W światowej tabeli nadal się staczamy

Olimpijczycy jeszcze wracają z Rio de Janeiro, ale do podsumowań i analiz już przystąpili decydenci polityczni.

Wymierny medalowy dorobek startu Polski na Igrzyskach XXXI Olimpiady ma dwa wątki, niczym szklanka do połowy pełna/pusta. I rządzący, i kibice rzecz jasna wolą optymistycznie podkreślać, że w stosunku do trzech poprzednich letnich igrzysk w XXI wieku nastąpił w Rio wzrost liczby medali do 11. Przemilczana jest natomiast mało przyjemna wiadomość, że w światowej tabeli nadal się staczamy po równi pochyłej…

Dosłownie w ostatnich godzinach igrzysk Polska spadła w Rio do czwartej dziesiątki, z miejsca 30. na 33. Tymczasem poprzednie urobki 10-medalowe dawały pozycje zdecydowanie wyższe: 2004 Ateny — 23.; 2008 Pekin — 20.; 2012 Londyn — 30., ex aequo z Azerbejdżanem. To nie paradoks, lepsza była struktura kruszców — wszak w olimpijskiej klasyfikacji jedno złoto waży więcej niż dziesięć brązów.

Minister Witold Bańka, sam olimpijczyk niespełniony, wygłosił oczywistość, że w polskim sporcie potrzebne są zmiany. To samo deklarował każdy jego poprzednik po każdych igrzyskach, ale mało z tego wynikało.

Tym razem ma nastąpić tzw. dobra zmiana. Jednak plan pójścia przez Polskę drogą Wielkiej Brytanii — która poniosła klęskę w Atlancie 1996, a w Rio 2016 medalowo stała się drugą potęgą, za USA, a przed Chinami — to miraż. Nie wystarcza odgórne wybranie kilku głównych, medalodajnych dyscyplin i skoncentrowanie na nich państwowych pieniędzy.

Przy okazji poolimpijskich rozgrywek politycznych wybuchł spór o odpowiedzialność za stan lekkoatletyki w Warszawie. Nędza zasłużonego stadionu Skry to faktycznie skandal leżący po stronie miasta. Ale adresatem generalnego zarzutu braku porządnego stadionu lekkoatletycznego absolutnie nie jest samorząd! Fatalny błąd został popełniony przez resort sportu, w rękach PO, przy budowie Stadionu Narodowego. W obiekcie za 2 mld zł nie można rozłożyć pełnej bieżni 400-metrowej, ale jedynie 100-metrową sprinterską namiastkę. A przecież doskonałym przykładem dla naszej inwestycji był oddany w 1998 r. uniwersalny paryski Stade de France, na którym dla położenia bieżni po prostu demontuje się kilkanaście najniższych rzędów trybun. Dzięki temu obiekt gościł mistrzostwa świata zarówno w piłce nożnej, jak i lekkoatletyce.

Mimo lekkoatletycznej ułomności, PGE Narodowy ma zaletę, którą bije wiele podobnych mu współczesnych stadionów. Mianowicie — znakomitą lokalizację. Dlatego chciałem przypomnieć dwa fakty wstydliwe dla decydentów — akurat nie tych od wyeliminowania bieżni — z okresu po przyznaniu Polsce organizacji EURO 2012, a przed rozpoczęciem budowy.

Premier Jarosław Kaczyński wraz z minister Elżbietą Jakubiak zaprezentowali wizję Narodowego nie z wykorzystaniem niecki dawnego Stadionu Dziesięciolecia, lecz… obok, na trawiastych błoniach, które dzisiaj są ogromnym parkingiem. Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz zaproponowała natomiast wyrzucenie Narodowego w ogóle na odległe peryferie. Na szczęście oba tamte szkodnictwa polityków z dwóch stron barykady trafiły do kosza, a PGE Narodowy stoi na śladzie poprzednika. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski