Słabe światełko w tunelu brexitu

Trwające od marca 2017 r. negocjacje unijno-brytyjskie w sprawie trybu wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej przypominają brazylijskie nowele.Ale nie niekończącą się — traktatowy termin bexitu upływa 29 marca 2019 r. i nie ma mowy o jego przesunięciu. Umowa rozwodowa musi zostać zatwierdzona na najwyższym szczeblu politycznym, czyli brukselskim szczycie Rady Europejskiej (RE). Standardowy zaplanowany jest na 13-14 grudnia, na ewentualny wcześniejszy, zwołany w trybie alarmowym konkretnie w sprawie brexitu, czas jest tylko w niedzielę 25 listopada.

Po wielu nieefektywnych miesiącach negocjatorzy wysłali wreszcie sygnał, że wypracowali koncepcję porozumienia. Jego konstrukcja jest przedziwna, ale nie może być inna, jako że prawnie anormalny jest przecież sam brexit. Projekt chwiejnego kompromisu zakłada utworzenie tymczasowej unii celnej Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską, aby przynajmniej do grudnia 2020 r. uniknąć powrotu twardej granicy między republikańską Irlandią a królewską Irlandią Północną. Część przepisów miałaby jednak dotyczyć tylko brytyjskiej części Zielonej Wyspy, która miałaby zatem status inny niż Anglia, Szkocja i Walia. Można użyć obrazowego porównania, że para po rozwodzie niby się odseparowuje, ale ze względów praktycznych przez pewien czas jeszcze użytkuje wspólnie ważne dla obojga pomieszczenie, np. kuchnię. Kompromisowa koncepcja jest nagięciem prawa międzynarodowego, zatem wywołuje ostry sprzeciw twardych zwolenników brexitu, widzących zagrożenie przyjmowaniem przepisów narzucanych przez brukselskiego pana londyńskiemu wasalowi.

Unijne państwa są już tak zmęczone negocjacjami, że wyjątkowe potraktowanie granicy lądowej na wyspie Irlandia by zaakceptowały. Jednoczy je sprzeciw wobec nieuznawania przez stronę brytyjską nierozłączności czterech swobód przepływu: towarów, usług, kapitału oraz osób. Niezależnie jednak od tego, czy brexit przebiegnie 29 marca 2019 r. w sposób ucywilizowany, czy całkowicie chaotycznie — realnie, w codziennym życiu dotknie przede wszystkim obywateli brytyjskich. Jeśli np. w Polsce ktoś akurat nie ma na wyspach rodziny, nie prowadzi tam interesów, regularnie nie wyjeżdża — jedynym jego stykiem z brexitem będą informacje medialne.

Polityczny klucz do chwiejnego porozumienia leży w brytyjskim parlamencie. Mniejszościowy rząd Theresy May w sprawie kompromisu nie ma w Izbie Gmin poparcia nie tylko eurosceptycznej frakcji we własnej partii, lecz także północnoirlandzkiej DUP (Democratic Unionist Party), formalnie współtworzącej z konserwatystami koalicję. W środę do poźna trwało dosyć dramatyczne posiedzenie brytyjskiego rządu. Jego konkluzji nie znaliśmy do momentu wysłania niniejszego tekstu do druku. Jedno jest pewne — premier Theresa May konsekwentnie wyklucza choćby pomyślenie o ewentualnym powtórnym referendum, na które wciąż liczy światła część społeczeństwa, która nie może pogodzić się z opuszczeniem Unii Europejskiej przez Zjednoczone Królestwo na podstawie pochopnie rozpisanego przez premiera Davida Camerona referendum.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski