Leki biologiczne – efekt WOW z Polski

Łukasz Bzdzion, przedsiębiorca: O lekach biologicznych w weterynarii mówi się coraz więcej, ale tak naprawdę sporo w tym medialnego szumu. Produktów i leków jest wciąż za mało. Rynek nowoczesnych terapii dla zwierząt raczkuje, jest we wczesnej fazie rozwoju. Dopiero w 2017 r. został zarejestrowany w Europejskiej Agencji Leków (EMA) pierwszy lek biologiczny wykorzystujący przeciwciała monoklonalne w leczeniu atopowego zapalenia skóry u psów. Szału nie ma, ale potencjał jest ogromny, więc piłka w grze.

Łukasz Bzdzion, naukowiec: Zgoda, w kontekście weterynarii mówi się wiele, choć wciąż brakuje tu klasowych graczy. Ale wróćmy do korzeni i ustalmy, czym tak naprawdę są leki biologiczne. One bazują na substancjach biologicznych naturalnie występujących w organizmie, a efekt terapeutyczny wywołują naturalne procesy zachodzące w organizmie. Przez to minimalizowane są skutki uboczne. Próbując uprościć: to taka trochę samonaprawa. U ludzi leki biologiczne stosowane są coraz szerzej. Teraz rusza kolejna fala, nauka i biznes dąży do tego, aby innowacyjne i skuteczne terapie w oparciu o leki biologiczne zastosować w leczeniu powszechnie występujących schorzeń u zwierząt.

Słowo klucz: powszechnie. I rodzi się pytanie jak leczyć dostępnie cenowo, skutecznie i bezpiecznie. Z liczb wynika, że jest wielki potencjał w terapiach opartych o leki biologiczne – według raportu opublikowanego przez IMS Institute for Healthcare Informatics, w 2020 r. wartość rynku leków biologicznych osiągnie aż 390 mld USD. Leki biologiczne to opłacalna innowacja, warto grać na tę bramkę. Najpewniej odmienią one dotychczasowe terapie, często tak dalekie od bezpiecznego stosowania…

Jako naukowiec chcę, aby leki nad jakimi pracujemy w Bioceltix stanowiły skuteczną a zarazem bezpieczniejszą alternatywę dla tradycyjnego, objawowego leczenia farmakologicznego. Powszechne terapie oparte są głównie o działanie przeciwbólowe i przeciwzapalne. Leki syntetyczne, mimo wielu skutków ubocznych, są nadal ochoczo wykorzystywane właśnie z uwagi na brak dostępnych leków biologicznych.

O SAIDs (steroidowe leki przeciwzapalne) i NSAIDs (niesteroidowe leki przeciwzapalne), czyli ksenobiotykach – związkach chemicznych wytwarzanych w drodze syntezy chemicznej wiemy coraz więcej. A im więcej wiemy, tym gorzej dla nich. Każdy lekarz chętnie dałby im czerwoną kartkę – gdyby miał bezpieczną alternatywę. Przecież ksenobiotyki nie występują naturalnie w organizmie ssaków. Sterydy podaje się jako leki przeciwzapalne, ale ze względu na wiele skutków ubocznych zaleca się ich przyjmowanie, gdy korzyści wynikające z ich zażywania przeważają nad skutkami ubocznymi sterydoterapii. A te drugie to grupa leków o właściwościach przeciwzapalnych, przeciwbólowych i przeciwgorączkowych. Tu od lat robi się dobry biznes.

To najczęściej stosowane leki – niektóre wydawane są nawet bez recepty i pacjenci łykając je czują się „bezkarni”. Biorą je na potęgę i nie zwracają uwagi na skutki uboczne, a może od nich rozboleć nie tylko głowa. Widziałeś przecież nieraz ulotki leków, są długie i pisane drobną czcionką, albo gość w reklamach leków, to taki farmaceutyczny raper – z prędkością światła mówi o skutkach ubocznych. To nie jest gra, którą warto ciągnąć.

Ale dlaczego te terapie są tak popularne? Chodzi o brak alternatyw, to napędza ten sport. Pacjenci czy właściciele zwierząt decydują się na leczenie syntetykami ze względu na brak dostępności leków biologicznych. Jednak taka terapia ma często tylko charakter leczenia zachowawczego, ogranicza się do zmniejszenia stanu zapalnego i redukuje ból. To taki Arsenal Londyn z ostatnich sezonów: ładnie wygląda głównie na zdjęciu. Tymczasem w praktyce leki syntetyczne nie celują w indukowanie procesów naprawczych. Bo prawda jest taka, że bycie zdrowym, to stan sprzed choroby.

No i właśnie, czas na odważne transfery! Teraz na boisku pojawiają się komórki macierzyste. Badania udowodniły, że leczenie z zastosowaniem mezenchymalnych komórek macierzystych (MSC) jest skuteczne i bezpieczne. Mecz się rozpoczął, to szansa na wprowadzenia tego rodzaju terapii na rynek weterynaryjnych leków biologicznych. MSC, poprzez działanie immunomodulacyjne, pobudzają naturalne szlaki przekazywania sygnałów międzykomórkowych, wywołując silne działanie przeciwzapalne, przeciwbólowe i proregeneracyjne. Bez uszczerbku dla zdrowia pacjenta. Terapia z wykorzystaniem allogenicznych komórek macierzystych, czyli jeden dawca – wielu biorców, umożliwia produkcję serii leku z materiału wyjściowego pozyskanego od jednego odpowiednio zakwalifikowanego dawcy, co powoduje, że staje się on dostępny od ręki. Dopóki rozwijamy naszą technologię, a leki poddajemy badaniom klinicznym i procedurom rejestracyjnym w EMA – to mecz się toczy pod dyktando naszej strategii – skuteczności i bezpieczeństwa terapii.

Ok, to jest myśl: chcemy pokazać, że niesiemy nową jakość, mogącą przetasować medyczne rankingi. Otwiera się nowy rynek w historii medycyny weterynaryjnej. W Polsce.

Przy czym ta rozgrywka dopiero się rozkręca. MSC mają długotrwałe działanie, a efekt terapeutyczny wywołują naturalne procesy zachodzące w organizmie przez co nie powodują skutków ubocznych występujących podczas przewlekłego stosowaniu steroidowych i niesteroidowych leków przeciwzapalnych.

Skoro gramy ofensywnie, to na całego. Co ty na to, żeby wkrótce rozszerzyć dotychczasowy zakres stosowania MSC o choroby autoimmunologiczne? Te schorzenia to wciąż nie lada wyzwanie dla lekarzy weterynarii. Ktoś, kto pierwszy mu podoła, wkroczy na rynek wart setki milionów dolarów rocznie…

Piłka w grze. I to po naszej stronie.

Łukasz Bzdzion