HGW czyli Handel Gruntami Warszawy

Temat dzikiej reprywatyzacji w Warszawie nie jest niczym nowym. Od połowy lat 90. w stolicy obserwowane były działania urzędników, prawników i handlarzy roszczeniami, które budziły co najmniej wątpliwości. Dlaczego jednak sprawa wybuchła z taką siłą w ostatnich miesiącach?

Warszawa to tylko jeden przykład soli w oku PiS

 
Odpowiedź na to pytanie daje pięknie sformułowany artykuł 97 Ustawy o samorządzie gminnym z 8 marca 1990 r.:
„W razie nierokującego nadziei na szybką poprawę i przedłużającego się braku skuteczności w wykonywaniu zadań publicznych przez organy gminy, Prezes Rady Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw administracji publicznej, może zawiesić organy gminy i ustanowić zarząd komisaryczny na okres do dwóch lat, nie dłużej jednak niż do wyboru rady oraz wójta na kolejną kadencję.”
W kolejnym punkcie tego artykułu czytamy, że ustanowienie zarządu komisarycznego może być poprzedzone postawieniem zarzutów organom gminy. To znaczy, że może, ale nie musi. Decyzja należy do premiera.

O nieprawidłowościach w działaniach Biura Gospodarowania Nieruchomościami wiadomo było od dawna. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze od początku swego istnienia zgłaszało do budżetu partycypacyjnego Warszawy projekt przeprowadzenia w BGN audytu przez jedną z wielkich firm konsultingowych. Stowarzyszenia broniące lokatorów już kilka lat temu wskazywały podejrzewane nieprawidłowości. Bez skutku.

Dzisiaj wiemy, że zarzuty stawiane urzędnikom nie były bezpodstawne. Przyznała to również Hanna Gronkiewicz-Waltz deklarując w piątek dyscyplinarne zwolnienia i likwidację Biura. Jednak dyrektor tej jednostki uprzedził dyscyplinarkę i sam złożył wypowiedzenie jednocześnie deklarując pozew wobec pani prezydent o naruszenie jego dóbr osobistych. Jak twierdzi, o działalności BGN prezydent miasta była informowana na bieżąco. Dziś stwierdził nawet: „Chcę, żeby prezydent odszczekała te nieprawdziwe rzeczy”.

Komisarz w Warszawie na dwa ostatnie lata tej kadencji nie byłby dobrą informacją dla miasta. Możemy się spodziewać, że takie „tymczasowe” zarządzanie stolicą połączone byłoby z maksymalną wymianą kadr oraz festiwalem rozliczeń. I na pewno z dziesięcioletniego dorobku obecnej pani prezydent udałoby się wyszperać mniej lub bardziej świadome nieprawidłowości popełnione przez nią bądź podległych jej urzędników. Jednocześnie można sobie wyobrazić te dwa lata jako niemiłosiernie przedłużoną kampanię wyborczą wskazanego przez PiS komisarza. Nie jest to na rękę Platformie, Nowoczesnej, ruchom miejskim ani też mieszkańcom miasta.

Jak stolica może uniknąć zarządu komisarycznego? Jeżeli prezydent poda się do dymisji albo zostanie złożona z urzędu przed listopadem. Wtedy trzeba rozpisać nowe wybory, a administrację samorządową przejmuje nowa, bądź w znacznej mierze nowa ekipa, obdarzona świeżym mandatem społecznym. Na to jednak nie chce zgodzić się Hanna Gronkiewicz-Waltz twierdząc, że nie ma sobie nic do zarzucenia. W ciągu dekady stworzyła sobie zaplecze, któremu wiele można zarzucić, ale nie lojalności. Ta jednak trwa, dopóki szefowa jest u władzy. Platforma Obywatelska raczej nie wystawi żadnego z jej protegowanych czego ona ma świadomość. I w ten sposób system zaczyna trzeszczeć w szwach, czego symptomem jest zachowanie byłego dyrektora BGN.

Wodzowie przed bitwą dokonują przeglądu wojsk. Patrząc na głównych graczy warszawskiego podwórka politycznego łatwo się zorientować, że niemal wszyscy oczekują jak najszybszej dymisji pani prezydent. Jednym jej sojusznikiem jest, paradoksalnie, Prawo i Sprawiedliwość. Ale tylko do listopada.

Marcin Dobrowolski
Marcin Dobrowolski