System foteli połączonych Unii Europejskiej

Od Steinmeiera przez Schulza do Tuska: niemieckie wybory na prezydenta nie pozostaną bez wpływu na ponowny wybór Donalda Tuska na prezydenta UE.

Fot. Platforma Obywatelska RP (CC BY-SA 2.0), via Flickr

Zaakceptowanie przez CDU/CSU kandydatury wieloletniego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera z Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) na prezydenta Republiki Federalnej Niemiec (RFN) ma wielostronny kontekst.

Poza wpływem na wybory do Bundestagu we wrześniu 2017 r. nominacja uruchomi tytułowy „system” w krótszym horyzoncie czasowym. Zwalniany fotel szefa niemieckiego MSZ obejmie w lutym 2017 r. najpewniej silny człowiek socjaldemokracji Martin Schulz, któremu akurat w styczniu kończy się połówkowe przewodnictwo Parlamentu Europejskiego (PE) i jego fotel przejmie na 2,5 roku kadencji deputowany Europejskiej Partii Ludowej. Notabene ambicje Schulza sięgają najwyżej, jak tylko to możliwe — do kanclerstwa RFN lub przewodnictwa Komisji Europejskiej (KE).

Obrót kadrowy będzie miał znaczenie dla reelekcji Donalda Tuska w fotelu przewodniczącego Rady Europejskiej (RE). Rozstrzygnie się to na szczycie w marcu 2017 r., czyli już po ruchach w PE i władzach RFN. Wykonanie umowy wewnętrznej w PE bez Martina Schulza przebiegnie aksamitnie i socjaldemokraci nawet nie będą śmieli oczekiwać rekompensaty w postaci przejęcia któregoś z foteli chadeckich — albo Jeana-Claude’a Junckera w KE, albo Donalda Tuska w RE. I tak nie mieli ani podstaw, ani szans, jako że w składzie RE dominują prezydenci/premierzy chadeccy, ale w nowych okolicznościach przedłużenie kadencji Donalda Tuska na następne 2,5 roku przebiegnie automatycznie. Szczyt RE zdecyduje tak bez zapytania o zgodę wszechmogącego u nas Jarosława Kaczyńskiego. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski