Czy to początek końca rozwoju?

Czy to początek końca rozwoju? Jako prezydent miasta, będącego symbolem „Polski w ruinie”, z niepokojem spoglądam w przyszłość.

Czy polityka musi mieszać się do gospodarki? Za nami 25 trudnych lat. Bywało różnie. Koszty transformacji ustrojowej ponieśliśmy ogromne, największe ze wszystkich krajów bloku wschodniego, przyjętych do elitarnego grona Unii Europejskiej. Po 2004 roku polska gospodarka zaczęła się rozwijać w niespotykanym dotąd tempie. Nawet światowy kryzys 2008 roku przeszliśmy w miarę łagodnie. Bezrobocie osiągnęło rekordowo niski poziom. Zaczęły się „problemy”, o jakich Polacy niegdyś marzyli. Rynek pracodawcy zmienił się w rynek pracownika i zaczęło brakować rąk do pracy. Pracodawcy rozpoczęli konkurencję o dobrego pracownika. O to i ja walczyłem wiele lat.

Zeszły rok był dla mnie jako samorządowca był bardzo dobry. W stosunkowo niedużym mieście, proces inwestycyjny rozpoczęło pięć nowych fabryk (Lantmannen – z Danii, Electropoli – Francji, Model – Szwajcarii, Bader – Niemiec, Karton Pak – Polski), które dadzą docelowo około 700 nowych miejsc pracy. Większość fabryk na Nowosolskiej Strefie Przemysłowej zwiększyła zatrudnienie i rozbudowała nawet o 100% (Nord, Gedia, Voit, Jost…). Ruszyła na strefie północnej nowa fabryka Ovopolu. Wartość inwestycji tylko w ubiegłym roku, to kilkaset milionów złotych. Zainteresowanie inwestowaniem u nas, w tym już nowym 2016 roku, wykazało kilka kolejnych koncernów.

Jednak na razie telefony milczą. Czy ożyją? Mam nadzieję, choć słuchając wojennej retoryki polityków, szczególnie tych agresywnych, podsycających napięcie pomiędzy Polska, a Niemcami, można mieć obawy. Kiedy słyszę czołowych polityków naszej partii rządzącej, którzy w pyskówce słownej, w mediach publicznych, nawołują do bojkotu niemieckich towarów i golonki po bawarsku, przywołując hitlerowską przeszłość naszego zachodniego sąsiada i wypominając polską krew na rękach Niemców, dostaję gęsiej skórki. Nikt nie zapomina i nie ukrywa tej naszej wspólnej trudnej historii, ale dzisiaj żyjemy w innej Europie. Musimy rozwiązywać problemy, żyjąc tu i teraz razem, a nie szukać wśród sąsiadów wrogów. Część naszego społeczeństwa ma krótką pamięć, albo nie chce pamiętać, jak nam się żyło za żelazną kurtyną.

Niemcy to nasz największy partner gospodarczy. Nie wolno nam, w imię jakichś interesów politycznych, iść na wojnę z naszym najbliższym sąsiadem. Wystarczy, że jeden z największych na świecie rynków, historycznie z Polską związany, czyli rynek rosyjski, został już dla nas zamknięty i nic nie zapowiada, żeby się miało to zmienić.

Moje miasto te ideologiczne rozgrywki bardzo, ale to bardzo boleśnie odczuło na własnej skórze. W roku 2002, kiedy obejmowałem funkcję prezydenta miasta, bezrobocie sięgało 42%. Był dramat. Matki nie miały czym nakarmić swoich dzieci. W jednym niegdyś z najbardziej rozwiniętych przemysłowo miast w Polsce, proporcjonalnie do wielkości, upadły dwa gigantyczne zakłady: Nowosolska Fabryka Nici Odra – największy w Europie producent nici, zatrudniający w szczycie blisko 5000 osób, głównie kobiet, i Dolnośląskie Zakłady Metalurgiczne „Dozamet”, zatrudniające w szczycie blisko 5000 osób, głównie mężczyzn. Oba zakłady, a głównie Dozamet, upadły przez zamknięcie runku wschodniego, na który w głównej mierze eksportowały swoje wyroby. Te zakłady już nigdy się nie podniosły. Polska prowadząc wrogą politykę wobec Rosji, zamknęła dla naszych producentów ten rynek na dziesięciolecia. Zachód na Rosję się nie obraził i szybko wypełnił lukę po polskich towarach. Czy teraz mamy z powodów ideologicznych zamknąć się i na Niemcy? mamy się obrazić się na niemieckie fabryki, na niemieckie technologie, na niemiecki rynek? Przecież Niemcy w Europie i na świecie wytyczają kierunki i trendy. Dzięki niemieckiej gospodarce Polska do tej pory rosła w siłę. Czy mamy i za zachodnią granicą szukać sobie wrogów? Rozumiem potrzebę obrony politycznych interesów Polski, ale trzeba tu stosować język dyplomacji, nawet wtedy, kiedy z tej drugiej strony czasem on wykracza poza przyjęte normy.

W tym roku niemieckie firmy chcą zainwestować w moim mieście kolejne kilkaset milionów złotych, wprowadzając na nasz rynek najnowsze światowe technologie i dając pracę kolejnym setkom osób z regionu. Czy to rosnące napięcie pomiędzy politykami obu krajów przełoży się na nowosolską gospodarkę? Czy ten naprawdę dynamiczny rozwój ostatnich lat zostanie zahamowany?

Mam nadzieję, że jednak gospodarka będzie odporna na wybryki polityczne z jednej i z drugiej strony. Politycy niech się kłócą, byleby gospodarkę pozostawili w spokoju. A my na poziomie samorządu sami znajdziemy najlepsze rozwiązania dla nas, bez ingerencji politycznych bulterierów, którzy uważają, że wiedzą lepiej od nas, co dla nas jest dobre.

 

Wadim Tyszkiewicz
Wadim Tyszkiewicz