A czy Ty… umiesz już sygnalizować?

W ferworze walki z Mifid’em II. W ferworze walki z RODO. W ferworze walki z PSD2. W ferworze walki z IDD’em. W ferworze walki z kryptowalutami, niektórymi Fin-Techami, o Brexit i przeciw niemu, z innymi nie mniej ważnymi rzeczami i sprawami… zapomniano o niewielkim w sumie rozporządzeniu ministra finansów i rozwoju, przez niektórych pieszczotliwie nazywanym „o sygnalizowaniu”. Jest ono implementacją dyrektywy 2015/2392 z dnia 17 grudnia 2015 r w sprawie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej nr 596/2014 w odniesieniu do zgłaszania właściwym organom rzeczywistych lub potencjalnych naruszeń tego rozporządzenia. Powiedzmy, że dyrektywa ta jest pewnym krótkim kursem sprytu w duchu Pawlika Morozowa. Ale, do rzeczy i konkretnie.

Fot. Fotolia

 

Tak właściwie, to po co się „sygnalizuje”? Wyjaśnia to Kancelaria Lex & Finance, pisząc („Whistleblower. Po co pracodawcy sygnalista?„) że „… właściwie każda firma już teraz powinna poważnie przemyśleć, w jaki sposób zamierza radzić sobie w sytuacjach, w których pracownicy zgłaszają problemy etyczne lub prawne i chcieliby wpłynąć na ich wyeliminowanie. Oczywiście nie trzeba czekać z tym na nowe ustawy – tak naprawdę walka z nieetycznymi procederami i ochrona uczciwych pracowników zawsze była, jest i będzie w interesie przedsiębiorstw. Dzięki temu mogą one szybciej dostrzec problemy, zareagować na nie i wyeliminować, zanim przyniosą firmie duże straty, doprowadzą do procesów sądowych lub kryzysu wizerunkowego.” My może dodamy, kryzysu reputacyjnego.

 

Komu i jak się sygnalizuje?

By „sygnalizowanie” było efektywne – i nie chodzi tu, by było efektowne – musi mieć konkretnego adresata. W tym przypadku jest nim Komisja Nadzoru Finansowego. Jak można sygnalizować? Można to robić elektronicznie (ale tylko pod wskazany adres poczty elektronicznej), na piśmie (ale tylko pod wskazany adres do korespondencji), przez telefon (ale tylko pod wskazany numer), z tym że można wtedy zostawić po sobie takie nagranie. Można wreszcie się spytać, gdzie się adresat sygnalizowania znajduje i tam pójść i sobie zasygnalizować. Rzecz jasna nie sygnalizuje się do byle czego, lecz do środków komunikacji niezależnych od innych wykorzystywanych przez adresata sygnalizowania w ramach jego zwykłej działalności. Te środki mają zapewniać kompletność, integralność, bezpieczeństwo i poufność sygnalizowania, w tym zabezpieczenie tego przed dostępem bez upoważnienia. Środki te mają również umożliwiać przechowywanie tego sygnalizowania. Jak się zasygnalizowało telefonicznie lub osobiście na miejscu, to takie nagranie musi mieć formę trwałą i możliwą do wyszukania lub przez sporządzenie protokołu z tego sygnalizowania przez osobę uprawnioną odbioru sygnalizowania. Jeśli się nie sygnalizuje odbierającemu anonimowo, to można później się zapoznać się z protokołem z sygnalizowania, zgłosić do protokołu poprawki (czyli „dosygnalizować” to i owo) oraz jego zatwierdzić podpisując ten protokół. Oczywiście, jeśli się sygnalizuje nie anonimowo, to odbierający sygnalizowanie niezwłocznie potwierdza otrzymanie tego sygnalizowania przez przesłanie pisemnego potwierdzenia na adres korespondencyjny lub adres poczty elektronicznej wskazany przez sygnalistę. Można, rzecz jasna, nie życzyć sobie otrzymania takiego potwierdzenia.

Czy można sobie ot tak pójść na Plac Powstańców Warszawy 1 i posygnalizować tam byle komu? Nie. Sygnalizować można jedynie temu, kto został tam wyznaczony do odbioru tego sygnalizowania i do tej funkcji skrupulatnie przeszkolony w zakresie, tzw. zarządzania rozmową. Jak się już trafi na właściwego odbiorcę takiego sygnalizowania, to on lub ona musi przekazać sygnaliście informacje dotyczące procedur sygnalizowania; przyjąć i zweryfikować takie sygnalizowanie i podjąć w związku z tym działania następcze; utrzymać kontakt z sygnalistą; i na jego/jej żądanie udzielić kompleksowych informacji w zakresie trybu i zasad dochodzenia roszczeń z tytułu niezgodnego z prawem rozwiązania umowy o pracę lub ochrony przed niesprawiedliwym traktowaniem, w tym procedur dochodzenia odszkodowania pieniężnego w związku z sygnalizowaniem, oraz o możliwości uzyskania przez sygnalistę zaświadczenia potwierdzającego fakt sygnalizowania. Tak, tak, można sobie taką pamiątkę z sygnalizowania również zażyczyć.

 

Co po „występie”?

Dobrze, posygnalizowało się i co dalej? Otóż, adresat sygnalizowania ma wszystkie ślady tego gromadzić w sposób zapewniający poufność danych osobowych sygnalisty. Dostęp do tych śladów mają u odbiorcy tego sygnalizowania wyłącznie szefowie KNF’u i jego pracownicy, którym taki dostęp jest niezbędny do wypełniania przez nich obowiązków zawodowych. Adresat sygnalizowania może zwrócić się do sygnalisty o wyjaśnienia w zakresie sygnalizowania lub o dodatkowe dosygnalizowanie, jeśli jest to niezbędne. Oczywiście, by sygnalizowanie miało sens, to sygnalista otrzymuje informację zwrotną o efektach tego sygnalizowania i to nie później niż 14 dni od występu. No a czy adresat tego sygnalizowania może się podzielić z innymi z urzędu uprawnionymi znajomymi taką, dajmy na to, empe trójką, na której są takie sygnały? Może. Musi tylko to czynić tak, żeby jego znajomi nie dowiedzieli się kim jest wirtuoz sygnalizowania na nagraniu. Samo też podzielenie się takim nagraniem musi być skryte.

Sygnaliści nie mają się co lękać, bowiem adresat sygnalizowania dokonuje przeglądu procedur przyjętych na potrzeby przekazywania takiego sygnalizowania oraz działań, jakie mogą być podejmowane po przyjęciu sygnalizowania, nie rzadziej niż raz na 2 lata, w celu ich dostosowania do doświadczeń nadzorczych, rozwoju technologicznego i sytuacji rynkowej. Innymi słowy, sygnalizowanie musi mieć wysoką obsługę technologiczną. Takie trochę „Whist-Tech”. Właściwie, można powiedzieć, że daje to powody do stworzenia jakiejś specjalnej apki na smartfony w tych celach służącej, zaś rodzący się u słuchającego sygnalizowanie Departament FinTech mógłby w tym pomóc. Adresat sygnalizowania musi też brać pod uwagę, że jeśli jakiś segment rynku z niego wypadł albo się przekształcił, to nawet gdy sygnalista w nim kiedyś pracował, to on również zostanie przez tego adresata zaopiekowany. Oczywiście odbiorca tego sygnalizowania przyjmuje procedury w zakresie wymiany informacji z odpowiednimi organami zaangażowanymi w ochronę osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, w związku z otrzymanym sygnalizowaniem. Nie ma się więc co martwić o swoje miejsce pracy, gdy się poszło do urzędu posygnalizować na pracodawcę lub kolegów z pracy, oni się o sygnalizowaniu nie dowiedzą.

 

A jak się jest gapą i się nie wie jak, a ma się chęć do sygnalizowania?

Przede wszystkim nie ma się co martwić, że się nie wie jak sygnalizować. Państwo, a w zasadzie Unia Europejska, i o to zadbało i nakazało, by nie pozostawić błądzącego sygnalisty samemu sobie. Otóż odbiorca sygnalizowania udostępnia na swojej stronie internetowej w oddzielnej, łatwo dostępnej zakładce informacje dotyczące odbioru sygnalizowania oraz działań, jakie mogą być podejmowane przez niego po przyjęciu tego sygnalizowania. Te informacje instruują sygnalistę o sposobie odbierania sygnalizowania, ze wskazaniem, że sygnalizować można również anonimowo. Wskazują również numer telefonu, pod którym można sygnalizować oraz informacje, czy sygnalizowanie jest nagrywane, a także godziny, w których takie sygnalizowanie jest odbierane. Dla sygnalizujących korespondencyjnie lub elektronicznie jest adres do korespondencji i adres poczty elektronicznej wraz z informacją, że zapewniają one bezpieczeństwo i poufność obsługi sygnalizowania. W instrukcji jest też podany adres, pod którym sygnalizowanie jest odbierane osobiście oraz godziny, w których można tam się umówić na posygnalizowanie. Jest też powiedziane, co się dzieje gdy się już posygnalizowało. Może się również zdarzyć, że wirtuoz nie będzie jednak anonimowy, ale i w tym przypadku można dowiedzieć się o zasadach zachowania poufności sygnalizowania, ze wskazaniem przypadków, w których dane sygnalisty mogą zostać ujawnione. Znajdują się też zasady ochrony sygnalisty zatrudnionego/-ej na podstawie umowy o pracę. No i żeby sygnalista mógł/mogła spać spokojnie to w instrukcji jest również oświadczenie, że za sygnalizowanie nie zostanie się pociągniętym do jakiejkolwiek odpowiedzialności w związku z występem, jeśli miałby on być zakazany na podstawie przepisów o tajemnicy zawodowej. Czyli, „Posygnalizowałeś na kolegów z sąsiedniego biurka, i ujawniłeś przy okazji jakieś tajemnice zawodowe, to się nie martw. Oni ci nagwiżdżą.”

Czasami niestety może być tak, że się na kolegów z sąsiedniego biurka posygnalizowało lecz adresat tego musi takiego wirtuoza ujawnić. Co wówczas? Otóż, odbiorca sygnalizowania musi w instrukcji skierowanej do sygnalisty wskazać przypadki, w których zagwarantowanie sygnaliście poufności danych może nie być możliwe, w tym o przypadkach, w których ujawnienie danych jest koniecznym i proporcjonalnym obowiązkiem wymaganym przepisami prawa w związku z wszczynanym lub toczącym się postępowaniem administracyjnym, przygotowawczym lub sądowym, bądź w celu zabezpieczenia wolności innych osób, włącznie z prawem do obrony przysługującym osobie, której dotyczy sygnalizowanie. Czytać to należy w ten sposób, „Przyszedłeś do nas zasygnalizować na kolegę z sąsiedniego biurka, że on się bierze za doradztwo finansowe w zakresie kredytów hipotecznych, choć mu tego nie wolno. Niestety, ale wskutek dochodzenia, które wywołało twoje u nas sygnalizowanie ustaliliśmy, że to nie był pierwszy jego przypadek. W związku z tym wszczęliśmy odpowiednie procedury administracyjne i karne, żeby tego kolegę ukarać. Musimy ciebie poinformować, że w przypadku gdy sprawa tego kolegi trafi do sądu, to tam będziemy musieli ujawnić twoją tożsamość i tam nie będziesz mógł być anonimowy. Oczywiście, pan lub pani prokurator może w takiej sytuacji poprosić sąd o wyłączenie jawności posiedzenia sądu.”

 

No to, jak z tą umiejętnością sygnalizowania?

Ostatnie komunikaty organu nadzoru nad rynkiem finansowym jak i przede wszystkim ochrony konkurencji i konsumentów o przedsiębraniu takich lub innych kroków przeciwko nieetycznie (bądź może nawet i przestępczo) postępującym instytucjom finansowym, jak również i ciągle zapadające wyroki sądowe, dają asumpt do przypuszczeń, że z instytucji sygnalisty będzie się coraz częściej korzystało. W sprawach będących domeną fiskusa jest już promesa specjalnego traktowania podatkowego sygnalisty, np. poprzez zmniejszanie z urzędu podatku dochodowego takiej osoby. Być może podobne zachęty pojawią się ze strony organu nadzoru nad rynkiem finansowym, choć brytyjskie studium tego zagadnienia wskazywało, że dla sygnalisty istotniejszą niż korzyść materialna lub finansowa z sygnalizowania jest lepsza ochrona przed odwetem ze strony środowiska, przeciwko któremu sygnalizuje.

W związku z powyższym trzeba się zastanowić, jak to jest z umiejętnością sygnalizowania wśród kadr instytucji finansowych. To chyba nigdy nie zostało przebadane, zaś jeśli takie przypadki mają miejsce to są one chronione ustawą o ochronie informacji niejawnych. Zatem nie znamy skali zjawiska, jego rozpiętości czy też głębokości. Możemy jednak zaryzykować tezę, że w miarę jak nasilać się będą skargi ze strony konsumentów produktów lub usług finansowych, to organa nadzoru jak i ochrony konsumenckiej będą poszukiwały źródeł dotarcia do informacji dowodowych wyjaśniających i potwierdzających takie skargi. A przede wszystkim będą poszukiwane informacje wskazujące na podstawy naruszeń prawa. Jest oczywiste, że jest mowa tutaj o perspektywie ex ante, jednak perspektywa ex post również zacznie nabierać coraz większego znaczenia. Organa nadzoru jak i ochrony konsumenckiej w równym stopniu będą chciały wiedzieć o tym jak do nieprawidłowości doszło, jak i o tym czy coś wskazuje, że do nich dojdzie w przyszłości.

Stąd też należy się spodziewać nasilenia działań mających na celu wykształcenie wśród kadr instytucji finansowych owych specyficznych kompetencji miękkich związanych z sygnalizowaniem. Czy są już organizowane na to jakieś szkolenia? Niewykluczone również, że tu i ówdzie nastąpi rekrutacja sygnalistów, aczkolwiek oba wymienione organa nie mają jeszcze do tego ustawowych uprawnień. Tu oczywiście pojawia się tylko pytanie, czy one będą musiały specjalnie być w takie uprawnienia wyposażone. Wszak, tajemnicą psychologii społecznej jest to, że w te kompetencje miękkie pokoleniowo wyposażone są ogromne rzesze społeczeństwa, zaś niekiedy okoliczności ekonomiczne i finansowe potrafią być bodźcem kreującym wirtuozów sygnalizowania. Wszelako MIFID II na rynek kapitałowy wprowadza już sygnalizowanie „z urzędu”. Z czasem pewnie inne dyrektywy też zostaną pod tym kątem znowelizowane. Kurczenie się z kolei sieci oddziałów niektórych instytucji finansowych, odpływ klientów na fintechowe platformy finansowe, rosnące oprocentowanie kredytów, nasilanie się działań wykrywczych organu nadzoru, wzrost liczby skarg klientów, rozwój prekariatu wśród kadr finansowych… Te i inne okoliczności sprzyjać mogą coraz szerszemu upowszechnianiu się sygnalizowania. Bo przecież, jak ujmuje to literatura przedmiotu – „Aby stać się sygnalistą, potrzebna jest pewna doza niezależności i nonkonformizmu, które pozwolą podjąć ryzyko związane z zakwestionowaniem panującego w organizacji porządku.” (A. Kobylińska, „Posłańcy złej nowiny. Rola i instytucja sygnalistów w Polsce i na świecie„, Przegląd Antykorupcyjny, Czasopismo Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Nr 2, Warszawa, 2016)

Marcin Daniecki
Marcin Daniecki