Albo polscy politycy się opamiętają, albo będziemy mieć kryzys

Marzy mi się, proszę Państwa, aby polscy politycy wreszcie przejrzeli na oczy. Niech zobaczą ile kosztuje euro i dolar, i niech zaczną wyciągać wnioski. Jeśli nie, to znaczy – jeśli się nie uspokoją z tymi swoimi „genialnymi” pomysłami, zamiast dobrej zmiany czekają nas… ciężkie czasy.

Oczywiście, to nie tylko naszym politykom zawdzięczamy krach na złotym. Początek roku na rynkach finansowych jest bardzo słaby. Załamały się notowania ropy naftowej. W dół poleciały giełdowe indeksy. S&P500 czy DAX są po 2 tygodniach nowego roku już 8-10% pod kreską. Wielu analityków zaczęło wieścić nadejście globalnej bessy.

To są warunki, w których każdy kontrowersyjny pomysł będzie wywoływał wyprzedaż aktywów uznawanych za ryzykowne. A ponieważ naszym politykom pomysłów nie brakuje i to głównie tych kontrowersyjnych, w związku z tym Polacy zaczną płacić za głupotę swoich włodarzy.

W piątek pojawiła się propozycja prezydenta A. Dudy dotycząca pomocy frankowiczom. Nie wiem czy ktoś przeliczył jej skutki, ale gdyby ją wprowadzić w obecnej wersji, pojawiłaby się realna groźba upadku kilku banków, w tym również tych uznawanych za polskie. Efektem była silna wyprzedaż akcji na GPW.

Kolejny cios przyszedł w piątek wieczorem, kiedy agencja S&P obniżyła rating naszemu pięknemu krajowi z A- do BBB+ i utwierdziła inwestorów w przekonaniu, że na tym nie musi się skończyć, obniżając perspektywę ratingu do negatywnej.

Reakcja na złotym była natychmiastowa. Euro po 4,48, dolar po 4,10, frank po 4,10.

Sytuacja zaczyna się robić mało komfortowa. Szczególnie dla osób zadłużonych w walutach i importerów. Część pań i panów posłów ma kredyty w walucie i odczuje na własnej skórze, do czego prowadzą polityczne szaleństwa. Nie wspomnę o osobach, które bezpośrednio lub pośrednio (np. poprzez OFE) mają akcje na GPW. To raptem kilka milionów polskich gospodarstw domowych.

Co dalej? Dwie możliwości. Albo nasi włodarze się opamiętają i sytuacja powoli zacznie wracać do normy. Albo będą kontynuować. W tym drugim przypadku, niestety, będziemy na „najlepszej” drodze do kryzysu. Tym bardziej, że okoliczności zewnętrzne sprzyjają dalszemu atakowi na złotego, co nie jest dobre ani dla kredytobiorców, ani dla osób oszczędzających, ani dla banków.

Reasumując, nasi politycy otrzymali ostatni sygnał ostrzegawczy. Jeśli nie wyciągną wniosków, zgotują nam kryzys. Później pozostanie nam tylko wypiąć pierś, by odebrać medal w kategorii Globalna Samodestrukcja Roku 2016.

Sebastian Buczek
Sebastian Buczek