Władza rozmawia ze swojakami

Pięciogodzinne rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego i kilkorga ministrów z Komisją Krajową NSZZ „Solidarność” demonstracyjnie obniżyły instytucjonalne znaczenie Rady Dialogu Społecznego (RDS).

 

 

 

  Po stronie pracobiorców jej udziałowcami są trzy centrale niby równorzędne: „Solidarność”, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ) i Forum Związków Zawodowych (FZZ). Większy tłok panuje po stronie pracodawców, gdzie zasiadały cztery organizacje, a niedawno reprezentatywność uzyskała sądownie piąta. Są to: Pracodawcy RP, Konfederacja Lewiatan, Związek Rzemiosła Polskiego, Business Centre Club oraz beniaminek — Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Utworzeniu RDS, która w 2015 r. zastąpiła martwą Trójstronną Komisję ds. Społeczno-Gospodarczych, towarzyszyły wielkie nadzieje. Niestety, nowy organ szybko stał się dla ekipy tzw. dobrej zmiany wygodnym parawanem dialogu społecznego bez realnego znaczenia decyzyjnego. Kapitalnym przykładem jest zestawienie dwóch świeżych nowelizacji ustawy o RDS. Pierwsza współtworzona była przez organizacje członkowskie, parlament uchwalił ją niemal jednogłośnie, a prezydent podpisał 19 lipca w świetle kamer, z propagandowym zadęciem. Zmiany mają charakter głównie proceduralny. Niemal w tym samym czasie procedowana była zmiana ustawy o związkach zawodowych oraz niektórych innych ustaw. Taki dopisek w tytule nie wróży niczego dobrego, ponieważ w przepisach przemycanych w końcowych artykułach wprowadzane są w owych „niektórych innych” ustawach zmiany zwykle fatalne. Tak się też stało z ustawą o RDS. Boczną ścieżką zmieniono m.in. kryterium reprezentatywności organizacji pracodawców. Teraz będzie wystarczało skupienie firm zatrudniających co najmniej 300 tys. niekoniecznie pracowników, lecz także… zleceniobiorców i wykonawców umów o dzieło. A zatem RDS została ustawowo otwarta dla podmiotów bazujących na śmieciówkach! Tę drugą nowelę Andrzej Duda podpisał 25 lipca już bez żadnych fanfar. Notabene trudno się temu dziwić, ponieważ akurat był to dzień jego referendalnej klęski w Senacie.

Premier Mateusz Morawiecki niedawno kolejny raz skrytykował nieskuteczność reprezentacji polskiego biznesu. Na spotkaniu w Poznaniu wręcz wymienił, w mało korzystnym kontekście środowiskowego rozbicia, organizacje wchodzące w skład RDS. Przywołał miraż stworzenia w Polsce silnego samorządu gospodarczego — zastrzegając jednocześnie, że nie ma takich planów ustawowych, konsolidacja powinna postępować naturalnie. Na co nie ma żadnych szans, od zmiany ustroju liczba organizacji tylko się zwiększa, a po złagodzeniu kryteriów RDS rzeczywiście można sobie w niej wyobrazić… siedem czy osiem. Co władców kraju tylko utwierdzi w przekonaniu, że jeśli w ogóle warto prowadzić z kimkolwiek dialog społeczny, to zgodnie z regułą zapisaną w tytule.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski