Światu brakuje jednolitych zasad

Uderzenie terrorystów w Brukseli było od dawna wręcz oczekiwane, tylko oczywiście nikt nie wiedział, kiedy nastąpi. Naturalnym katalizatorem gwałtownie przyspieszającym termin odpalenia przez samobójców bomb stało się aresztowanie Salaha Abdeslama, mózgu ubiegłorocznych zamachów w Paryżu, który w policyjnym areszcie okazał się… nadzwyczaj rozmowny.

Brussels Airport 20160322Sweveral explosdions occured at the Brusselss airport in Brussells Belgium, March 22, 2017Foto: Teresa Küchler / Svd / TT kod 11517** SWEDEN OUT ***

Gdyby wcześniej nie był tak tropiony, dobrze przygotowany zamach doszedłby do skutku może nie we wtorek 22 marca, lecz o cztery doby wcześniej — w piątek 18 marca podczas szczytu Rady Europejskiej (RE), poświęconego porozumieniu unijno-tureckiemu w sprawie zatrzymania fali imigrantów. Przecież ze stacji metra Maelbeek do gmachu Justus Lipsius, w którym obradowali szefowie państw i rządów, jest zaledwie 300 metrów, a do wykańczanej nowej siedziby RE jeszcze mniej. Gdyby tragedia wydarzyła się wtedy, szczyt rzecz jasna zostałby zerwany, co islamskim fanatykom przyniosłoby ogromną wartość dodaną.

Reakcja cywilizowanego świata jest standardowa, taka jak po ubiegłorocznej tragedii w Paryżu i wielu wcześniejszych. Rozpaczy i powszechnemu oburzeniu towarzyszy wyświetlanie belgijskich flag oraz rozpowszechnianie wyrazów solidarności. Żałoba podsumowana zostanie marszem przeciwko przemocy, który przejdzie przez Brukselę w samą Wielką Niedzielę. Dla przywódców tzw. państwa islamskiego takie zaakcentowanie skutków jego zbrodni akurat w dniu największego chrześcijańskiego święta będzie efektem propagandowo wymarzonym.

Niestety, cywilizowany świat nie dopracował się jednolitych zasad antyterrorystycznej prewencji i nieprędko się dopracuje. Co kraj, to proceduralny obyczaj. Procedury zostały najbardziej zunifikowane w ruchu lotniczym, ale też nie do końca. W wielu państwach poza Unią Europejską np. limit płynów do 100 ml w jednym opakowaniu wcale nie obowiązuje. Państwem szczególnie wyczulonym na bezpieczeństwo są Stany Zjednoczone, gdzie wiele ograniczeń tłumaczonych jest datą 11 września. Na przykład z portów lotniczych w USA zniknęły… skrzynki pocztowe, aby niczego nie dało się podrzucić, ale na towarzyszących lotniskom dworcach kolejowych jak najbardziej stoją.

Do hal odlotów wchodzi się jednak bez kontroli wstępnej, tak jak w brukselskim porcie Zaventem czy na naszym Okęciu — a w niektórych czujących zagrożenie państwach takie kontrole już obowiązują. Natomiast np. w Hiszpanii po tragicznym zamachu 11 marca 2004 r. na madryckiej stacji Atocha wprowadzono przy wsiadaniu do ekspresów AVE lotniskową kontrolę bagażu, a we francuskich TGV nikomu to nie przychodzi do głowy. Po zamachach w metrze, np. w Londynie w 2005 r. czy we wtorek w Brukseli, natychmiast powraca temat kontroli pirotechnicznej — która dla wielkich metropolii jest niewyobrażalna, ponieważ sparaliżowałaby podziemną kolej. Chociaż np. w Pekinie czy Szanghaju prześwietlanie bagażu od dawna jest oczywistością.

Terroryści na razie mają nad cywilizowanym światem przewagę zaskoczenia i wykorzystują jego słabości.

Flaga belgijska na pewno nie była ostatnia.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski