Ważne nie głosy, lecz ich liczenie

Zniszczony został prosty, czytelny i jednoznaczny warunek ważności krzyżyka stawianego w kratce na karcie do głosowania.

PiS kodeksowo zagwarantowało sobie wpływ na absolutnie wszystkie obwodowe komisje wyborcze.

Wybory samorządowe na horyzoncie, o czym świadczą tegoroczne budżety, w których kumulowane są nośne społecznie inwestycje. Prezydent zaś podpisał przeforsowaną przez PiS nowelizację kodeksu wyborczego, która w znaczącym stopniu samą organizację i procedurę głosowania przekazuje wszechrządzącej partii. Wspomnę tylko o jednym niepozornym przepisie — składzie obwodowych komisji wyborczych. PiS kodeksowo wykluczyło sytuację, że może nie mieć swojego człowieka w którejś z 28 tys. komisji liczących głosy. Dotychczas przy nadmiarze kandydatów wszystkie delegujące ich komitety były w losowaniu równe i zdarzało się, że nie zmieścił się akurat reprezentant PiS. Wtedy jedynym wyjściem było skierowanie do komisji partyjnego męża zaufania. Władcy kraju jednak karygodną niewdzięczność losu wyeliminowali i miejsca dla wielkich partii zagwarantowali, jedynie resztówkę powierzając rozlosowaniu między lokalne komitety.

Wzrusza naiwny idealizm Wojciecha Hermelińskiego, przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej (PKW). Wczoraj wyraził ubolewanie z powodu niezawetowania przez Andrzeja Dudę nowelizacji kodeksu ze względu na naruszenie konstytucyjnej zasady przyzwoitej legislacji. PKW chodzi o zniszczenie obowiązującego przez ponad ćwierć wieku bardzo prostego, czytelnego i jednoznacznego warunku ważności krzyżyka stawianego w kratce na karcie do głosowania. Z naprawdę niepojętych powodów wprowadzono możliwość bezmyślnego mazania na kartach również w… obrębie kratek, co stwarza komisjom ogromną dowolność interpretacyjną i wręcz zachęca do manipulowania wynikami. Ale to posunięcie dość spójne z kodeksowym zagwarantowaniem sobie przez PiS wpływu na pracę absolutnie wszystkich komisji obwodowych.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski