennicy mniejszych partii z góry wiedzieli, że ich głosy idą do kosza — spadłaby do kilkunastu proc., a może nawet do… jednocyfrowej. Ciekawe jednak, że zasadnie podnosząc obecnie argument frekwencyjny, prezydent w ogóle nie przyjmował go do wiadomości w odniesieniu do referendum, które w fatalnym terminie 10-11 listopada 2018 r. było z góry skazane na klęskę. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski