Pragę być może uda się uchronić

Amerykanie pierwotnie oszacowali koszt na 10,5 mld USD, zatem upust do 4,75 mld USD teoretycznie wygląda na znaczny. 

Warszawa, 28.03.2018. Uroczystosc podpisania przez ministra obrony narodowej Mariusza Blaszczaka umowy na przeciwlotnicze i przeciwrakietowe zestawy rakietowe sredniego zasiegu systemu Wisla - 1 Faza z udzialem prezydenta oraz premiera. N/Z minister obrony narodowej Mariusz Blaszczak, ambasador USA w Polsce Paul W. Jones. Fot. Adam Chelstowski / FORUM

Podpisanie przez ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka umowy o zakupieniu przez RP od USA pierwszej transzy systemu antyrakietowego Patriot, w ramach tzw. programu Wisła, bez wątpienia przejdzie do dziejów biznesowej dyplomacji. W świecie tego typu dokumenty sygnują z definicji co najmniej dwie wysokie układające się strony, tymczasem szef MON wczoraj podpisał… sam ze sobą. Co prawda jeden egzemplarz otrzymał kończący akurat misję w Polsce amerykański ambasador Paul W. Jones, niemniej sam tryb sygnowania tak ważnego aktu stanowi niewyjaśnione publicznie przez MON proceduralne kuriozum.

W atmosferze ogólnego politycznego uniesienia uczestnicy podpisowej gali nie dosłyszeli chichotu historii. Abstrahując bowiem od przemian ustrojowych, po polskiej stronie tematem rakiet Patriot, jeszcze ich pierwszej generacji, jako pierwszy zainteresował się bardzo blisko niejaki… Marian Zacharski. Najsłynniejszy w dziejach PRL szpieg w 1981 r. kupił w Kalifornii dokumentację nie tylko pierwszych Patriotów, lecz także m.in. samolotów wielozadaniowych F-16, obecnie stanowiących naszą NATO-wską szpicę uderzeniową. Dostał w Stanach Zjednoczonych Ameryki dożywocie, w 1985 r. został wymieniony za cały pluton szpiegów zachodnich złapanych w krajach obozu moskiewskiego, w epoce niepodległej III RP zaś otrzymał od Lecha Wałęsy stopień generalski. Ciekawe, czy obecnie zostanie zdegradowany…

Ekipa tzw. dobrej zmiany oczywiście pieje, że Patrioty „otwierają zupełnie nowy rozdział w historii Polski i naszej armii”. Proza życia sprowadza jednak górnolotne polityczne chciejstwo do parteru. Za 4,75 mld USD (czyli 16,6 mld zł) Polska ma otrzymać „aż” dwie baterie rakiet, obejmujące radary, cztery stanowiska kierowania walką, 16 wyrzutni, 208 pocisków, sześć stanowisk kierowania i dowodzenia, 12 radiolinii, a także elementy wyposażenia technicznego, logistycznego i szkolenia. Amerykanie pierwotnie oszacowali to wszystko ponoć na 10,5 mld USD, zatem upust teoretycznie wygląda na znaczny. Niemniej w realiach współczesnego pola obie baterie mogą osłonić najwyżej… połowę Warszawy. Redakcja „PB” akurat znajduje się na prawym brzegu Wisły, zatem nam powietrzna osłona np. samej Pragi wystarczy — chociaż koledzy mieszkający na lewobrzeżnej Woli czy Żoliborzu naturalnie ripostują: „zaraz, a my?”.

Z punktu widzenia polskiej gospodarki najważniejszym wątkiem kupowania Patriotów jest oczywiście offset. Chodzi o to, by transfer najnowszych amerykańskich technologii do Polski był jak najbardziej korzystny nie tylko dla sił zbrojnych, lecz generalnie dla polskiego przemysłu. Do pierwszej fazy programu Patriotów należy dziesięć ważnych offsetowych umów. Wypada tylko sobie życzyć, by nie okazały się iluzją. W 2003 r. miałem okazję obserwować w USA starania ówczesnego premiera Leszka Millera w sprawie offsetu towarzyszącego zakupowi samolotów F-16. Strona amerykańska generalnie uważała samą konstrukcję prawno-biznesową instytucji offsetu za jakiś niepojęty dla niej haracz, co praktycznie potwierdziła w następnych latach. Ówczesne gorzkie doświadczenia i wnioski muszą zostać uwzględnione przez współczesnych polskich władców.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski