Przyczyny inne, ale znowu terror

Dramat w Monachium, ale straszniejsze wieści z dalszego świata mają wagę jedynie wzmianek.

Tydzień temu komentarz w tym miejscu zacząłem słowami: „W środku letniej kanikuły stałym już problemem cywilizacji są anomalie pogodowe. Ale na czele listy przebojów rozmaitych tragedii uderzenia natury wypierane są przykładami szaleństwa ludzkiego”. Odnosiło się to do tragedii na deptaku w Nicei, a także chaotycznego buntu części wojska w Turcji i totalitarnego kontrataku prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana.

Po kolejnym weekendzie tamte zdania w całości nadawały się do skopiowania. Tym razem w Monachium 18-letni uczeń, urodzony już w Niemczech szyicki Irańczyk, zabił dziewięć osób, głównie muzułmańskich nastolatków sunnickich (m.in. z Kosowa i Turcji), których ściągnął do restauracji McDonald’s poprzez Facebooka — a później ścigany strzelił w głowę sobie. Nielegalnie posiadał policyjny pistolet Glock oraz… 300 sztuk amunicji. Motywację zabrał do grobu, ale jego szaleństwo na pewno nie było inspirowane przez nienawidzące szyitów tzw. państwo islamskie.

Fascynował się natomiast zbiorowymi zamachami w USA, a najbardziej norweskim arcyzbrodniarzem Andersem Breivikiem. Uderzył 22 lipca, czyli dokładnie w piątą rocznicę pamiętnej tragedii z Oslo i wyspy Utoya, gdy zginęło 77 młodych ludzi.

Mimo relatywnie — na tle innych zamachów — niewielkiej liczby ofiar, monachijski jest kolejnym szokującym nasz krąg cywilizacyjny. Z polskiego punktu widzenia znaczenie ma okoliczność, że w sensie stricte geograficznym akty terroru stopniowo się do nas zbliżają… Zwróćmy uwagę, że straszniejsze wieści z dalszego świata mają wagę jedynie wzmianek.

Dzień po Monachium co najmniej 80 szyitów zginęło w Kabulu w zamachu bombowym, dokonanym przez sunnickich samobójców w imieniu tzw. państwa islamskiego. Z kolei w USA cztery osoby poniosły śmierć w strzelaninie w miasteczku Bastrop w Teksasie. Przy tamtejszym dostępie do broni to normalka, świat poruszają już tylko tragedie niecodzienne, takie jak dokonany przez czarnoskórego byłego wojskowego snajpera planowy odstrzał pięciu białych policjantów.

Niemieckie władze propagandowo odetchnęły, że w Monachium nastąpił „tylko” atak samodzielnego fanatyka, możliwy zawsze i wszędzie. Niemniej był to terror, pozostający w kręgu przyczynowym śmiertelnej wojny obu nurtów islamu ze sobą oraz „niewiernymi”. Dla nas monachijskie doświadczenia stały się bardzo aktualne, jako że rozpoczyna się tydzień naprawdę ważny wizerunkowo dla Polski w skali globalnej.

O ile ochrona szczytu NATO na wygrodzonym PGE Narodowym to był logistyczny pikuś, o tyle Światowe Dni Młodzieży (ŚDM) w Krakowie i Częstochowie stają się rzeczywistym sprawdzianem służb państwa. Pierwszym następstwem ogólnoświatowej atmosfery zagrożenia terrorystycznego jest radykalny spadek liczby uczestników ŚDM.

Pierwotnie szacowano ją nawet na 1-2 mln, tymczasem za pięć dwunasta liczba posiadających identyfikatory uczestników ze 187 krajów sięga zaledwie 360 tys. Oczywiście osoba papieża Franciszka przyciągnie dużo niezarejestrowanych Polaków w każdym wieku, ale w związku z frekwencyjnym dołkiem gości ze świata poziom hipotetycznego zagrożenia dla ŚDM radykalnie się zmniejszył. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski