Wojna cywilów rozkłada wojsko

Prezydent nie godzi się, aby jego urząd został wyzerowany przez ministra w konkluzjach tzw. strategicznego przeglądu obronnego.

fot. Michał Dyjuk/Forum

Na całym świecie celem organizowania defilad wojskowych jest chwalba władców, a przy okazji — także pokrzepianie serc narodu. Bo dla wzrostu siły bojowej nie ma przecież znaczenia bardziej czy mniej równe przetoczenie się kompanii czołgów przed trybuną. Ze względu na wartość dodaną defilady naturalnie jednoczą społeczeństwa. Ale tegoroczne obchody Święta Wojska Polskiego przebiegły w atmosferze ostrego konfliktu między dwoma cywilnymi zwierzchnikami armii — najwyższym, lecz pośrednim Andrzejem Dudą a bezpośrednim Antonim Macierewiczem. Jego szczytem było kolejne zaskakujące weto — bo właśnie tak wypada nazwać hurtowe zatrzymanie przez prezydenta nominacji generalskich. Świętujące wojsko jest zdezorientowane, ponieważ walka dwóch cywilnych dowódców rozbija system wartości oparty na rozkazach.

Ze względu na porządek konstytucyjny, w samo święto wizerunkowo na wierzchu był oczywiście prezydent. Paranoja sytuacji polega na tym, że obu skonfliktowanym politykom chodzi niby o to samo — jak najsprawniejsze kierowanie siłami zbrojnymi, które pochłaniają już 2 proc. PKB, a mają nas kosztować jeszcze więcej. Minister jest tylko obsadzonym czasowo urzędnikiem, ale Antoni Macierewicz pozycjonuje się na ponadczasowego wodza. Prezes Jarosław Kaczyński dał mu wolną rękę, nadzór premier Beaty Szydło — rzeczywisty, a nie protokolarny — to iluzja, dlatego jedyną instancją, która nie zgadza się na decyzyjne sprywatyzowanie armii, jest jej nominalny zwierzchnik. Andrzej Duda w szczególności nie godzi się, aby jego urząd został wyzerowany przez ministra w konkluzjach tzw. strategicznego przeglądu obronnego. Najbardziej zdumiewa okoliczność, że zacietrzewienie wewnątrz zwartej dotychczas ekipy władców nie przygasło nawet przy tak podniosłej okazji, jak 97. rocznica Bitwy Warszawskiej.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski