1 proc. podatku na innowacyjność

Jeżeli chcemy, żeby nasza myśl technologiczna przebiła się w świecie biznesu, to miast sprawdzania narodowości kapitału i budowania kolejnych programów wsparcia, gdzie urzędnicy oceniać będą innowacyjność projektów , pozwólmy młodym firmom na łatwy start. Jeżeli posiadamy środki w budżecie na wspieranie biznesowych osesków to może lepiej byłoby je powierzyć wyspecjalizowanym funduszom. Gdyby, ktoś chciał pójść dalej, to może warto byłoby także uwierzyć w zmysł biznesowy Polaków i przyznać im możliwość rozdysponowywania kolejnego 1% z ich podatku na finansowanie nowych przedsięwzięć gospodarczych.

manufactured by Samsung Electronics Co., at the Samsung Unpacked launch event ahead of the Mobile World Congress in Barcelona, Spain, on Sunday, Feb. 21, 2016. Mobile World Congress, an annual phone-industry event organized by GSMA Ltd., runs from Feb 22 to Feb 25. Photographer: Chris Ratcliffe/Bloomberg

Kiedy w Polsce nie milkną jeszcze echa niedawnej prezentacji planu rozwoju polskiej gospodarki okrzykniętego już mianem „Planem Morawieckiego”, w Barcelonie odbył się doroczny Kongres Technologii Mobilnych. To tam właśnie pokazywane są produkty i prezentowane technologie, które odgrywać będą istotną rolę w nadchodzących miesiącach i latach.Obrazkiem który wielu obserwatorów tego kongresu zapamięta na długo będzie widok Marka Zuckerberga idącego przez salę wypełnioną po brzegi ludźmi wpatrzonymi w ekrany okularów Oculus Rift. Okularów za pomocą których, ich użytkownik może przenieść się do rzeczywistości wirtualnej. To właśnie rzeczywistość wirtualna ma być wyznacznikiem kolejnej fali rewolucji cyfrowej, która wykroczy daleko poza gry i zabawy komputerowe i dotyczyć będzie takich obszarów naszego życia jak ochrona zdrowia czy edukacja.

Pomysłodawcą Oculus Rift nie jest jednak Marc Zuckerberg ani firma Facebook. Twórcą tych okularów jest Palmer Lucky – chłopak z Palm Beach. Lucky nie ukończył renomowanych uniwersytetów – jego nauczycielką była matka ucząca go w systemie domowym a talent do majsterkowania odziedziczył po ojcu – sprzedawcy samochodów i mechaniku amatorze. Pasja do gier naprowadziła go na pomysł połączenia okularów z ekranem a pierwsze finansowanie pochodziło ze sprzedaży naprawianych przez siebie Iphonów skupowanych a następnie odsprzedawanych za pomocą internetu. Później przyszedł czas na Kickstarter – portal społecznościowy pozwalający na zbieranie funduszy wśród osób zainteresowanych finansowaniem rozwoju nowych projektów. 19-letni Lucky zamiast planowanych 250 tys USD zdobył niemal dziesięć razy tyle i to w niespełna w miesiąc. Dziesięć tysięcy osób uwierzyło w jego projekt. Sukces nie przeszedł bez echa. Projektem zainteresowali specjaliści od venture capital a w niespełna 2 lata po zebraniu funduszy poprzez Kickstarter nowym właścicielem Oculus Rift został Facebook wykładając na to ponad 2 miliardy dolarów. Oczywiście projekt którego twórcą jest Lucky nie jest jedynym projektem w obszarze wirtualnej rzeczywistości, a w wyścigu o palmę pierwszeństwa biorą udział takie potęgi jak Sony czy Microsoft.Znamienne jednak, że zdaniem wielu specjalistów to właśnie „garażowy” projekt którego twórcą jest Lucky, jest najbardziej zaawansowany technologicznie.

Do tematu rzeczywistości wirtualnej warto będzie jeszcze wrócić, ale to co w tej opowieści jest równie ciekawe (szczególnie w kontekście naszych krajowych dyskusji o wspieraniu innowacyjności) jest mechanizm który umożliwił realizację tego projektu. Palmer Lucky nie korzystał z żadnych programów pomocowych sygnowanych przez Państwo. Mało też prawdopodobne aby spędził dużo czasu nad rozważaniem skąd pochodzi kapitał, który pomógł mu osiągnąć oszałamiający sukces w rekordowo krótkim czasie. Co więcej, mógłbym się założyć, że gdyby miast Zuckerberga ofertę złożyło mu wspomniane już Sony, to prawdopodobnie ta właśnie firma pracowałaby teraz nad dalszym rozwojem jego produktu. Innowacyjność w dzisiejszych czasach, jakkolwiek obrazoburczo by to nie zabrzmiało, nie zawsze potrzebuje dyplomów wyższej uczelni, ani też funduszy udostępnianych przez państwo, które jest na ogół fatalnym recenzentem w tym zakresie. Zawsze jednak potrzebuje dostępu do kapitału i do ludzi, którzy są w stanie podzielić się nie tylko swoją wiedzą w zakresie finansowania i realizacji projektów ale też relacjami, które pozwalają na umieszczenie najlepiej rokujących projektów w świetle jupiterów największych światowych inwestorów. Światowych, bo w Polsce nikt za produkt, który nie wyszedł jeszcze w momencie zakupu poza etap pilotażowy, nie zapłaciłby 2 miliardów dolarów.

Jeżeli chcemy, żeby nasza myśl technologiczna przebiła się w świecie biznesu, to miast sprawdzania narodowości kapitału i budowania kolejnych programów wsparcia, gdzie urzędnicy oceniać będą innowacyjność projektów (co samo w sobie brzmi jak rzeczywistość wirtualna), pozwólmy młodym firmom na łatwy start – nie obciążony biurokracją wszelkiej maści, dostęp do wiedzy na temat pozyskiwania funduszy i ludzi którzy mogą im służyć swoim doświadczeniem. Jeżeli posiadamy środki w budżecie na wspieranie biznesowych osesków to może lepiej byłoby je powierzyć wyspecjalizowanym funduszom działającym na rynku polskim od wielu lat i mogącym legitymować się udokumentowaną stopą zwrotu. Administracja państwowa zaoszczędzi na urzędnikach, pieniądz krążyć będzie szybciej a finansowanie trafiać będzie do projektów które najlepiej rokują a niekoniecznie do tych które wypełnią wielostronicową aplikację bez błędów formalnych. Gdyby, ktoś chciał pójść dalej, to może warto byłoby także uwierzyć w zmysł biznesowy Polaków (zabawne, że wyznawców tej tezy łatwiej znaleźć poza granicami niż u nas w kraju) i przyznać im możliwość rozdysponowywania kolejnego 1% z ich podatku na finansowanie nowych przedsięwzięć gospodarczych za pomocą portalów takich jak Kickstarter.

Ireneusz Piecuch
Ireneusz Piecuch