Andrzej nie pozwala: nowa jakość sztuki

Sztuka narodowa brzmi trochę jak abstrakcja, ale resort kultury już przypomina o nowych obowiązkach – krzewieniu patriotycznych wartości i wykorzenianiu bluźnierczych treści. Teoretycznie, czas zainwestować w jakiś zgodny z racją stanu obiekt – pytanie tylko, czy to dobra strategia, skoro inwestycje w dzieła są długoterminowe.

fot. Desa Unicum

„Andrzej nie pozwala Alicji wykonywać żadnych męskich prac domowych”  to jeden z wielu olejnych obrazów Marcina Maciejowskiego, na których bohaterowie z sąsiedztwa robią coś tak zwyczajnego, jak chociażby wbijanie przez przeciętnego rodaka gwoździa w białą ścianę mieszkania. Maciejowskiemu nie chodziło tym razem o przemycenie żadnego gniewnego przesłania, ale wystrojony w trójkolorowy ortalion Andrzej z młotkiem – warty na rynku 98,6 tys. zł – wyjątkowo zachęca do snucia refleksji nad kierunkiem, na który zawrócona może być polska sztuka.

Inwestor, który zamiast kupować drogie malarstwo klasyków, postawił na tzw. sztukę najnowszą, ponosi znacznie mniejsze koszty, ale często musi się wykazać większą otwartością. Z przeglądów twórczości nowego pokolenia można przecież wyciągnąć wiele wniosków, o ile tylko ma się zdolność rozszyfrowania przekazu, jaki niosą porozwieszane w kącie galerii sznurki, poukładane na podłodze plastikowe słomki czy kilkuminutowe, wysoce artystyczne projekcje, na których strumień wody rozpuszcza kostki cukru. Z ratowniczych kuratorskich opisów możemy w takich sytuacjach wydobyć, że artystę interesował na przykład sam proces twórczy albo sam materiał, a w ekstremalnych przypadkach nawet sam kąt – obszar, który ewidentnie potrafi inspirować, choć nie każdy dostrzega w nim potencjał. Swobodnej sztuce uwrażliwiającej na problem kąta czas więc zadać pytanie, czy istnieje w ogóle sposób, w jaki mogłaby przekazać społeczeństwu jakieś ważne patriotyczne przesłanie.

Odpowiedź jest już właściwie znana – udzielili jej kuratorzy wystawy zorganizowanej w warszawskim MSN ponad 3 lata temu. „Nowa Sztuka Narodowa” prezentowała w leniwych letnich miesiącach dokładnie to, co wtedy uznane zostało za „artefakty powstałe w większości poza oficjalnym obiegiem sztuki współczesnej”. Już z pierwszych linijek opisu wystawy można było się dowiedzieć, że odwoływała się do „emocji wypartych czy też marginalizowanych w dyskursie nowoczesności – patriotyzmu i poczucia narodowej wspólnoty.” Na tle wyraźnie lewicowej tradycji awangardowej, konserwatywne treści bezskutecznie przebijały się do tej pory z drugiego obiegu kultury – bardziej w charakterze egzotycznych ciekawostek, niż spójnego programowego nurtu narodowego.

Zgromadzono obiekty z różnych dziedzin, a prezentację otwierały przeskalowane ręce Zbawiciela, wykonane przez projektanta imponującej figury górującej nad Świebodzinem. Z ciekawszych eksponatów warto wymienić też makiety pomników smoleńskich, podejmujące ten motyw malarstwo, sugestywne okładki pisma „Fronda” czy dokumentację przedsięwzięć kibiców Legii Warszawy. Tematy religii są jednymi z częściej eksplorowanych przez kibicowskie ugrupowania, ale na mecz Legii z holenderską drużyną w 2010 r. przygotowana została wyjątkowo wyrazista oprawa – monumentalna płachta z wizerunkiem Chrystusa, której towarzyszył szeroki na całą trybunę komunikat „Boże, chroń fanatyków”. Malarstwo eksponowane na wystawie zyskało rozgłos dzięki apokaliptycznemu przedstawieniu katastrofy prezydenckiego samolotu autorstwa Zbigniewa Dowgiałły, które, zdaniem kuratorów, nawiązywało jednocześnie i do weneckiego baroku, i do „Krzyku” Muncha, i do scen Sądu Ostatecznego. Prawicowe portale komentowały dzieło jako wyraz odczuć wielu Polaków – Dowgiałło namalował ludzi z wyrwanymi sercami, ale chociaż monumentalne malowidło gotowe było już na pierwszą rocznicę katastrofy, żadne z głównych muzeów nie chciało włączyć go wtedy do zbiorów. Uznany przez część krytyków za kuriozalny, „Smoleńsk” obrazował podstawowe cechy sztuki prawicowej – ogromną skalę i silne górowanie emocjonalności nad przekazem intelektualnym.

 

Wystawa z 2012 r. miała być ćwiczeniem z estetycznej wyobraźni. Jeden z recenzentów podsumował ją nawet jako „dom strachów w wesołym miasteczku”. Czekamy na nowe rozdanie – póki co, makiety jakichkolwiek pomników rzadko trafiają do sprzedaży, a według danych portalu Artprice, twórczość Zbigniewa Dowgiałły nie zagościła jeszcze na aukcji.

 

fot. MSN

Zbigniew Dowgiałło „Smoleńsk”, fot. MSN

Weronika Kosmala
Weronika Kosmala