Samoeliminacja z decyzyjności

Wartość decyzyjna Polski w UE zaczęła się staczać po równi pochyłej, czego nie zatrzymała wymiana premiera.

Migrants on a rubber boat are rescued by SOS Mediterranee organisation during a search and rescue (SAR) operation with the MV Aquarius rescue ship (not pictured) in the Mediterranean Sea, off the Libyan Coast, September 14, 2017. REUTERS/Tony Gentile TPX IMAGES OF THE DAY

Ku pokrzepieniu serc po fatalnej porażce piłkarzy z Senegalem przypomnę, że wśród członków Unii Europejskiej znajdujemy się i tak w elitarnej dziesiątce, która gra na mundialu. Obywatelom pozostałych 18. państw, a wśród nich Włochom i Holendrom, pozostaje jedynie kibicowanie bez emocji. Po marnym starcie wkład Polski w dorobek mistrzostw może zakończyć się już na poziomie grupowym, ale przynajmniej do niedzieli wypada patriotycznie trzymać się nadziei.

Mimo traktatowej równości 28 państw, podobnie niewielka jest siła Polski w unijnych rozgrywkach politycznych. Nigdy nie była imponująca, co potwierdziła np. miałka merytorycznie, chociaż sprawna organizacyjnie prezydencja Rady UE w drugim półroczu 2011. Po rozpoczęciu się w 2015 r. tzw. dobrej zmiany, wartość decyzyjna Polski zaczęła się jednak staczać po równi pochyłej, czego nie zatrzymała wymiana premiera. Procedura dyscyplinarnego postawienia rządu PiS do kąta, w trybie art. 7 traktatu, systematycznie postępuje. W ostatnich dniach nastąpiły inne niepokojące wydarzenia, potwierdzające samoeliminację rządu z głównego nurtu decyzyjnego UE.

We wtorek rano kanclerz Angela Merkel krótko wymieniła w Berlinie opinie z premierem Mateuszem Morawieckim. Tegoż samego dnia po południu uzgodniła naprawdę przełomowy projekt z francuskim prezydentem Emmanuelem Macronem. To ilustracja realiów Trójkąta Weimarskiego, którego odtworzenie pozostaje mrzonką PiS. Przywódcy dwóch państw założycielskich wspólnot europejskich ogłosili, że chcą unijnej solidarności w odpowiedzi na kryzys imigracyjny oraz utworzenia odrębnego budżetu strefy euro. Prezydent Francji oczekuje jego wydzielenia już od 2021 r., co radykalnie przycięłoby wieloletnie ramy finansowe 2021-27. Premier Mateusz Morawiecki stara się zlekceważyć znaczenie hiobowej wieści, ale minister Teresa Czerwińska wielkiego zaniepokojenia wcale nie ukrywa.

W kwestii imigracyjnej zaś bardzo szybko odezwały się nożyce w Brukseli. 28-29 czerwca pod przewodem Donalda Tuska odbędzie się planowy szczyt Rady Europejskiej (RE), w którego agendzie znajduje się m.in. reforma prawa azylowego, czyli mechanizmu relokacji uchodźców. Niespodziewanie na niedzielę 24 czerwca kadłubowe posiedzenie prezydentów/premierów „zainteresowanych znalezieniem rozwiązań europejskich” zwołał Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej (KE). Zaprosił śródziemnomorskie państwa frontowe — Grecję, Hiszpanię, Francję, Włochy i Maltę — oraz będące głównym celem imigrantów Niemcy, a także sprawujące rotacyjną prezydencję Bułgarię (do 30 czerwca) i Austrię (od 1 lipca). Bynajmniej nie kryterium geograficzne wyklucza udział Polski i reszty Grupy Wyszehradzkiej. Zaskakująca inicjatywa szefa KE ma także specyficzny kontekst wewnątrzunijny. Organizując selektywną zbiórkę państw, Jean-Claude Juncker demonstracyjnie wchodzi do gospodarstwa Donalda Tuska, który zapowiadał ogłoszenie własnej propozycji w sprawie imigrantów. Notabene niedzielna zbiórka odbędzie się w gmachu Berlaymont, czyli siedzibie ponadnarodowej KE, a nie we wzniesionym po drugiej stronie ulicy dla państw członkowskich tzw. Jaju Europy, w którym za tydzień odbędzie się planowy szczyt RE. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski