Google Drive czy Dropbox? Co powinieneś wybrać

Rosnąca popularność chmur internetowych pozwala zaryzykować stwierdzenie, że wcześniej czy później każdy użytkownik internetu zdecyduje się na zamieszczanie swoich plików w chmurze. Idąc za tą myślą, wkrótce przeciętny Kowalski nie stanie przed wyborem: czy używać chmury czy nie? Ale którą chmurę wybrać?

 

Powyższa prognoza prowadzi do kolejnego wniosku: poszukując odpowiedniej dla siebie chmury, jej potencjalny użytkownik z pewnością zetknie się z ofertą udostępnianą przez Google Drive i Dropbox, jako że to właśnie ci dwaj operatorzy należą do grona najbardziej rozpoznawalnych „chmurowych” gigantów. W oparciu zatem o jakie kryteria podjęta zostanie decyzja „która chmura jest lepsza”?

Postaramy się ułatwić wybór, porównując Google Drive’a i Dropbox’a.

 

Czy Google Drive i Dropbox całkowicie różnią się od siebie?

Oczywiście nie jest tak, że obaj operatorzy różnią się kompletnie we wszystkim. Zarówno jeden jak i drugi udostępniają aplikacje na komputer (tzw. aplikacje desktopowe) oraz na urządzenia mobilne. Poza tym, z każdą z tych chmur można połączyć się używając konta Google, obie oferują też dwustopniową weryfikację. Dla niedoświadczonego internetowego „surfera” może więc wydawać się, że Google Drive i Dropbox to w zasadzie jedno i to samo, nie ma zatem różnicy, co się wybierze. Niestety, nie jest to prawda, różnic jest bowiem wiele.

 

Darmowa przestrzeń w chmurze to z pewnością ważna sprawa, kto i ile jej oferuje?

Dla każdego użytkownika chmur, bez wątpienia ważna będzie kwestia, jak wiele plików można w niej zamieścić (najlepiej za darmo), czyli kto zaoferuje  największą, bezpłatną przestrzeń w chmurze? Pod tym względem, zdecydowanie wygrywa Google Drive; otóż oferuje on aż 15 GB bezpłatnego miejsca, podczas gdy Dropbox tylko 2GB. Do tego maksymalna objętość chmur dostarczanych przez Google może wynieść do 30 TB (Terabajtów), a Dropboxa zaledwie 1 TB.

 

Co prawda Dropbox daje ciekawą możliwość powiększenia bezpłatnej przestrzeni do 16 GB, poprzez „zapraszanie” do niego znajomych; każdy znajomy, który założy konto w „Drop”, zwiększa naszą darmową objętość chmury o 500 MB, niemniej wcale nie jest to tak atrakcyjne, jak mogło by się wydawać. Przyczyna jest prozaiczna – po pierwsze, trzeba znaleźć kogoś, kto nie używa jeszcze chmur, a po drugie, trzeba go namówić, aby wybrał właśnie Dropbox’a.

Pod względem darmowej przestrzeni, zdecydowana przewagę ma więc Google.

 

Przestrzeń dyskowa to bez wątpienia ważna sprawa, ale równie istotne są ceny; co w tej kwestii oferują obaj operatorzy i który pod tym względem jest atrakcyjniejszy?

W tym przypadku precyzyjna odpowiedź faworyzująca bądź deprecjonująca jednego z konkurentów jest praktycznie niemożliwa do udzielenia, ponieważ ceny obu operatorów zależą od czego innego. Wybierając Google Drive, płacimy za objętość dysku; pomijając przestrzeń bezpłatną, zakres cen przedstawia się następująco:

  • 100 GB to koszt 8,99 zł  na miesiąc lub 89,99 zł na rok. W razie wyboru opcji opłaty rocznej, pierwsze dwa miesiące są darmowe
  • 1 TB obciąży portfel użytkownika kwotą 46,99 zł  miesięcznie lub 469,99 zł rocznie. Podobnie jak w poprzedniej opcji, także tutaj opłata roczna przynosi korzyść w postaci dwóch darmowych miesięcy
  • 2 TB wyceniono na 93,99 zł na miesiąc
  • 10 TB to 469,99 zł  miesięcznie
  • 20 TB to opcja zdecydowanie najdroższa, kosztuje ona  939,99 zł w skali miesiąca

Co do Dropboxa, kryterium opłat zależy od funkcjonalności; innymi słowy płaci się nie tyle za przestrzeń chmury, ale jej dodatkowe funkcje. Nie oznacza to oczywiście, że każda objętość Dropboxa jest darmowa (nie płaci się jedynie za przedział od 2 do 16 GB). Decydując się na pojemność chmury rzędu 1 TB, trzeba będzie ponieść koszta rzędu ok. 35 lub 70 zł miesięcznie, w zależności od ilości używanych funkcji.

Tak więc w tym przypadku trudno jest wskazać zwycięzcę, ponieważ atrakcyjność jednej albo drugiej chmury zależy od potrzeb użytkownika.

 

Bardziej zaawansowani użytkownicy internetu z pewnością zwrócą uwagę na kwestię synchronizacji plików; co mają w tej sprawie do powiedzenia obaj rywale?

Przede wszystkim nakreślmy, na czym polega synchronizacja plików; otóż jest to proces, który daje gwarancję, że jakiekolwiek zmiany w pliku na komputerze lub w chmurze zostaną uzgodnione tak, żeby każda kopia rzeczonego pliku obejmowała najnowsze zmiany. Pod tym względem nieznaczna przewagę ma Dropbox, ponieważ umożliwia on synchronizację plików zapisanych w systemie Linux, nawet jeżeli inny odbiorca owego pliku używa na swoim komputerze innego systemu operacyjnego. Takiej możliwości nie daje Google, a zatem: punkt dla Dropboxa.

 

Jedną z cech, a jednocześnie zalet chmur, jest możliwość udostępniania zamieszczonych w nich plików innym użytkownikom.  W której z nich jest to łatwiejsze?

Może nie tyle łatwiejsze, co praktyczniejsze. W przypadku Google Drive, jeżeli udostępnimy komuś plik, do odczytu lub edycji, zgodę taką należy następnie wycofać ręcznie. Jeżeli ktoś o tym zapomni, konkretny plik znajdzie się na „łasce i niełasce” innych użytkowników. Dropbox daje inną możliwość, a mianowicie płatną (niestety) opcję ustawienia czasu ważności linku, po jakim przestanie on działać. Nie trzeba więc zaprzątać sobie głowy wycofywaniem zezwoleń edycji i możliwości dostępu. Stanie się to automatycznie. Nieznaczna przewagę ma więc Dropbox.

 

A jeżeli chodzi o współpracę z innymi aplikacjami?

W tym przypadku należy postawić na Google’a. Umożliwia on łatwą kooperacje z aplikacjami Google Docs (dokumenty), Google Sheets (arkusze kalkulacyjne), Google Slides (prezentacje), proste zapisywanie załączników, współpracę z plikami w formacie Office, a ponadto ze stoma innymi aplikacjami. Na tym tle Dropbox prezentuje się dosyć skromnie, współpracując z Office’m, Adobe’m oraz platformą Slack, czyli narzędziem do komunikacji wewnątrzfirmowej.

 

Z działaniem chmur nieodłącznie związana jest polityka prywatności i bezpieczeństwa. W jaki sposób realizują ją omawiani konkurenci?

Sprawy bezpieczeństwa, zarówno Dropbox jak i Google traktują bardzo solidnie, tyle że na inny sposób; Google kładzie nacisk na skuteczne szyfrowanie danych podczas procesu ich przesyłania, natomiast Dropbox silniej chroni te pliki, które pozostają na dysku. Co do polityki prywatności, różnica jest na tyle niewielka, że należy wspomnieć o niej tylko dla przyzwoitości. Otóż Dropbox wyśle do użytkownika powiadomienie, w sytuacji w której „rząd USA poprosił o wgląd do ich prywatnych plików”. W tej zatem dziedzinie możemy ogłosić remis, z nieznacznym wskazaniem na Dropboxa.

 

Nadchodzi czas na podsumowanie i końcowy werdykt. Kogo możemy uznać za zwycięzcę?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ze względu na bogatsza ofertę atrakcyjniejszy jest Google Drive, jednakże uważniejsza analiza pozwoli na wyciągnięcie pewnego wniosku. Chodzi o to, że Google przeznaczony jest przede wszystkim dla prywatnych, „zwykłych” użytkowników. Świadczą o tym takie czynniki jak bardzo duża dostępna pojemność dysku (co z pewnością cieszy użytkowników zamieszczających spore ilości zdjęć i filmów), położenie nacisku na zabezpieczenie danych w trakcie ich transferu (każdy lubi pochwalić się jakimiś zdjęciami czy filmikami, przesyłając je do znajomych), oraz możliwość współpracy z dużą ilością aplikacji (nigdy nie wiemy, z jakimi programami preferują pracę nasi znajomi). Z kolei Dropbox, ze względu na swoja specyfikację sprawia wrażenie chmury przeznaczonej dla klientów biznesowych; przemawia za tym położenie nacisku na współpracę z Office’m, Adobe’m (typowe „biurowe” programy), platformą Slack oraz systemem operacyjnym Linux, możliwość automatycznego wycofania zgody na udostępnianie plików (aby po jakim czasie nie wpadły w niepowołane ręce), szczególna dbałość o skuteczną ochronę przechowywanych danych (w firmach często są to informacje poufne), a także dopasowanie kosztów eksploatacji chmury nie do jej pojemności, ale do konkretnych jej funkcji.

Podsumowując: dla przeciętnego Kowalskiego, używającego chmur głównie do „zabawy”, lepszy będzie Google Drive. Jeśli natomiast ktoś potrzebuje chmurę na potrzeby przedsiębiorstwa, lepszym wyborem będzie Dropbox.

Niko Bałazy