Decyzyjny unik jest sensowny

Igrzyska olimpijskie w Rio kłopotliwe ze względu na Rosję.

Na dziesięć dni przed otwarciem Igrzysk XXXI Olimpiady w Rio de Janeiro sportowy świat jest podzielony w ocenie decyzji Komitetu Wykonawczego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o niezakazaniu startu całej ekipie Federacji Rosyjskiej. Bliski Władimirowi Putinowi od czasu zimowych igrzysk w Soczi przewodniczący Thomas Bach sprytnie wykonał unik, przekazując decyzję o dopuszczeniu/niedopuszczeniu nafaszerowanych dopingiem zawodników rosyjskich 28 międzynarodowym federacjom poszczególnych dyscyplin.

Czasu jest bardzo mało, dlatego nikt nie ma pojęcia, jak liczna ekipa rosyjska wyjdzie 5 sierpnia do defilady na Maracanie. Biało-niebiesko-czerwona flaga na pewno będzie niesiona, chociaż za nią pójdzie może połowa teoretycznie 387-osobowej ekipy. Federacje lekkoatletyczna, ciężarowa, kajakowa i zapaśnicza zapewne wykluczą Rosjan hurtowo, ale inne będą łagodniejsze. W każdym razie grupowy mecz naszych siatkarzy z odwiecznymi rywalami wydaje się pewny.

Politycznym triumfatorem uniku MKOl jest oczywiście władca Kremla. Ale z punktu widzenia ruchu olimpjskiego bezdecyzyjna decyzja ma sens. W jego historii wyrzucanie całych państw należało do absolutnych wyjątków — za apartheid została tak ukarana Republika Południowej Afryki, a także nieuznawana za państwo południowa Rodezja.

Generalnie jednak ruch olimpijski starał się sklejać ostre podziały polityczne, na przykład między RFN a NRD, oboma państwami koreańskimi czy Chinami Ludowymi a Tajwanem. Hurtowe bojkoty igrzysk: w Montrealu 1976 (Afryka), Moskwie 1980 (USA z częścią Zachodu) i Los Angeles 1984 (Związek Radziecki z jego wasalami) zawsze obracały się przeciwko bojkotującym. Dlatego obecnie w przypadku Rosji najbardziej uczciwe jest dopuszczenie do startu państwa, a jednocześnie rygorystyczna kontrola dopingowa kadłubka jego reprezentacji. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski