Strach przed końcem OFE

W ostatnich tygodniach na rynku daje się słyszeć głosy, że spółki mają nowe oczekiwania wobec swoich doradców. Oczekują odpowiedzi na pytanie co zrobić, aby nie zostać państwową spółką?!

Każdy ma swoją biało-czerwoną

Otóż zarządy rodzimy emitentów, którzy w akcjonariacie mają duży udział Otwartych Funduszy Emerytalnych główkują jak obronić się przed ewentualną nacjonalizacją, czy ostatnio modnym słowem repolonizacją. Wielokrotnie chociażby na łamach Pulsu Biznesu przedstawiano rankingi spółek, gdzie akcjonariat OFE posiada większościowy udział. To właśnie management głównie tych spółek zastanawia się co z tym fantem zrobić.

Jeszcze kilka lat temu posiadanie OFE w akcjonariacie było marzeniem każdego z właścicieli/zarządzających spółek z GPW. OFE było dobrym akcjonariusze. Przede wszystkim chętnie kupowało akcje, zatem można było mu sprzedać mniejszościowe pakiety obecnych właścicieli, lub  przeprowadzić nową emisję akcji i zasilić spółkę kapitałem. OFE-akcjonariusz był raczej biernym uczestnikiem życia spółki, zatem dotychczasowy właściciel wraz z zarządem nie miał powodu do niepokoju. Jednak wraz z zamieszaniem jakie przetoczyło się przez nasz parkiet rosną obawy, że ten dobry stan może się zakończyć. Bowiem pewnego poranka głównym akcjonariuszem, w wielu do tej pory prywatnych spółkach, może zostać Skarb Państwa.

Dobrze. Ktoś może powiedzieć – zaraz, zaraz co Pan wypisuje! Przecież likwidacja OFE oznacza koniec naszego rynku kapitałowego, a do tego kto odkupi wszystkie akcje OFE?! Pełna zgoda. Natomiast likwidacja OFE zaczęła się już od dobrych kilku lat wraz z obniżeniem wartości składki przekazywanych do funduszy.

Puśćmy wodzę fantazji i nakreślmy jakiś scenariusz ukazujący jakby to miało wyglądać. Można bowiem wyobrazić sobie sytuację w której BGK lub inny podmiot tworzy jeden specjalny fundusz do którego „wkładane” są wszystkie aktywa należące do OFE. Już słychać głosy, że dzięki temu koszt zarządzania takim majątkiem spadnie, a ponadto prywatne PTE nie będą zarabiały na pieniądzach emerytów. Jednak podstawowym problemem pozostaje to, jak sprzedać posiadane akcje i zamienić je na gotówkę. O gotówkę bowiem miałoby przede wszystkim chodzić.

W pierwszej fazie taki podmiot mógłby zaciągnąć dług na niewielkim lewarze pod zastaw posiadanych akcji. Następnie doszłoby do ponownej prywatyzacji. Przecież większość firm w posiadaniu OFE to dobre przedsiębiorstwa, generujące nadwyżki finansowe. Skusić na nie mogą się chociażby inwestorzy branżowy. Może nie po aktualnych wycenach, ale przy odpowiednim dyskoncie kupujący się znajdą.

Oczywiście na obecną chwilę to swego rodzaju „market-fiction”. Czy jednak aby na pewno ten scenariusz jest nieprawdopodobny? Trudno jednoznacznie powiedzieć, ale faktem jest, że część zarządów spółek bierze go  pod uwagę i próbuje się przed nim uchronić. Czy mają rację? To się pewnie okaże za jakiś czas. Może tylko strach ma wielkie oczy.

Kamil Gemra