Zabij posłańca przynoszącego złe wieści

Stało się. Obcięli nam. Po raz pierwszy w historii. Kto? Oczywiście, Niemcy, razem z Amerykanami, z Londynu.

Po cięciu ratingu przez Standard&Poor’s tradycyjnie wsadziłam kij w mrowisko, publikując sondę, która okazała się wielkim hitem na Twitterze (ponad 1000 głosów, w tym sam wielki Radosław Sikorski).

wyniki blondynki

Oczywiście, tweeterowcy odpowiedzieli źle. Prawidłowa jest odpowiedź trzecia. Nawet znalazłam tego pana na Linkedinie. Całkiem przystojny. Ale nie uchroniło go do od rodzimego piekiełka. Nagle wszyscy stali się ekspertami od agencji ratingowych. Nawet Ci, którzy słowo „rating” kojarzyli dotąd z ratami. Niestety, polskie piekiełko działa po polsku i ani Winnekens (ani tym bardziej tworzący z nim raport Chińczyk, który akurat na standardy polityczne nad Wisłą nie powinien narzekać) nas nie zrozumieją. Nie zrozumieją nasz też rynki i wydadzą surowy wyrok na złotym, obligacjach i giełdzie (choć tu jest drobna pociecha – gorzej już praktycznie być nie może). Więc zamiast prowadzić wewnątrzkrajową nagonkę, lepiej spojrzeć w lustro, spojrzeć na zadłużenie i potrzeby pożyczkowe budżetu i wyciągnąć wnioski. A nie zabijać posłańca przynoszącego złe wieści.

a

Ale i tak zemszczę się na S&P, bo przez agencję nie poszłam w piątek do kina na Big Short (nadal obiecuję recenzję). Mój szef ze Stanów, jak ktoś mu dał słaby raport zwykł krzyczeć, że takie coś to się tylko do agencji ratingowej nadaje. No i nigdy nie spotkałam żadnego studenta, który marzyłby o pracy w S&P, Moody’s czy Fitch…

Rynki Blondynki
Rynki Blondynki