Znowu porażka bijąca w przedsiębiorców

Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury, jest kolejnym członkiem rządu PiS, który wrócił z Rady Unii Europejskiej na tarczy po porażce dotkliwie uderzającej w polskich przedsiębiorców. 

Fot. Bloomberg

 

Poprzednio Elżbieta Rafalska zaliczyła klęskę w sprawie dyrektywy o pracownikach delegowanych. Wtedy wyłączono do odrębnych uregulowań sektor transportowy, ale okazało się, że wyrok został jedynie odłożony. Po piętnastu godzinach dramatycznej debaty Rada UE ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii (TTE) w nocy z poniedziałku na wtorek przyjęła przepisy narzucające obowiązki, o których minister Adamczyk powiedział, że są „niestety, nie do przyjęcia”. Otóż, niestety, zostaną przyjęte, chociaż procedura uzgodnieniowa z Parlamentem Europejskim trochę potrwa. Ale nie ma co liczyć, że do pożegnalnej sesji 15-18 kwietnia 2019 r. eurodeputowani nie zdążą.

Zbierająca się w branżowych składach ministerialna Rada UE podejmuje decyzje na trzy sposoby. Niektóre zwykłą większością, wyjątkowe jednomyślnie, ale głównie większością kwalifikowaną. Za musi być co najmniej 55 proc. państw (czyli obecnie 16), reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności UE. Odwracając te liczby — tzw. mniejszość blokującą tworzy ponad 45 proc. państw (czyli 13), skupiających ponad 35 proc. ludności. Te wielkości interesują rząd PiS, którego zdolności koncyliacyjne w UE są zerowe i polityczną filozofią stało się negowanie. Po zmianie premiera z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego nic się nie zmieniło, tzw. dobrej zmianie nawet w najważniejszych dla przedsiębiorców sprawach nie udaje się sklecić mniejszości blokującej. Przeciwko dyrektywie o pracownikach delegowanych, którą wynegocjowała prezydencja bułgarska, były tylko Polska i Węgry, zaś wstrzymały się Wielka Brytania, Litwa, Łotwa i Chorwacja. Obecnie dyrektywę transportową pilotuje prezydencja austriacka. Grupka niepopierająca okazała się ciut liczniejsza i zróżnicowana: Polska, Węgry, Litwa, Łotwa, Chorwacja, Bułgaria, Belgia oraz wyspiarskie Irlandia i Malta. Było to jednak zdecydowanie za mało. Wypada podkreślić, że znowu pękła iluzoryczna solidarność Grupy

Wyszehradzkiej — gdy przychodzi do konkretów, rządy Czech i Słowacji na zimno analizują własne interesy. W opinii polskich przewoźników, nowe regulacje negatywnie odbiją się nie tylko na ich branży. Służą przede wszystkim ochronie rynków potentatów UE. Niemiecki minister skarżył się, że w znanym mu przygranicznym regionie na 20 ciężarówek aż 18 jest z rejestracją zagraniczną — głównie polską… Dyrektywa prowadzi do wyrównania w górę kosztów przewozów, czyli naszym firmom wytrąca z ręki najmocniejszą broń — konkurencyjność cenową. Do 2024 r. pojazdy zostaną wyposażone w inteligentne tachografy, automatycznie rejestrujące miejsce i czas przekraczania granic oraz lokalizujące ładowanie i rozładowywanie. A zatem dla ciężarówek strefa Schengen jakby przestanie istnieć…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski