Wojna jest dla nas pewną abstrakcją, czyli przemyślenia o Wschodzie

Wojna jest dla nas pewną abstrakcją – dla nas, ludzi wychowanych w świecie, gdzie wojnę znamy z podręczników historii, telewizji, filmów, czy gier. A teraz, od dłuższego czasu, tuż przy naszej wschodniej granicy dzieje się dramat  na pełną skalę. Wojna – pełną gębą – choć chwilowo zamrożona. Z czołgami, rakietami, heroicznymi obronami, ofiarami i bohaterami. Taką, którą widzimy na filmach i kronikach filmowych.  Taką w którą ciężko wręcz uwierzyć, zwłaszcza kiedy zdamy sobie sprawę, że to wszystko dzieje się kilka – kilkanaście godzin drogi samochodem z Polski.

Niesamowite jest jak w kilka chwil, ludzie, którzy byli obok siebie, prowadzili spokojny żywot, pracowali, studiowali, w jednej chwili znaleźli się na linii frontu. W jednej chwili wywiesili flagi, pobudowali szańce i okopy, stanęli po przeciwnych stronach i zaczęli się zabijać. To stawia fundamentalne pytanie o naturę człowieka – może wojna jest wpisana w nasz genotyp i nie da się jej pozbyć? W końcu sytuacja w Europie – czyli ponad pół wieku pokoju – jest pewnym fenomenem na skalę światową (a i tak nie możemy mówić o całej Europie). Zwłaszcza w regionie, gdzie wojna była niejako naturalnie wpisana w europejski krajobraz.

Wcale się nie dziwię doniesieniom medialnym, jakoby młodzi Ukraińcy nie palili się do wstępowania do armii. Ponieważ pojawia się jedno, zasadnicze pytanie – „PO CO?”. Po co iść na wschód i zrobić z siebie kalekę, dać się zabić, czy wziąć do niewoli? Jeżeli Wschód tak strasznie chce się odłączyć, to niech idzie – a dobitniej mówiąc – niech spieprza.

Oczywiście, problemem są politycy – no bo jak wytłumaczyć społeczeństwu, że wszystkie te wyrzeczenia, ofiary, przelana krew, zapewnienia o wybijaniu zębów, nagle znikają? Jak wytłumaczyć, że wschodni „przyjaciel” postanowił Ukrainę ukarać i pokroić na kawałki. Jak wytłumaczyć, że wujek z Doniecka, jest nagle wujkiem z Republiki Doniecka, a jutro będzie wujkiem z Rosji?

Pytanie tylko, jak do tego nie dopuścić? Jak wygląda strategia rozwiązania problemu wschodu? Czy nawet odbicie Doniecka i Ługańska coś zmieni? Dalej granica wschodnia będzie „pół-przepuszczalna”. Dalej znajdować będą się tam zwolennicy separatyzmu i Rosji. Pozostaną tam ludzie i rodziny, które nawet jeżeli kilka miesięcy temu mieli gdzieś gdzie mieszkają, teraz całym sercem nienawidzą „banderowców” z zachodu. Czy w takim klimacie zniszczenia i nienawiści, budowa ukraińskiego państwa w obecnych granicach jest w ogóle możliwa? Czy może lepiej już będzie odciąć przegniłą tkankę i pozostawić zdrową, nie przeżartą „wschodem”?

Jeżeli włodarze Kremla chcą sobie „robić dobrze” to niech zabierają zdewastowany wschód, ze zdewastowanymi miastami i wsiami, ze zdewastowanymi ludźmi i niech się nimi opiekują. Niech go pielęgnują i dopieszczają. Niech pakują tam petrodolary, które im jeszcze zostały na kontach.

Dawid_Smietalo