Wyborczy strach ma podwyżki oczy

Dosłownie od pierwszych godzin 2019 r. gdy tylko otworzy się lodówkę, pardon, telewizor — pachnie tegorocznymi wyborami. 

Kto podsunął premierowi Mateuszowi Morawieckiemu fałszywkę, że w latach 2008-12 cena prądu wzrosła aż o 50 proc.?Autor: Fot. Adam Chełstowski

Sztucznie zbijająca podwyżki cen energii elektrycznej, przepędzona biegiem 28 grudnia przez parlament przedwyborcza ustawa została ogłoszona w sylwestrowy wieczór o godz. 18.15 i razem z fajerwerkami o północy zaczęła obowiązywać. Polityczny zgiełk wokół cen prądu stał się dla wielu płatników naturalną zachętą do szczegółowego wejrzenia w faktury. Mam zwyczaj chomikowania wszelkich takich dokumentów, dlatego odkurzyłem archiwum z minionej dekady. Zainspirowała mnie zdumiewająca teza Mateusza Morawieckiego z sejmowej debaty. W ramach potępiania epoki rządów PO-PSL premier tym razem wyliczył, że ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych wzrosły w latach 2008-12 aż o 50 proc. Zdając sobie sprawę z wrażenia, jakie robi taka liczba, zalecił: „bardzo łatwo można sobie to sprawdzić”.

Od kilku dni trwa licytowanie się danymi GUS, Eurostatu, metodologiami pomiaru cen etc. Zgodnie z zasadą punktu politycznego siedzenia, potwierdzają one tezę premiera lub zarzucają mu kłamstwo. Najbardziej wiarygodne są jednak konkretne faktury, które w moim wypadku wystawia Polska Grupa Energetyczna, obecnie spółka PGE Obrót. Płacę według taryfy G12, ponieważ ze względu na dobową strukturę zużycia prądu opłaci mi się podział na droższą od średniej stawkę dzienną oraz tańszą nocną.

Realizując zalecenie szefa rządu, dokonałem szczegółowych obliczeń porównawczych do czwartego miejsca po przecinku. W bazowym 2008 r. płacilem za 1 kWh w taryfie dziennej 0,4329 zł netto (0,5281 zł brutto z 22 proc. VAT), zaś w nocnej odpowiednio 0,2552 zł (0,3113 zł). Podczas pierwszej kadencji rządów PO-PSL cena systematycznie rosła, w tym również na początku wyborczego roku 2011. Notabene wtedy od 1 stycznia również podniesiona została stawka VAT — z 22 na 23 proc. Mimo to w wyborach 9 października 2011 r. premier Donald Tusk jako pierwszy w III RP utrzymał stanowisko. Wkrótce po wyborach, 3 stycznia 2012 r. nastąpiła kolejna podwyżka ceny prądu i wtedy osiagnęła ona absolutny szczyt w całej minionej dekadzie. Płaciłem PGE za 1 kWh w taryfie dziennej 0,5738 zl (0,7058 zł), zaś w nocnej 0,3210 zł (0,3948 zł). Porównanie tych liczb z bazowym rokiem 2008 daje wynik zdecydowanie niższy od propagandowej tezy Mateusza Morawieckiego. Cena z VAT dla gospodarstwa domowego (akurat mojego) wzrosła w taryfie dziennej o 33,6 proc., natomiast w nocnej tylko o 26,8 proc.

Od owego szczytowego 2012 r. nastąpiło zjawisko zdumiewające. Otóż cena energii elektrycznej dostarczanej przez PGE zaczęła… lekko spadać. Trwało tak do końca epoki PO-PSL i praktycznie utrzymuje się za rządów PiS, chociaż w 2018 r. cena śladowo drgnęła w górę. Według stanu na 1 stycznia 2019 r. moje opłaty za 1 kWh wynoszą — w taryfie dziennej 0,5622 zł (0,6915 zł), a nocnej 0,2935 zł (0,3610 zł). Jeszcze raz odnosząc te liczby do bazowego roku 2008 z przemówienia premiera — ceny sa wyższe odpowiednio o 30,9 proc. oraz zaledwie o 16 proc. Widać tu zjawisko wyraźnego preferowania cenowego przez PGE taryfy nocnej. Wniosek generalny z moich żmudnych, szczegółowych wyliczeń jest właściwie pytaniem retorycznym — z którego sufitu Mateusz Morawiecki wziął te swoje 50 proc.? © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski