Intelektualne wyzwanie rzucone wartości z blockchainem w tle

Krajowa literatura przedmiotu traktująca o technologii blockchain nie należy do zbyt obszernych. Większość dostępnych pozycji to dzieła będące tłumaczeniami, natomiast prac krajowych autorów jest w dalszym ciągu dosyć niewiele. Wszelako więc każda kolejna pozycja literaturowa polskich autorów jest jak następna cegiełka budująca gmach wiedzy o tej przełomowej technologii XXI w., jaką jest technologia blockchain i z nią związane. Tym bardziej zatem z zainteresowaniem należy przyjąć pojawienie się na rynku księgarskim ciekawej pracy Katarzyny Ciupa, pt. „Blockchain – wartość w trzech wymiarach” (Wyd. Difin, 2020), nad którą to pracą nie sposób jest przejść obojętnie. Bowiem po czym poznać dobrą pozycję wydawniczą? Otóż wcale nie po okładce lecz po tym, że wciąga ona od pierwszych słów zapisanych. Do takich niewątpliwie należy omawiana praca.

Przystępując do lektury dzieła autorki z myślą, że z tytułowym blockchainem wszystko będzie oczywiste, można się miło rozczarować, bowiem dzięki niej dowiadujemy się, że tak nie jest. Konstatacja ta cieszy, gdyż na tym polega moc poznawcza profesjonalnej analizy, by czytelnikowi dać radość odkrycia, że nic nie jest takie proste jak się z początku wydaje. Zadaniem autora jest wówczas takie zaciekawienie czytelnika, żeby ten odczuł satysfakcję z dokonania dobrego zakupu pracy niebanalnej, nie przyczynkarskiej, niesztampowej i pokazującej rzeczywistość taką jaka ona jest, nawet gdyby miało to odzierać ze złudzeń. Naukowiec, a kimś takim jest autor omawianej pracy, ma stosując dystans i chłód analityczny opowiedzieć światu o sprawach i rzeczach w takim świetle, jakim one wyglądają naprawdę, bez wartościowania – nawet gdy owa wartość jest sednem jego rozważań. Autorka z zadania tego wywiązuje się wzorowo, sukcesywnie i z głębokim znawstwem tematu traktuje o sprawach trudnych, gdyż opisujących jak erupcja ery technologicznej XXI w. wpłynęła na kwestię wartości oraz zaufania do tej wartości. Mamy tutaj coś, co w dotychczasowych opracowaniach przedmiotu raczej rzadko się pojawia, gdyż odwołuje się do tego co era ta wyzwoliła i przyspieszyła, to jest pojawienie się nowego rodzaju ekonomii, tzw. ekonomii wartości. Autorka pisze bowiem, (…) Blockchain jako koncepcja nazywana często „internetem wartości” (A. Tapscott & Tapscott, 2018) pozwolił na przedefiniowanie modeli przechwytywania wartości w warunkach cyfrowych, oferując tym samym możliwość budowania demokratycznych, transparentnych i symetrycznych układów. Dotychczasowe rodzime prace reprezentowały bądź to optykę prawną patrzenia na to, czym jest blockchain i towarzyszący jemu boom technologiczny, bądź były częściej jego opisem technologicznym (technicystycznym – można by raczej powiedzieć), bądź też były wszechstronnym katalogiem różnorakich projektów wykorzystujących tą technologię. Praca K. Ciupa jest pokazaniem problemu pojawienia się blockchaina od strony ekonomicznej i systemowo finansowej, częściowo nawet może socjologicznym i psychologicznym, nawet wtedy gdy czerpie z technologicznego opisu.

Autorka opisuje sposób wykorzystania przez człowieka technologii doskonalszej generacyjnie niż znane rozwiązania ICT, wnikając w swojej analizie w poprawność rozumienia przez człowieka tego czemu ta technologia może służyć; jak kształtuje się jej wewnętrzna logika; jakie problemy może rozwiązywać (jak również powodować) oraz jakie temu towarzyszyć mogą wyzwania i ograniczenia. W celu zatem poprawnego wykorzystania i funkcjonowania blockchainu konieczne jest – zdaniem autorki – prawidłowe określenie jego zasad i logiki działania, obejmujących takie aspekty, jak m.in.: decentralizacja i welowariantowość tej technologii, przy zachowaniu wymiarów wartości, infrastruktury i informacji. Z kolei decentralizacja struktury, jako immanentna właściwość blockchainu, wymaga paradoksalnie centralizacji logiki. Mimo tej centralizacji wykreowane zostały mechanizmy zapewniające elastyczność tej technologii. Autorka opisuje, jak elastyczność mechanizmów przy centralizacji logiki, doprowadziła do pojawienia się różniących się praw a tym samym wariantów blockchaina. Elementem silnie zaburzającym proces jego wykorzystania nie jest – według autorki – jego wewnętrzna wadliwość lecz nieetyczne bądź niewłaściwe działania ze strony wewnętrznych użytkowników tej koncepcji powodując jej nadużywanie. W tym miejscu broni ona samą koncepcję blockchaina jako taką.

Wydaje się jednak, iż najistotniejszym problemem badawczym autorki jest kwestia zaufania w szerokiego rodzaju aspektach działalności gospodarczej człowieka, zawierającej w sobie pierwiastek kreowania cyfrowych reprezentantów wartości (takich jak np. waluty cyfrowe, tokeny lub inteligentne kontrakty – smart contracts). Blockchain z kolei należny traktować jako dosyć wyrafinowany wehikuł (nośnik) tych reprezentantów i wszystkiego tego co się w nich zawiera. Dla autorki ważne w związku z tym jest czy wehikuł ów w sposób poprawny przenosi zapisaną w nich wartość jako jeden z trzech (pozostałe to informacji i infrastruktury) wymiarów zapisu informacji, czy też raczej sprzyja przechwyceniu lub deformacji tej wartości. Zauważa przy tym, że punktem kulminacyjnym dla podniesienia istotności zaufania do mediów transmisji wartości stał się de facto kryzys reputacyjny światowych instytucji finansowych będący skutkiem kryzysu finansowego z 2008 r. Alternatywą wówczas stał się rozwój szeregu rodzaju podmiotów (potocznie zwanych jako Fintechy), których biznesowy model działania opierał się na wykorzystaniu technologii internetowych ułatwiających kreowanie pieniądza elektronicznego pozostającego poza kontrolą oficjalnych instytucji monetarnych. Autorka przyjmuje, iż na tej koncepcji została zbudowana „ideologia” blockchain, pretendująca do zastąpienia tradycyjnego systemu transferu wartości w systemie finansowym.

Autorka zdaje się uważać, iż cyfryzacja sama w sobie skutkująca pojawieniem się różnorakich nowych form czy postaci reprezentantów tych wartości, sprzyjających ucyfrownieniu, jak ona twierdzi obiektów (rozumując przez to zarówno fizyczne przedmioty jak i niematerialne prawa bądź dzieła ludzkiego intelektu), bądź w drugą stronę ufizycznieniu reprezentantów cyfrowych (przeważnie w formie, tzw. tokenów), nie unieważnia dotychczasowych praw i zasad znanych w gospodarce pozacyfrowej. Mimo niekiedy ignorowania tego faktu przez różnych członków społeczności.

Zrozumienie istoty i charakterystyki technologii blockchain jest zdaniem autorki kluczem do jej poprawnego wykorzystania, w tym również uzyskania wszystkich zalet wiążących się z tą technologią. Przede wszystkim dąży ona do minimalizacji tego co pośrednio bądź bezpośrednio wydaje się zbędne i kosztowne. Ponadto demokratyzuje do niej dostęp dla nieznających się wzajemnie jednostek. Następnie, zapewnia wszystkim równy dostęp do informacji wszystkim uczestnikom ekosystemu. Tworzy rozwiązania ułatwiające skalowalność projektów. Co do zasady odpośrednicza i spłaszcza struktury. Generalnie są to cechy często wymieniane przez autorkę, jednak wystarczy gdzieś w tym wszystkim jedno odstępstwo od którejś z nich i cała konstrukcja ulega wynaturzeniu. Autorka precyzyjnie te elementy wyjaśnia, tłumacząc na czym polega blockchain jako infrastruktura (struktura, zarówno wewnętrzna jak i zewnętrzna) danych; jaki jest zakres podmiotowy koncepcji blockchain; na czym polega, że blockchain jest reprezentantem wartości; na czym polegają zasady i logika działania blockchainu w tym również opisuje kwestie decentralizacji i warianty tej technologii. Warto się również zatrzymać nad myślą autorki twierdzącą, iż pojawienie się pośredników nowego typu (tj. dostarczycieli technologii) niosło także skutek uboczny polegający na tym, że technologia przyczyniła się do przechwycenia wartości. Wprowadziła ona bowiem asymetrię wymiany, tym razem obejmującą aspekt technologiczny i wynikający z niej posiadanie przewagi rynkowej. Nowe technologie przyczyniają się bowiem do piractwa informacji, zaś scentralizowane platformy do nieoptymalnej wymiany wartości. Z kolei masowość zastosowań obniżyła próg ekonomiki przestępstwa. Czytając to wszystko należy mieć ciągle na uwadze to, że blockchain co do zasady jest technologią przełomową jednak nie we wszystkim mającą zastosowanie. O tym autorka wielokrotnie przypomina.

Autorka odkrywa i daje opis tworzenia się swego rodzaju gospodarki blockchainowej i tego implikacji zarówno w sferze finansowej jak i prawa do posiadania obiektów będących przedmiotem obrotu w tej gospodarce. Pojawienie się tej gospodarki opartej na alternatywnym uniwersalnym reprezentancie wartości w postaci waluty cyfrowej doprowadziło z jednej strony do różnorodności, z drugiej wykreowało zjawisko tokenizacji stojącej w kontrze do zasady brzytwy Okhama. Można odnieść wrażenie, iż autorka przestrzega przed tym, że blockchain nie jest uniwersalnym panaceum na wszystko. Owa gospodarka blockchainowa sama w sobie stanowi dosyć ciekawą endogenicznie strukturę kreującą zróżnicowanie pod względem celu i funkcji cyfrowych aktywów, które z jednej strony można zastosować do szeregu różnych tradycyjnych obiektów wymiany gospodarczej (tj. dóbr i usług), z drugiej natomiast, można kreować wobec tamtych alternatywne cyfrowe byty rynkowe. Ów polimorfizm autorka perfekcyjnie identyfikuje dając opis idei tokenizacji. Zauważa ona przy tym, że polimormizm ten przyczynia się do pojawienia się szeregu nowych problemów, szczególnie tam gdzie procesowi tokenizacji podlegały tradycyjne obiekty wymiany w większym stopniu niż tam, gdzie wiązało się to z tokenizacją obiektów cyfrowych. Chodziło głównie o prawidłowość procesu ustalenia wartości – gdyż to stanowi centralny punkt zainteresowań autorki. Widać to szczególnie w aspekcie tokenizacji, tzw. dóbr społecznych, jak dostęp do opieki szpitalnej bądź oświaty, gdzie tokenizacja mogła deformować strukturę dostępu do tych dóbr.

Rozszerzeniem opisu owej gospodarki blockchainowej jest pokazanie przez autorkę wpływu pojawiania się tzw. stabilnych kryptowalut (stablecoins) oraz nowych mechanizmów finansowania (typu ICO/STO – initial coins offering/securities token offering) na urozmaicenie oferty na rynku finansów alternatywnych. Autorka zauważa, że w pierwszym przypadku choć zrazu instytucje oficjalne podchodziły do tego typu cyfrowych aktywów z pewną rezerwą, to z czasem podjęły się same ich kreacji, jak np. bank centralny Chin pracujący nad projektem własnej kryptowaluty (DCEP – Digital Currency Electronic Payment). W drugim przypadku działalność ta spotkała się z ostrą reakcją ze względu na częste wykorzystywanie tych instrumentów do podejmowania działań przestępczych. Niezależnie od tego czy dotyczyło to stablecoinów czy też ICO z czasem te formy zaczęły zyskiwać na popularności. Wszelako ponieważ centralnym punktem zainteresowania autorki jest aspekt wartości i jej przechwytywanie, to również i w tym przypadku nie mogło to ujść jej zainteresowaniu. Zauważa ona, iż wiele z takich projektów było na tyle niedopracowanych od strony biznesowej, ekonomicznej czy wręcz społecznej bądź wręcz niedojrzałych (a niekiedy ocierających się od swego rodzaju happening finansowy), że raczej pozostawały konceptami martwymi bez żadnego potencjału sprawczego. Bywały jednak takie, które przyciągały krzykliwością kampanii marketingowej, nierzadko okazując się formą finansowego oszustwa. Bywały również projekty, które w założeniu służyć miały celom nie naruszającym w żaden sposób prawa, jednak z takich powodów jak poświęcenie większej uwagi na aspekty marketingowe czy też techniczne, zaś w mniejszym na aspekty prawne, ekonomiczne, psychologiczne bądź socjologiczne stawały się rynkowymi „niewypałami”. Na to również nakładało się odium złej prasy bądź ostrych działań organów oficjalnych wymierzonych przeciwko społeczności kryptowalut. O tym wszystkim autorka wspomina, bowiem chce, jak można sądzić, wskazać, iż blockchain ze względu na swój młody wiek jest technologią mającą przyszłość lecz niekiedy jej wykorzystanie może przynosić istotne problemy.

Reasumując, dzieło K. Ciupa jest bardzo solidnym wzmocnieniem wiedzy o znaczeniu i wpływie technologii blockchain w projektach przynoszących innowacyjne rozwiązania praktyczne. Chociaż autorka z rzadka chwali jej wykorzystanie to zdaje się być sojusznikiem tej technologii, dostrzegając głęboki sens jej rozwijania, jednak co do zasady stoi na stanowisku, że nie może ta technologia deformować zasad dotyczących transferu wartości, podważając zaufanie do obrotu gospodarczego. Czy jest coś, co jest w tej pozycji niedoskonałego? Jeśli horacjuszowskie „Nie ma rzeczy pod każdym względem dobrej” przyjąć za prawdziwe, to w tym przypadku przy głębokiej erudycji autorki, głównym mankamentem dzieła jest pozostawienie uczucia pewnego niedosytu. Zdaje się bowiem, że autorka nie wszystko powiedziała, być może zostawiając sobie coś w zanadrzu, by opowiedzieć o tym w innej pozycji literaturowej. Czekamy.

Marcin Daniecki
Marcin Daniecki