Nasze srebra narodowe

Sezon wynikowy praktycznie za nami. Sporo w nim było rozstrzygnięć skrajnych, tzn. część spółek pokazała wyniki bardzo dobre, część bardzo słabe. Ale co innego zwróciło naszą szczególną uwagę – jak się prezentowały spółki z udziałem Skarbu Państwa?

Dawid Jackiewicz, minister skarbu, (Fot. Marek Wiśniewski)

Dobra zmiana wymiotła większość menadżerów tych podmiotów. Przyszli następcy. Inwestorzy mogli zatem poznać nowych rozgrywających. Jakie pierwsze wrażenia? Dyplomatycznie można to podsumować, że dobrze to nie wyglądało (moi koledzy po fachu używali określeń bardziej dosadnych, z których niewiele nadawałoby się do publikacji). Ale dajmy szansę. Tym bardziej, iż nowi są zaledwie od kilku miesięcy i dopiero zapoznają się z tzw. organizacjami. Wybaczamy nawet to, że w połowie maja nie są w stanie powiedzieć, ile będą wynosiły dywidendy za rok 2015. Wszak trzeba to uzgodnić z właścicielem, a właściciel się teraz reorganizuje.

Przed nowymi zarządami trudne zadanie. Po pierwsze – zawiadują wielkimi przedsiębiorstwami. Zarządzanie małą czy średnią firmą nie jest łatwe. A co dopiero takimi kolosami. Po drugie – świat się szybko zmienia: cyfryzacja, globalizacja, zmienność cen surowców itd. Trudno się w tym połapać nawet sprawnym prywatnym przedsiębiorcom. Po trzecie – łatwiej byłoby pewnie zawiadywać spółkami nie-giełdowymi, bez presji ze strony inwestorów, bez konieczności zachowania wysokiej transparentności czy dobrych praktyk. A tu akcjonariusze mniejszościowi, którzy domagają się, by traktować ich fair. Ale wypada ufać, że nowi dadzą radę.

Co jednak, jeśli nie dadzą? Czy czeka nas to, o czym w czwartkowym wywiadzie w Rzeczpospolitej mówił prof. Andrzej Koźmiński? Wszyscy pamiętamy, czym skończyła się szarża Gierka na gospodarkę. Teraz wprawdzie nie mamy już przedsiębiorstw państwowych a narodowe, no i menadżerowie wydają się zdecydowanie sprawniejsi niż w latach ’70. Ale intuicja podpowiada nam, aby bacznie obserwować, co się będzie działo.

Czego najbardziej obawiają się inwestorzy, również ci indywidualni? Chyba tego, że politycznym włodarzom i zarządcom sreber narodowych nie zależeć będzie na wzroście wartości tych przedsiębiorstw, w skrócie – wzroście cen ich akcji. Inwestorzy boją się, że narodowe srebra zapętlą się we wzajemne relacje. Bardzo obawiają się narodowych inwestycji, typu: tu trzeba zbudować elektrownię, tam położyć rurę, a tam coś sfinansować, pomimo tego, że biznesplan pisany patykiem po wodzie.

Giełdowi inwestorzy, zarówno instytucjonalni, jak i indywidualni, będą się bacznie przyglądać poczynaniom rządzących w gospodarce i naszych narodowych – jak to się ładnie mówi – championów. Obyśmy się mylili, ale jeśli obawy inwestorów się spełnią, to tylko kwestią czasu będzie podział naszych giełdowych spółek, a może nawet całej gospodarki na 2 części: prywatną i narodową. Jakie zasady będą obowiązywały w podmiotach prywatnych, a jakie w narodowych? Myślę, że każdy, kto ma – jak to mawiała moja matematyczka – choć trochę pomyślunku, odpowiedzi się domyśla.

Reasumując, zapoznaliśmy się z dobrą zmianą w giełdowych spółkach przy okazji prezentacji wyników za I kwartał. Na razie eufemistycznie można stwierdzić, iż szału nie ma. Ale obdarzamy nową kadrę narodową wielkim kredytem zaufania i czekamy na dalszy rozwój wydarzeń, z nadzieją, że nasze obawy okażą się płonne.

 

Sebastian Buczek
Sebastian Buczek