Tajność wyklucza obiektywną ocenę

Odłożenie przez prezydenta Francoisa Hollande’a polsko-francuskich konsultacji międzyrządowych to niezwykła rzadkość w stosunkach między państwami Unii Europejskiej oraz Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego.Nasz rząd uznaje taką reakcję za przesadną i wpisującą się w walkę prezydenta o reelekcję w 2017 r., strona francuska ocenia dwustronne stosunki jako „mocno nadszarpnięte” i zapowiada przejrzenie współpracy wojskowej z Polską. Dobrze, że nie całościowej gospodarczej. Sam powód tąpnięcia nie wzbudza wątpliwości — to pożegnanie się przez polską armię z 50. śmigłowcami wielozadaniowymi Caracal, które za około 13,5 mld zł miał dostarczyć koncern Airbus Helicopters. Ale tryb rozstania również definiowany jest rozbieżnie — według wicepremiera Mateusza Morawieckiego negocjacje offsetu zostały zakończone przez Ministerstwo Rozwoju bez pozytywnego rezultatu, a według rządu francuskiego nastąpiło ich zerwanie.

FOT. Airbus Helicopters

FOT. Airbus Helicopters

Bardzo ważna jest okoliczność, że kontrakt z Airbusem… nie został jeszcze podpisany.

Rząd Ewy Kopacz ogłosił 21 kwietnia 2015 r. — notabene ustami prezydenta Bronisława Komorowskiego jako zwierzchnika sił zbrojnych — wybranie maszyny francuskiego konsorcjum do weryfikacji w próbach wojskowych oraz negocjowania przemysłowej umowy offsetowej. Ministerstwo Gospodarki rozpoczęło je 30 września 2015 r., ale było oczywistością, że temat przejmie i rozstrzygnie rząd ukształtowany po wyborach z 25 października. Wypada przypomnieć, że do prób wojskowych nie zostały dopuszczone przez MON, jako niespełniające formalnych wymagań przetargu, śmigłowce: AW149 koncernu AgustaWestland, właściciela PZL Świdnik, oraz Black Hawk konsorcjum Sikorsky Aircraft, właściciela PZL Mielec.

Obiektywna ocena losów wielomiliardowego kontraktu wykluczona jest z powodu podanego w tytule. Dotyczy to zarówno procedury wyboru Caracala, od stworzenia specyfikacji zamówienia przez MON kierowane przez Tomasza Siemoniaka, jak i wprowadzania tzw. dobrej zmiany przez Antoniego Macierewicza, który swoją negatywną ocenę wybrania francuskiej maszyny upubliczniał na długo przed wyborami. Zantagonizowani ministrowie ostro krytykują poprzednika/następcę, ale zarazem solidarnie ukrywają nie tylko przed mediami, lecz nawet parlamentarzystami szczegóły, w których tkwi diabeł o znaczeniu strategicznym. Zasłanianie się tajemnicą militarną jest niepoważne, albowiem Caracale służą w państwach, w których mogą je rozgryźć do ostatniej śrubki najróżniejsze wywiady.

Trzeba pamiętać o nadrzędnej prawdzie, że sprzęt wojskowy przeznaczony jest dla sił zbrojnych i służy bezpieczeństwu państwa. Dlatego nie jest elementem stymulującym zatrudnienie w przemyśle czy wspierającym politykę społeczną. Z drugiej jednak strony — innowacyjny sektor zbrojeniowy przyspiesza rozwój gospodarczy wszędzie tam, gdzie jest silny. Przykłady to USA, Izrael czy tygrysy azjatyckie, gdzie produkcja wojskowa stała się kluczem do ogólnego bezpieczeństwa ekonomicznego. W realiach gospodarki polskiej zajęcie podobnej pozycji przez zbrojeniówkę to mrzonka, ale próbować można. Pozostaje tylko kwestia kosztów, budżetowych i społecznych.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski