Romantyzm celów i pozytywizm środków

Na podstawie samego exposé bardzo trudno stwierdzić, na czym będzie tak naprawdę polegała jeszcze lepsza zmiana Mateusza Morawieckiego w stosunku do zakończonej dobrej zmiany Beaty Szydło.

Konstytucyjny rytuał zatwierdzenia przez Sejm programu działania nowo powołanej Rady Ministrów przebiega w III Rzeczypospolitej standardowo. W ocenie sejmowej większości, wszystko jedno, koalicyjnej czy monopartyjnej, rząd zawsze wypada na szóstkę. Opozycyjna mniejszość z założenia programu gabinetu nie popiera, ale sejmowa arytmetyka rozstrzyga i udzielenie wotum zaufania staje się automatem. Exposé premiera Mateusza Morawieckiego było w dziejach III RP już osiemnastym, czasowo utrzymało się w normie — 70 minut, czyli trwało nieco dłużej niż 62 minuty Beaty Szydło. Procedura bez wątpienia zawierała jednak element oryginalności — porę głosowania nad wotum zaufania. Marszałek Sejmu postanowił upamiętnić o północy 12/13 grudnia w taki symboliczny sposób 36. rocznicę stanu wojennego.

Mateusz Morawiecki przesiadł się na fotel premiera na mniej niż połowę kadencji. Rządem skonfigurowanym przez siebie funkcjonalnie i personalnie będzie kierował dopiero od stycznia 2018 r., a wybory do Sejmu i Senatu planowo odbędą się w październiku 2019 r. Ostra kampania zacznie się znacznie wcześniej, jako że na przełomie maja/czerwca 2019 r. czeka nas próba generalna — wybory do Parlamentu Europejskiego. Zatem przedstawiony wczoraj program realnie obejmuje nieco więcej niż półtora roku. Sondaże wieszczą przedłużenie władzy przez PiS, notabene w zamyśle prezesa Jarosława Kaczyńskiego właśnie wymiana premiera ma spowodować impuls prorozwojowy, gwarantujący zwycięstwo. Zdając sobie sprawę z wymienionych uwarunkowań, Mateusz Morawiecki skromnie podkreślał, że przejął pałeczkę od Beaty Szydło i nawet stwierdził, że to „ten sam rząd”. Zwykle taka fraza miewa drugą część „ale nie taki sam”, której tym razem jednak nie usłyszeliśmy. Dlatego na podstawie samego exposé bardzo trudno stwierdzić, na czym w rządowej sztafecie będzie tak naprawdę polegała jeszcze lepsza zmiana Mateusza Morawieckiego w stosunku do zakończonej dobrej zmiany Beaty Szydło. Bardzo pilnie słuchając premiera, chciałem wychwycić choćby jedną konkretną nowalijkę — i udało mi się zapisać tylko hasło „G20”. Mateusz Morawiecki pierwszy raz w historii Polski gościnnie uczestniczył w spotkaniu ministrów finansów tej elitarnej grupy i marzy o przeniesieniu się na poziom szczytów prezydentów i premierów. Wszystkie inne tezy wygłaszał już wielokrotnie z przedrostkiem wice-, na przykład teorię, że obecnie globalna walka konkurencyjna odbywa się przede wszystkim w obszarze regulacyjnym.

Prawa autorskie do tytułu „romantyzm celów i pozytywizm środków” ma premier. A historycznie — Józef Piłsudski, bo właśnie myśl marszałka Mateusz Morawiecki zapożyczył do najlepszego charakteryzowania programu swojego rządu. Stwierdził także, że zamierza prowadzić politykę gospodarczą między szkodliwymi dla przedsiębiorczości skrajnościami — liberalizmem a socjalizmem. Naturalnie kojarzy się to z zachowywaniem bezpiecznej odległości do Scylli i Charybdy, czyli dwóch mitologicznych potworów czyhających na żeglarzy na dwóch brzegach cieśniny. Ostrzeżony przed nimi Odyseusz bezpiecznie przepłynął wąskim przejściem. Mateusz Morawiecki zapowiedzial, że podobnie rozważnie będzie prowadził prorozwojowo polską gospodarkę, a wraz z nią — kraj.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski