CD Projekt odkrywa cyfrowe karty

Tydzień temu ruszyła zamknięta beta nowej gry CD Projekt. Chodzi o sieciową karciankę Gwint. Choć studio mocno prosiło wszystkich zaproszonych (w tym mnie), by na razie powstrzymać się od recenzowania produktu, który nie jest jeszcze gotowy. Nie byłbym jednak, gdybym po spędzeniu kilku godzin na graniu w Gwinta, nie chciał podzielić się kilkoma przemyśleniami.  Tym bardziej, że gra jest bardzo ważnym projektem w historii warszawskiej studia. Jeśli uda mu się przekonać do niej graczy, to może zagwarantować CD Projekt stały strumień przychodów, liczonych nawet w milionach dolarów miesięcznie.

Segment karcianek on-line to obecnie jeden z dynamiczniej rozwijających się obszarów rynku gier. Wszystko za sprawą amerykańskiego giganta Activision Blizzard, który w portfolio ma takie IP jak Call of Duty, Warcraft, Starcraft czy Diablo. Dwa lata temu wypuścił na rynek karciankę Heartstone, która szybko podbiła serce graczy, a koncernowi zapewniła nowy strumień przychodów. Choć Blizzard wychwala grę w kolejnych raportach rocznych, to skąpi szczegółowych danych finansowych. Wiadomo jednak, że grę pobrało już ponad 50 mln graczy i – jak wynika z danych sprzed roku – generuje ona 20 mln USD przychodów miesięcznie.

Choć nie są to wartości, który patrząc na cały biznes Activision Blizzard powalają na kolana (gigant w pierwszej połowie roku miał 3,6 mld USD przychodów), to jednak pokazały innym producentom, że nisza karcianek może generować interesujące pieniądze. Przez ostatnie lata jednym większym tytułem, który zapewniał możliwość gry w karty na komputerze (nie licząc gier hazardowych, typu poker online) był wydany w 2002 roku Magic: The Gathering Online.

Wadą należącej do giganta zabawkarskiego Hasbro marki jest to, że gra odwzorowała w stosunku 1:1 najstarszą papierową kolekcjonerską grę karcianą: Magic: The Gathering. To zaś przekładało się na konieczność spędzania długich godzin przed komputerem oraz brak możliwości przeniesienia rozgrywki na urządzenia mobilne. Heartstone zaoferował zupełnie inne podejście. Activision Blizzard postawił na szybką, dynamiczną rozgrywkę, którą w każdej chwili można było przerwać. Dodatkowo gra była prawie od samego początku była dostępna na urządzeniach mobilnych.

Sukces Heartstone sprawił, że inni producenci gier także postawili na sieciowe karcianki. W efekcie na rynku powoli zaczyna robić się ciasno. Z tytułów, które warto wymienić jest Hex, za którym stoi studio Cryptozoic, Elder Scrolls: Legends firmy Bethesda, Magic Duels: Orgin, który jest nie do końca udaną odpowiedzią na Heartstone ze strony Hasbro czy właśnie nasz polski, wiedźmiński Gwint.

Po tygodniu spędzonym na testowaniu nowego produktu CD Projekt, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Gwint niczym nie odstaje pod względem grywalności od innych sieciowych karcianek. Co prawda trzeba pamiętać, że gra jest w fazie zamkniętej bety i nie wszystko, co jej twórcy sobie wymyślili zostało już do niej zaimplementowane. Mam przynajmniej taką nadzieję, bo porównując inne tytułu na rynku na pewno w gotowym Gwincie powinna znaleźć się kampania, która ułatwi graczowi wejście do świata gry oraz da mu dostęp do podstawowej puli kart oraz inne tryby rozgrywki niż mecz z losowo dobrym przeciwnikiem lub możliwość sparingu ze znajomymi.

Gwint - menu

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to tutaj nie należy oczekiwać cudów. Każdy kto grał w trzecią część Wiedźmina doskonale wie, jak wygląda Gwint. Jest to element, który może mocno wyróżnić produkt CD Projekt na rynku cyfrowych karcianek. Gwint oferuje bowiem zupełnie nowy model rozgrywki, nie bazujący na sprawdzonych już rozwiązaniach. Nie atakujemy bezpośrednio przeciwnika. Nie atakujemy nawet jego wojsk. Koncentrujemy się na wystawianiu na polu bitwy własnej armii. Wygrywa ten, czyje wojska będą większe. Ograniczeniem jest jednak liczba kart na ręku. To nasz jedyny zasób, którym musimy nauczyć się w odpowiedni sposób wykorzystywać. W przeciwieństwie bowiem do innych karcianek nowej partii nie rozpoczynamy z odnowioną ręką startową (gry toczą się do dwóch wygranych). Dlatego rozgrywkę należy planować jako całość, nie koncentrując się tylko na wygraniu pierwszej gry. Paradoksalnie, warto nawet ją przegrać w taki sposób, by przeciwnika zmusić do poświęcenia jak największej ilości mocno ograniczonych zasobów, czyli kart na ręce.

Gwint - rozgrywka

CD Projekt wydaje Gwinta, po to by na nim zarabiać. Dlatego ważnym elementem będzie monetyzacja gry. W zamkniętej becie jest dostępny sklep, w którym gracze może kupić sobie beczkę z kartami. Każda z nich zawiera cztery karty, które dostajemy oraz trzy kolejne karty, z których wybieramy jedną, która trafi do naszej kolekcji. Oczywiście beczki można także kupić za złoto wygrane podczas pojedynku z innymi graczami. Według cen z zamkniętej bety za dwie beczki zapłacimy nieco ponad 11 zł, a z 60 – 260 zł.

Gwint - sklep

Ciekawy jestem, czy CD Projekt zdecyduje się na stworzenie targowiska, na którym kartami będą mogli handlować gracze. Stworzy to im możliwość łatwiejszego dostępu do rzadkich kart, a także możliwość zarabiania na grze. O ile w Heartstone nie ma takiej możliwości, to twórcy Hexa starają się taką możliwość wyróżnić w niszy segment cyfrowych karcianek. Pozostaje także pytanie, czy CD Projekt zdecyduje się wokół Gwinta budować scenę e-sportową. Activision Blizzard mocno postawił na sport. W rozpoczynających się dziś mistrzostwach świata w Heartstone w puli nagród jest 1 mln USD.

Warto śledzić rozwój gry Gwint. Tak jak napisałem na początku, to ważny projekt biznesowy CD Projekt, który może wygenerować dla firmy solidny wynik finansowy. Wejście na zupełnie nowy rynek nie będzie aż tak trudne. Dzięki temu, że Gwint był elementem Wiedźmina 3, to nie jest zupełnie nową marką i ma już grupę swoich fanów. To pewnie cieszy twórców trzeciej części przygód Geralta z Rivii, bo początkowo chcieli umieścić w grze jako dodatkową atrakcję… wyścigi wiedźminów na lodzie. Dobrze, że zmienili zdanie i postawili na karty.

 

 

Mariusz Gawrychowski
Mariusz Gawrychowski