Biały orzeł pożarty przez złotego lwa

Wzbijające się pod niebiosa zaklęcia i chciejstwo ponad 38 milionów Polaków brutalnie sprowadziły na glebę czary 15 milionów Senegalczyków.

Soccer Football - World Cup - Group H - Poland vs Senegal - Spartak Stadium, Moscow, Russia - June 19, 2018 Senegal's Ismaila Sarr and Idrissa Gueye in action with Poland's Michal Pazdan and Piotr Zielinski REUTERS/Grigory Dukor

Kalendarze wielkich imprez sportowych oraz eventów politycznych mają cechy wspólne, ale również wykazują różnice. Z podobnie wielomiesięcznym — ba, bywa że z wieloletnim — wyprzedzeniem ustalane są ich terminarze dzienne. Zgodnie z wymaganiami globalnej wioski telewizyjnej sport jest dokładniejszy. Rozkład godzinowy np. meczów mundialu FIFA ustaliła z gospodarzami na długo przed eliminacjami, tymczasem agenda szczytów politycznych często doprecyzowywana jest do ostatniej chwili.

Charakterystyczne są również różnice treściowe. Wynik sportowy to niewiadoma, ale w momencie końcowego gwizdka staje się dla miliardowej publiczności pewnikiem. Mityngi polityczne natomiast przebiegają bez udziału widzów, którzy o wynikach dowiadują się z subiektywnych przekazów samych uczestników. Ich frazesy o „poszukiwaniu konstruktywnego kompromisu” jakże często przykrywają nicość rzeczywistego dorobku. Najświeższym przykładem takiej pustki stała się w poniedziałek krótka, warszawska wizyta Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej.

Wczoraj w Moskwie wreszcie pękł rozdęty propagandowo do granic wytrzymałości polski balon mundialowy. Ponad pół roku trwało ogólnonarodowe zaklinanie, by w naszym meczu otwarcia biały orzeł okazał się silniejszy od senegalskiego złotego lwa, który notabene w herbie państwa dzieli się miejscem z równie mocarnym baobabem. Niestety, wzbijające się pod niebiosa chciejstwo ponad 38 milionów Polaków brutalnie sprowadziły na glebę czary 15 milionów Senegalczyków. Hasło marketingowe „Polska dawaj” poległo 1:2 w starciu ze wzniosłym mottem afrykańskich rywali „Jeden lud, jeden cel, jedna wiara”.

Kalendarz mundialu przeplata się i nakłada z ważnymi wydarzeniami w Brukseli. W czwartek 28 czerwca szczyt Rady Europejskiej wystartuje standardowo o godz. 16, czyli o tej samej porze, gdy rozpoczną się dwa równoczesne mecze decydujące o awansie w naszej grupie H. W całej klasie prezydentów/premierów będzie to jeszcze interesowało dwóch ludzi — przewodniczącego obrad Donalda Tuska oraz premiera Mateusza Morawieckiego. Pozostanie im dyskretne… ściąganie pod ławką, z wykorzystaniem współczesnychnarzędzi przekazu medialnego. Znacznie łatwiej będzie mógł zerkać na mecz premier, w końcu tylko szeregowy uczestnik. Ciekawe, czy z tak wyjątkowej okazji między dwoma skonfliktowanymi Polakami rozciągnie się jakaś patriotyczna nić solidarności i np. Morawiecki puści Tuskowi znak kciukiem — mamy jeszcze jakiekolwiek szanse czy dołujemy…

Ciekawie piłkarsko-politycznie zapowiada się również wieczór w środę 11 lipca — o godz. 20 rozpocznie się zarówno drugi półfinał mundialu, jak i kolacja prezydentów/premierów uczestniczących w szczycie Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Na tym poziomie mistrzostw prezydent Andrzej Duda nie będzie już zainteresowany meczem państwowo, a jedynie po kibicowsku — zatem obejrzy sobie powtórkę. Ciekawe, czy ktoś inny spośród NATO-wskich decydentów będzie występ własnej reprezentacji na żywo ściągał pod stołem… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski