Tzw. dobra zmiana daleka od jedności

Wewnątrz ekipy rządzącej spory kompetencyjne są ostre, chociaż politycznie przytłumione.

Po dwóch latach od wyborów Narodowe Święto Niepodległości zastaje ekipę tzw. dobrej zmiany nie tak zwartą jak podczas obchodów po pierwszym roku rządów. W sondażach akcje partii władzy wciąż szybują wysoko, ale głównym tego powodem jest beznadziejne rozbicie i miałkość opozycji. Wewnątrz ekipy rządzącej spory kompetencyjne są równie ostre, chociaż politycznie przytłumione. Tekst obok opisuje tylko jeden z przykładów. Starcie jeszcze grubsze wywołuje startująca realizacja Centralnego Portu Komunikacyjnego — czy tę gigantyczną inwestycję ma prowadzić nowa spółka celowa, podległa pełnomocnikowi rządu w KPRM, czy jednak istniejące podmioty z portfolio resortu infrastruktury. Lejtmotywem sporów decydentów nie jest jednak troska o efektywność wydawania publicznych pieniędzy, lecz po prostu władza.

Najbardziej upublicznione i żenujące są wojny nie wewnątrz rządu, lecz ministrów z prezydentem. Gdyby na zimno przeanalizować praprzyczynę nagłej wolty Andrzeja Dudy wobec jego macierzystej partii, to było nią ambicjonalne rozpychanie się decyzyjne kilku ministrów. Zbigniew Ziobro podjął próbę wyeliminowania głowy państwa przez obsadzenie wiernymi sobie prokuratorami nowej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Antoni Macierewicz w tym samym stylu — chciałby mianować tzw. inspektorów, którzy zmarginalizowaliby znaczenie powołanych przez prezydenta dowódców rodzajów sił zbrojnych oraz szefa Sztabu Generalnego. Obaj żądni władzy ministrowie nadziali się jednak na prezydencką kontrę, czego efektem w przeddzień święta jest paraliż wprowadzania tzw. dobrej zmiany w sądownictwie oraz zasad ładu korporacyjnego przy obsadzaniu najwyższych stanowisk dowódczych w armii.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski