Zdecydowany ruch kadrowy czy może tylko próbny balon…

Wpis Beaty Szydło może być zarówno gorzkim pożegnaniem, jak i próbą ucieczki do przodu.

Rodzinna atmosfera triumfu i jedności sprzed dwóch lat już dawno wyparowała. Fot.FORUM

Poufna narada aktywu Prawa i Sprawiedliwości, po której rozeszły się wieści, że zapowiadana od dawna restrukturyzacja rządu obejmie również fotel prezesa Rady Ministrów — wcale taką decyzją nie musi zaowocować. Najbardziej zainteresowanej Beacie Szydło puściły nerwy, albowiem odreagowała wpisem: „Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska. Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna. Wyrosła na fundamencie chrześcijańskim, tolerancyjna i otwarta. Nowoczesna i ambitna. To mój kraj. Przykład dla Europy i świata. Tacy jesteśmy Polacy”. Może to być zarówno gorzkie pożegnanie, jak też próba ucieczki do przodu. Dopóki prezes PiS nie wyda rozkazu — w grze pozostają trzy warianty: a) premier Beata Szydło zostaje; b) rząd formalnie przejmuje Jarosław Kaczyński; c) na szefa rządu awansowany zostaje Mateusz Morawiecki. Od narady mocno wzrosły akcje wariantu c), czemu poświęcony jest tekst obok.

Prezes przedstawił partyjnemu aktywowi dwa najmocniejsze argumenty za Mateuszem Morawieckim. Przede wszystkim — gospodarka. Wicepremier teoretycznie skupia w ręku pełnię władzy w tym obszarze, łacząc personalnie Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Finansów. Konstytucyjnie różnica decyzyjna między premierem a wice- jest jednak gigantyczna. Nie jest tajemnicą, że np. organ tak ważny w łańcuchu decyzyjnym jak Stały Komitet Rady Ministrów, kierowany przez bliskiego szefowej rządu Henryka Kowalczyka, absolutnie nie gra w drużynie Mateusza Morawieckiego. Awans byłby objęciem pierwszy raz w dziejach III RP steru rządu przez wieloletniego prezesa dużej spółki giełdowej. W 1991 r. Jan Krzysztof Bielecki także był praktykiem biznesowym, ale na poziomie własnej firmy doradczej. W 2004 r. Marek Belka miał zaliczony dwukrotny staż wicepremiera i ministra finansów, czyli decydenta politycznego. Pozostali premierzy obejmowali stanowisko z rozdania partyjnego, czasami będąc wcześniej ministrami spoza pionu gospodarczego.

Drugi argument to pozycja Polski w Unii Europejskiej i generalnie na świecie. Wkrótce czeka nas w Brukseli twarda rozgrywka o siedmiolatkę finansową 2021–27, w której grożą redukcje polityki spójnościowej i nawet rolnej. Na użytek propagandowy prezes witał Beatę Szydło niczym bohaterkę po klęsce 1:27 w sprawie reelekcji Donalda Tuska, ale z jej realnej pozycji na forum Rady Europejskiej (RE) zdaje sobie sprawę. Mechanizmu unijnych gierek absolutnie nie czuje, jako szef rządu w okresie 2006–07 nigdy na szczycie RE nie był i obecnie jako premier także by nie chciał. Wyjściem byłoby zlecenie tego zadania Andrzejowi Dudzie, ale po wetach prezydenta prezes już swojemu wybrańcowi nie ufa. Po awansowaniu Mateusza Morawieckiego dla świata polskim numerem jeden stałby się zdecydowanie prezes Rady Ministrów, prezydent RP natomiast zachowałby funkcję dekoracyjną i raz na dwa lata jeździłby na szczyty NATO. Który wariant premierowski w głowie prezesa ostatecznie wygra — na razie można tylko obstawiać…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski