Przedświąteczny zgiełk nie cichnie

Od weekendu w życiu politycznym nastąpi naturalne wyciszenie. Dlatego w roboczym tygodniu wyrabiana jest podwójna norma zgiełku. 

 

 

Propaganda rządowa rozkręca samorządową kampanię… powyborczą, uderzając we władze wielkich miast — w pierwszej kolejności Warszawy i Łodzi. Strona opozycyjna odwdzięcza się upowszechnianiem abstrakcyjnych wieści na temat chwytów politycznych szykowanych przez PiS w 2019 r.

Najnowsza sensacja dotyczy planu przyspieszenia wyborów do Sejmu i Senatu. Konstytucyjnie wypadają one w październiku 2019 r., a podobno mogłyby się odbyć już w marcu, czyli przed europejskimi. Z powodów taktycznych kalendarz faktycznie PiS nie sprzyja. W wyborach do Parlamentu Europejskiego (PE) zdecydowanie liczniej — na tle ogólnej mizerii — głosują bowiem mieszkańcy wielkich miast, w których tzw. dobra zmiana poniosła 21 października i 4 listopada samorządową klęskę. Dlatego wyniki głosowania 26 maja 2019 r. mogą być dla PiS niekorzystnie skażone frekwencyjnie w stosunku do sondaży dotyczących wyborów krajowych.

Fatalna jest okoliczność, że w Polsce w ogóle możliwe są takie kalendarzowe dywagacje. Termin wyborów do PE znany jest od blisko dwóch lat i absolutnie niepodważalny. Odbywają się w pierwszy długi weekend czerwcowy lub ostatni majowy, a jedynym czynnikiem wpływającym na wybór terminu jest układ chrześcijańskich świąt, i to w obu funkcjonujących w państwach UE obrządkach, czyli także dwóch kalendarzach — gregoriańskim i juliańskim. Dlatego 27 państw w 2019 r. głosuje w wolny od świąt weekend 23-26 maja, każde w swoim tradycyjnym dniu wyborczym — Polska oczywiście w niedzielę. I tego żadne taktyczne interesy nie mogą zmienić.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski