Realizacja zależy od wyborów w USA

Szczyt Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) w Warszawie bez wątpienia wielkim wydarzeniem był.

FOT. Adam Chełstowski, Forum

W kategorii liczb — 61 państw, a także 18 prezydentów i 21 premierów — ustanowił rekord wśród wszystkich 26. takich zbiórek od powstania sojuszu w 1949 r. Natomiast nadzwyczajna, decyzyjna waga szczytu to kategoria bardzo względna. Taką nuworyszowską tezę upowszechnia głównie obecna polska władza, której pamięć w kwestii NATO jest bardzo wybiórcza. A co do lokalizacji szczytów, to państwa dawnego obozu moskiewskiego goszczą je już od dawna — Praga 2002, Ryga 2006 i Bukareszt 2008. To jak z prezydencją Rady Unii Europejskiej — kiedyś tam wypada w harmonogramie. Przypomnę, że do Warszawy posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej (tak brzmi formalna nazwa szczytu) sprowadził prezydent Bronisław Komorowski. Chciał upiec dwie pieczenie — podkreślić znaczenie wschodniej flanki NATO, a przy okazji okrasić swoją drugą kadencję. Cel pierwszy został zrealizowany, z drugim mu nie wyszło…

Rozmieszczenie czterech batalionów NATO w Polsce i republikach bałtyckich ma znaczenie głównie polityczne. Podobnie jak okresowa obecność amerykańskiej brygady — umieszczenie jej w Polsce na stałe wywołałoby taką wściekłość
Rosji, że prezydent Barack Obama nie odważył się nawet o tym wspomnieć. Notabene, zrealizowanie warszawskich ustaleń zależy od wyników wyborów w USA. W pierwszej kolejności oczywiście prezydenckich, ale również do Senatu i Izby Reprezentantów. Jeśli wygra Hillary Clinton, to decyzje Baracka Obamy zostaną podtrzymane, co najwyżej pani prezydent o ich realizację będzie walczyła w Kongresie. Ale jeśli 8 listopada więcej głosów elektorskich zbierze Donald Trump — to decyzje o umocnieniu wschodniej flanki NATO można uznać za niebyłe. Teoretycznie w prawie międzynarodowym obowiązuje dotrzymywanie umów, ale kandydat oczekujący właśnie na nominację republikańską pokaże światu, że… tylko teoretycznie. W pierwszej kolejności wystawi klientom w Europie słoną fakturę za amerykańskie usługi obronne. Barack Obama ograniczył się do zwrócenia uwagi, że zaledwie pięć państw członkowskich NATO — w tym pochwalona Polska — wykonuje zobowiązanie ze szczytu w Newport do wydawania na armię 2 proc. PKB.

Ciekawym pobocznym wątkiem szczytu było podpisanie deklaracji o współpracy między NATO a Unią Europejską. W kuluarach żartowano, że — znając obyczaje eurokracji — obie organizacje… wymienią ambasadorów. W Brukseli łączy je linia autobusowa 21, a obecnie trwa wyścig na ukończenie budowy nowych siedzib. Efektowne skrzydła nowej kwatery głównej NATO zostaną oddane w 2017 r. — będzie to okazja do zebrania się tam następnego szczytu pod wodzą Jensa Stoltenberga. Ale kończona jest także nowa siedziba Rady Europejskiej, od przeszklonej konstrukcji zwana Jajem Europy. Ciekawe, czy jej otwarcie przypadnie Donaldowi Tuskowi… Dotychczas NATO i UE liczebnie remisują — po 28 państw, z których większość należy i tu, i tu. Sojusz wkrótce wyjdzie jednak na prowadzenie 29:27, bo Czarnogóra już prawie jest członkiem, a UE przeżywa szok brexitu. Ciekawe, że premiera Davida Camerona podczas pożegnalnego szczytu unijnego w Brukseli dotknął ostracyzm, tymczasem w Warszawie na odchodnym był pocieszany i traktowany jak opoka sojuszu.

Uczestniczyłem w trzech szczytach NATO oraz wielu unijnych, również poza Brukselą. Dlatego mam prawo porównawczo stwierdzić, że dla potrzeb takiej imprezy PGE Narodowy okazał się obiektem wręcz rewelacyjnym. Dla równowagi ocen przytaczam jednak dwa epizody z życia służb bezpieczeństwa. Trasa pieszego dojścia na szczyt od strony naszej redakcji (stadion widzimy z okien) w piątek 8 lipca była w porządku, natomiast w sobotę 9 lipca ktoś (BOR, policja?) bezmyślnie zamknął na niej 200 m chodnika, bardzo daleko od stadionu. Nie chodzi o to, że zaskoczone media zasuwały wokół jeziorka w parku dodatkowo 1,2 km — szokuje okoliczność, że po tylu miesiącach ustaleń służb czyjeś widzimisię zerwało w drugim dniu dobrze sprawdzającą się procedurę z pierwszego! Drugi epizod dotyczy zaś US Secret Service’u — otóż chwilę po pożegnalnej konferencji Baracka Obamy przytuliłem z jego mównicy jednorazowy kubek, z którego napił się herbaty. Super pamiątka, z godłem i napisem „Seal of the President of the United States” (nie tylko na Air Force One, nawet na tekturowym kubku!) — ale bez jakichkolwiek podchodów stałem się nieuprawnionym posiadaczem DNA najpotężniejszego człowieka świata…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski