Podatek od linkowania zagrożeniem dla rynku informacji w sieci

W imię obrony prawa własności intelektualnej i budowy Jednolitego Rynku Cyfrowego, Komisja Europejska wprowadza podatek, który podporządkuje rynek informacji wirtualnych największym wydawcom. To cios w konkurencyjność małych podmiotów, możliwość eksperckiego rozwoju start-upów, zasadę równości i wolności w dostępie do informacji konsumentów oraz pozycję na rynku samych lobbujących, którzy zdają się tego nie widzieć.

Udostępniłeś więc płać

Narzędzie, które dobrała Komisja Europejska do ochrony praw autorskich ma po raz kolejny charakter represywny. Daje ono prawo wydawcom do ściągania opłat od każdego użytkownika sieci, który udostępni link do utworu, czyli treści chronionej prawem autorskim. W praktyce oznacza to, że każda osoba zamieszczająca w sieci link do tekstu, komentarza, nagrania, rysunku, które nie są jej autorstwa, a jedynie podlinkowywane z innych stron i portali, może zostać zmuszona do uiszczenia stosownej zapłaty.

Zwolennicy rozwiązania argumentację opierają na wyeliminowaniu nieuczciwej konkurencji i budowaniu potęg sektorowych opierających się nie na kreacji, a przekazywaniu informacji. Prawo to ma szczególnie ograniczyć pełną swobodę platform informacyjnych do pomijania w udziale w zyskach  portali branżowych i zawodowych dziennikarzy, będących de facto właścicielami przekazywanych treści. W argumentacji zupełnie pominięto obserwacje, że to dzięki platformom informacyjnym, dostępnym jako widgety telefonów, tabletów, laptopów, wykreowano nowego konsumenta informacji sieciowych. Tym samym walka największych korporacji medialnych o wprowadzenie podatku od linkowania pokazuje ich całkowite niezrozumienie mechanizmu marketingu internetowego i potrzeb współczesnego konsumenta. Współtworzenie informacji przez przeciętnego użytkownika Internetu, czego byliśmy świadkami w ostatniej dekadzie, jest klasycznym przykładem marketingu sieciowego. Wygląda jednak na to, że najwięksi wydawcy cenią sobie bardziej bilbord z reklamą, niż polecenie ich treści przez blogerów, użytkowników mediów społecznościowych czy ogólnodostępne platformy informacyjne.

Informacja dla wybranych

Wprowadzenie opłat od dzielenia się informacjami nie oznacza, że znikną wszystkie platformy informacyjne, ale że ich rynek zostanie znacząco ograniczony. Koszty regulacji zostaną automatycznie przeniesione na użytkowników sieci. Mając do czynienia z jednej strony z ograniczeniem działalności małych podmiotów informacyjnych, nie mogących sobie pozwolić na konkurowanie przy znacząco podwyższonych kosztach funkcjonowania, a z drugiej, konieczność wniesienia opłaty za korzystanie z wiadomości, poważna obawa zachodzi o pluralizm informacji. Regulacja w niejasny sposób zakłada również, że rynek informacji dzieli się na wielkie platformy informacyjne łamiące prawa własności intelektualnej wydawców oraz jednostki naukowe, przez które wykorzystywanie i dzielenie się wiedzą jest w pełni uzasadnione i społecznie potrzebne. Tym samym te drugie zwolnione są z konieczności zapłaty za udostępnianie linków i swobodną nadbudowę informacji. To z kolei albo przejaw krótkowzroczności Komisji Europejskiej, albo niezrozumienia rozwoju gospodarki opartej na wiedzy. Podatkiem za linkowanie mogą zostać objęte start-upy prowadzące portale eksperckie, organizacje pozarządowe, nieodpłatnie dzielące się wiedzą know- how, czy prowadzące monitoring mediów; blogerzy i hobbyści opowiadający o swoich pasjach. Wygląda na to, że już niedługo wartość ich działalności dla gospodarki, zostanie oceniona przez prawników korporacji wydawniczych, poprzez kategorię opłacalności lub jej braku.

Piotr Palutkiewicz
Piotr Palutkiewicz